Reklama

Reklama

Polak przed wielką szansą

11 grudnia w Prudential Convention Center w Newark, w stanie New Jersey polski bokser Tomasz Adamek będzie walczył ze Stevem Cunninghamem o tytuł mistrza świata.

W Stanach pojedynek dwóch najlepszych bokserów kategorii do 200 funtów pokaże kablowy VERSUS, natomiast w Polsce - Polsat.

- 11 grudnia to później niż się spodziewałeś...

Tomasz Adamek: - Nie z mojej winy. Ja mogłem być gotowy za 4-5 tygodni, tak jak było wcześniej ustalane. Podobno Cunningham nie jest jeszcze przygotowany i stąd 11 grudnia. Trochę mi to popsuło treningi. Konsultowałem już się z trenerem Skowrońskim, z którym tutaj trenuję i Andrzejem Gmitrukiem i doszliśmy do wniosku, że ze względu na przesunięcie terminu, muszę sobie zrobić dwa tygodnie przerwy.

Reklama

- Ale chyba bez zbytniego leniuchowania?

- Nigdy tego nie robię. Jakaś przebieżka, siłownia zawsze będą. Nic specjalnego, ale też nie ma bezczynności. Mam ze sobą całą rodzinę, nie będę się nudził. Z wagą też nie będzie problemów - ważę teraz około 204 funty, czyli dwa treningi i mógłbym wejść na wagę przed walką.

- Cunningham nie był wystarczająco atrakcyjny dla Showtime czy HBO, choć z drugiej strony żadna z tych stacji nie powiedziała jeszcze definitywnego "nie".

- Też tak słyszałem, ale to chyba bardziej nadzieje, niż rzeczywistość, by walka była transmitowana przez którąś z tych stacji. W tej chwili najważniejsze dla mnie jest, żeby być widocznym w Stanach, bo tutaj mieszkam i tutaj walczę.

- Jaki będzie podział pieniędzy pomiędzy tobą i Cunninghamem? Czy twoja współpraca z trenerem Skowrońskim w Stanach nie popsuje współpracy na linii Tomek Adamek - Andrzej Gmitruk?

- Zacznę od drugiego. Trener Skowroński pomaga mi w treningach, ale pierwszym trenerem, człowiekiem od układania taktyki walki, sposobu przygotowań jest Andrzej Gmitruk. Lepszego od niego nie ma. Nikt tak nie potrafi rozgryźć rywala jak Andrzej Gmitruk, który nie stosuje powszechnej metody amerykańskiej polegającej na tym, że trener mówi do zawodnika w narożniku "idź i rób swoje". Muszę go jednak oszczędzać, więc Andrzej przyjedzie do mnie na 5 tygodni przed walką, jak zaczną się sparingi. To wystarczy. A podział pieniędzy? Oczywiście Don King chciałby jak najwięcej i ma trochę do tego prawo, bo to jego bokser jest mistrzem świata i jemu się należy więcej. Ale też bez przesady! Ostatni raz Steve walczył w Stanach prawie trzy lata temu, publiczności telewizyjnej jest znacznie mniej znany niż ja. To jest nasz punkt przetargowy w rozmowach z Kingiem. 50 na 50 podziału zysków nie wywalczymy, ale też nie dostaniemy groszy. Dla mnie chodzi tutaj o tytuł. To najważniejszy cel. Później moja cena sama pójdzie w górę.

Rozmawiał: Przemek Garczarczyk, USA, ASInfo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje