Na gorąco po pierwszym pytaniu od dziennikarza TVP Sport "Diablo" złapał za mikrofon i polały się łzy. Długo zbierał się do wypowiedzenia pierwszych słów. - Przepraszam was, muszę wam coś powiedzieć - zaczął łamiącym się głosem. - W środę wylądowałem w szpitalu, gdzie spędziłem dobę. Nie wiedziałem, czy wystąpię w tej walce. Źle się poczułem. Zadzwoniłem do organizatorów oraz do mamy. Zabrała mnie karetka, bo lekko zasłabłem - powiedział Włodarczyk.
- Powiem wam jedno, myślałem, że podziękuję i nie wyjdę do walki, ale nie. Pięknie dziękuję wam kibice, że tu dzisiaj przyszliście. Wiem, że jesteście tu nie tylko dla mnie - podkreślił. - Pozdrawiam panią doktor, która na pewno oglądała - dodał.
Niesamowite, "Diablo" ponownie mistrzem świata. Potężna bomba i nokaut
- Przyszliście też tutaj dla Adama. To wasz bardzo dobry pięściarz. Bądźcie przy nim zawsze, kiedy on boksuje - zaznaczył. - Jeszcze jedna kwestia. Podczas walki miałem dwa kryzysy. Jeden poważny, drugi mniejszy. Złapał mnie dobrym ciosem, zakręciło mi się w głowie i zastanawiałem się czy dotrwam. Wydaje mi się, że upór, determinacja i to, co mam w głowie sprawia, że jestem tu gdzie jestem - powiedział świeżo upieczony mistrz WBC Interim w wadze bridger.
Na koniec "Diablo" podziękował swojemu teamowi i wszystkim bliskim. Mimo 71 walk na koncie doświadczony pięściarz nic nie wspomniał o zakończeniu kariery, zatem można się spodziewać, że pojawi się jeszcze między linami.











