Polak znokautowany w Ameryce! Potężny cios, fatalne sceny w ringu. Koniec marzeń Andrzeja Wawrzyka
36-letni Andrzej Wawrzyk, wznawiając niespełna dwa lata temu karierę, liczył na cud, ale właśnie został odarty z wszelkich marzeń. Polak przegrał z Ghańczykiem Richardem Larteyem, który miał więcej trudnych starć od Polaka, ale odbił się od wszystkich zawodników z mocnymi uderzeniami. Tymczasem jego cios wystarczył, aby kibice przypomnieli sobie "Wawrzyk dance", czyli niepokojącą reakcję "podłączonego" krakowianina. Na tej samej gali w Rosemont, nieopodal Chicago, przed czasem wygrał Piotr Łącz.

Największy paradoks jest taki, że choć nawet "na papierze" Richard Lartey (15-7, 12 KO) wydawał się zupełnym przeciętniakiem, to od początku wiadomo było, że będzie stanowił gigantyczne zagrożenie dla Wawrzyka (34-4, 20 KO).
Dlaczego? Właśnie z powodu tego jednego atutu, jakim jest siła ciosu. Młodszy o kilka lat od Polaka, 31-letni pięściarz z Ghany, skończył przed czasem wielu zawodników, który prezentowali porównywalny z nim poziom.
Andrzej Wawrzyk poddany, Polak ciężko zraniony
A niestety o Andrzeju Wawrzyku wiadomo, co pamiętają kibice boksu z długim stażem, że od największych walk odbił się m.in. dlatego, że nie posiada odporności na ciosy mocno bijących rywali w wadze ciężkiej. Tu warto przypomnieć, że nasz pięściarz przed zerwaniem kariery, co nastąpiło w 2016 roku, był o włos, aby stoczyć pojedynek o mistrzostwo świata federacji WBC z bombardierem z Alabamy, Deontayem Wilderem. Tym samym, który potwornie znokautował Artura Szpilkę. Tamto starcie już było ogłoszone, ale Polak miał pozytywny wynik testów antydopingowych i konfrontacja została odwołana. Wcześniej w mistrzowskim starciu na deski rzucił go Rosjanin Aleksander Powietkin.
Wawrzyk po sześciu latach sportowej emerytury wrócił i na dzień dobry został ciężko znokautowany przez Michała Bołoza. W ostatnim starciu z niegdyś bardzo groźnym, ale już wiekowym Kubratem Pulewem wytrwał pełen dystans. I choć przegrał do wiwatu na kartach punktowych z "Kobrą", to narobił sobie apetytu, że jednak coś jeszcze może zdziałać.
W walce z Larteyem niestety zaczęły przypominać się bardzo stare czasy, a konkretnie czerwiec 2012 roku i słynny "Wawrzyk dance", gdy oglądaliśmy bardzo niepokojące reakcje Polaka na ciosy Denisa Bachtowa z lewej ręki. Polak w niekontrolowany sposób wprost "tańczył" w ringu, a filmiki z tym fragmentem do dzisiaj są dostępne w internecie, zaś sam pięściarz podchodził do nich z uśmiechem i dystansem.
O ile jednak tamto starcie, będąc wówczas zawodnikiem na kursie do wielkiej walki, Wawrzyk wygrał, to w pojedynku z Ghańczykiem został poddany przez sędziego ringowego. Wydarzenia miały miejsce w czwartej rundzie, gdy na głowę Polaka spadł celny prawy sierpowy. Krakowianin zaczął "pływać" w ringu, a gdy odbił do narożnika, sędzia jeszcze przez chwilę brał pod uwagę, by dać mu szansę kontynuować walkę. Gdy jednak przywołał go do siebie, a Wawrzyk ruszył, sędzia zobaczył, że jeszcze zupełnie nie doszedł do siebie. I przerwał pojedynek!
Powody do radości miał za to Piotr Łącz (9-0, 7 KO). Niepokonany Polak, także walczący w wadze ciężkiej, rozprawił się z Demetriusem Banksem (13-14-2, 6 KO) w trzeciej rundzie. Przewaga naszego zawodnika nie podlegała dyskusji, a Amerykanin był dwukrotnie liczony już w pierwszej rundzie. Wytrwał do trzeciej, lecz w końcu nie przetrwał naporu Polaka i został wyliczony po tym, jak uklęknął.
Zobacz również:












