Oto niewygodna prawda Usyka? Saleta przejrzał Ukraińca na wylot. "Przerażający"
Dlaczego Ołeksandr Usyk w swoich planach na finisz kariery nie uwzględnia walki z młodą gwiazdą wagi ciężkiej, 21-letnim Mosesem Itaumą? Jaka jest logika w nieoczywistym wyborze na rywala w obronie tytułu mistrza świata kickboksera Rico Verhoevena? Do jakiego miejsca doszedł Usyk i czemu wywołał demony z walki... Artura Szpilki? Przemysław Saleta w rozmowie z Interią fachowo przedstawia optykę na wydarzenia na szczycie boksu zawodowego.

Artur Gac, Interia: Niedawno pokusiliśmy się o tezę, że w tym miejscu kariery, w którym obecnie jest Ołeksandr Usyk, walka z kimś tak nieprzeciętnym, jak młody i bardzo groźny Moses Itauma, byłaby wielkim ryzykiem dla Ukraińca. Dlatego nie uwzględnia go w swoich planach na finisz kariery. Jeśli szukać potwierdzenia, to nie ma lepszego niż sobotnia walka 21-latka, gdy przejechał się po twardym Jermaine'u Franklinie, serwując mu spektakularny nokaut.
Przemysław Saleta: - Rzeczywiście, w tej walce Itauma był wręcz przerażający. On boksuje po prostu nie popełniając żadnych błędów. I nie przyjmuje praktycznie żadnych ciosów, a jednocześnie świetnie kontroluje dystans pracą nóg. Z tą szybkością i przednim prawym prostym oraz z siłą po prostu prezentuje boks, można powiedzieć, perfekcyjny. Tak naprawdę ja nie widzę żadnego błędu.
Powiedziałbym nawet, że jest to boks totalny.
- Nie widzę nawet, jak ktoś go może na czymś złapać. Oczywiście Usyk to jest też zupełnie inny poziom. Natomiast nie sądzę, żeby do tej walki doszło do tego.
Dlaczego?
- Bo jeśli Usyk tę walkę wygra, to wszyscy stwierdzą, że Itaumą miał za mało doświadczenia i za szybko go wrzucili na Usyka. A jeśli przegra, to trochę umniejszone będą jego osiągnięcia. No więc ja w ogóle nie widzę sensu takiej walki i nie sądzę, żeby do takiego pojedynku kiedykolwiek doszło. Tym bardziej, że ten tytuł (WBO - przyp.) jest już podzielony. Itauma zarzeka się, że z Wardleyem nie będzie boksował, bo to są koledzy z klubu. Ale już, jeśli Dubois wygra z Anglikiem, wtedy nie mówi "nie". I to na przykład byłaby dobra walka.
Nie bardzo chce się wierzyć, by Usyk poszedł w taką walkę, zwłaszcza w obliczu tego, co widzimy. Czyli tę wybitną i fenomenalną karierę chce zakończyć trochę na swoich warunkach, co pokazuje nieoczywisty wybór kickboksera Rico Verhoevena. Po to, by 23 maja w Gizie zarobić fortunę, gdzie pieniądze popłyną z Arabii Saudyjskiej. A porażka z takim młodym brylantem, jak Itauma sprawiłaby, że 39-letni Ukrainiec już nie bardzo miałby czas to naprawić.
- No nie będzie, nie będzie, bo to już lata lecę. Z punktu widzenia Usyka, a trzeba patrzeć właśnie z jego punktu widzenia, bo on jest jeden mistrzem świata, taka walka nie ma żadnego sensu.
Przyjaciel Usyka Tomasz Stanek, będący w jego bardzo bliskim otoczeniu, potwierdził mi, że mocnym postanowieniem i dążeniem będzie doprowadzenie do trzeciej walki z Tysonem Furym, która już definitywnie miałaby ukoronować jego karierę. Przy czym trudno sobie wyobrazić, by również tym razem rangą był status formalnie zunikowanego mistrza wszechwag.
- Uzbieranie wszystkich pasów znów musiałoby potrwać, więc ja też nie sądzę, by taka walka miała mieć w puli wszystkie cztery prestiżowe pasy. Ewentualnie walka z innym, dużym nazwiskiem. Pierwszy na myśl naturalnie przyszedłby mi Joshua, ale widać, że z Usykiem się zaprzyjaźnili i raczej chyba nie będą razem walczyć.
Z tego, co słyszę, na taką walkę już nie ma szans.
- Wardley moim zdaniem ma za małe nazwisko dla Usyka. Z Duboisem walczył już dwa razy i jednak to nie jest nazwisko, jak Fury. No więc faktycznie zostaje Fury, z którym jednak nigdy nic do końca nie wiadomo, jak potoczy się jego kolejny powrót i jak długo potrwa. Więc, szczerze mówiąc, jakoś specjalnie zbyt dużo opcji Usyk nie ma. Gdy mówię o tym głośno, to właściwie myślę sobie, że teraz ta walka z kickbokserem w tym kontekście nie jest najdziwniejszym ruchem. Choć osobiście uważam, że nie powinno się to zdarzyć.
No właśnie, ja tego pomysłu, które oczywiście kompletnie nie broni się boksersko, też nie jestem w stanie w pełni zrozumieć. Mam wrażenie, że nie udało mi się ustalić pełnej logiki zestawienia z Holendrem. Na końcu wszystko sprowadziło się do kwestii finansowych.
- Wie pan, z czym mi się to skojarzyło? Z Muhammadem Alim, który walczył z japońskim zapaśnikiem Antonio Inokim (walka, okrzyknięta "Wojną Światów", odbyła się 26 czerwca 1976 roku w Tokio. I była wczesnym eksperymentem MMA, zakończonym remisem po 15 rundach. Ali walczył głównie z defensywnym Inokim, który leżąc na macie, zadawał niskie kopnięcia, poważnie uszkadzając nogi "Największego" - przyp.). I wielki Ali przystąpił do takiego pojedynku w czasie, gdy w boksie był mistrzem świata, a kilka miesięcy później z Kenem Nortonem bronił pasa WBC. Czyli show i pieniądze.
Jednak o tyle jestem zdumiony, że całkiem niedawno, gdy w teamie Usyka pojawiały się pomysły, by wyjść z bokserskiego klastra, to jednak pojawiały się nazwiska zawodników, którzy cieszą się globalnie gigantyczną popularnością. Czyli Jake Paul i Conor McGregor. Z tego punktu widzenia postawienie na blisko 37-letniego Verhoevena jest dla mnie nieoczywiste. Jak jest on w stanie wygenerować takie pieniądze, o jakie chodzi Usykowi?
- Z punktu widzenia sportowego, Holender jest dużo więcej warty niż Jake Paul. To jednak silny fizycznie i duży gość. Jego doświadczenie z boksu to tylko jedna walka, więc nieistotne, ale zagapić się z nim nie można, bo ma ciężkie ręce.
Dlatego też scenariusz, czyli w nieoczywistej walce ciężki nokaut zaserwowany przez Joshuę zawodnikowi UFC Francisowi Ngannou, tutaj niełatwo będzie powtórzyć.
- Zobaczymy. Niewątpliwie poszło to w stronę freak fightów czy show biznesu, ale też Usyk trochę stoi pod ścianą. W takim kontekście, że wcale nie ma oczywistych wyborów, gdzie może zarobić jakieś większe pieniądze, a tę galę pokaże platforma DAZN w systemie pay-per-view.
Nachodzi mnie taka refleksja... Tak jak ogólnie podoba nam się Ołeksandr Usyk, jako ambasador boksu, to czy przy obecnych potrzebach rynkowych, które aż za bardzo widzimy w rozkwicie alternatywnych rozrywek, gdzie sport pełni tylko rolę uzupełniającą, Ukrainiec w gruncie rzeczy nie stał się ofiarą tego, że jest grzecznym mistrzem?
- Trochę tak. Mam też jednak pewną refleksję, w toku naszej rozmowy, bo sam zacząłem w kickboxingu, a a później przeszedłem do boksu. I ogólnie rzecz biorąc różnica jest taka, że ludzie, którzy działają w kickboxingu, są dużo bardziej emocjonalnie zaangażowani w swój sport, bardzo mocno go kochając. Natomiast boks jest dużo większym biznesem, lepiej zorganizowanym i tak dalej. Więc wcale nie wykluczam, że ta walka będzie miała ogromną oglądalność ze względu na setki tysięcy czy właściwie miliony ludzi, którzy trenują kickboxing i są fanami tego sportu. W każdym razie boksersko narracja jest taka, że jakiś tam kickbokser walczy o mistrzostwo świata z niekwestionowanym mistrzem świata. Wie pan, to trochę taka historia jak Rocky'ego albo filmów z Van Dammem. Dlatego to może się dobrze sprzedać. I jednocześnie Rico Verhoeven też prezentuje wysoki poziom sportowy. Oczywiście w swoim w swoim sporcie, ale czasami może być trudne do przewidzenia zachowania w ringu, wynikające z uprawiania trochę innego sportu, ale też uderzanego. To może sprawić trudności, więc z ciekawością obejrzę tą walkę. Nie podoba mi się, że mistrz świata moim zdaniem trochę deprecjonuje tytuł sięgając po takie walki, ale też rozumiem sytuację, że nie bardzo ma z kim zawalczyć. Tak analizujemy i oczywiście ileś osób chciałoby go zobaczyć z Itaumą, ale wie pan, jaką to mi przypomina sytuację?
Tak?
- Witalij Kliczko walczący z Lennoxem Lewisem. W pierwszej walce, szczerze mówiąc, Lewis wygrał fuksem rozcięciem i tak dalej, a sądzę, że tę walkę by przegrał. Zresztą on chyba też tak sądził, bo zarządzono rewanż, którego nie wziął. Wolał zrezygnować i zakończyć kariery niż dać rewanż młodemu Kliczce. A jednocześnie nazwisko Lennoksa Lewisa było warte trochę więcej niż Witalija Kliczki.
Rzeczywiście taką głosy do mnie dochodzą, że być może nie doceniam potencjału walki Usyka, a zwłaszcza tego wszystkiego, co za sobą wnosi przeciwnik.
- Może tak być, że wniesie więcej emocji od kibiców niż Usyk. Natomiast chyba faktycznie to może być dla niego łatwa walka, w której będzie mógł się pokazać i pozwolić sobie na większe ryzyko. A po pierwszej lub dwóch rundach zobaczy, co z tym fantem zrobić i zapewne będzie mógł zrobić wszystko. Natomiast jest jeszcze druga rzecz, o której jakiś czas temu mówił mi Kuba Chycki (doktor, obecnie kluczowy członek teamu Ukraińca - przyp.). Mianowicie powiedział, że oni widzą na badaniach, że z fizycznego puntu widzenia jest już gorszy niż był. Oni to diagnozują, a ja także to wyłapałem poprzez zmianę stylu boksowania, która zresztą bardzo mi się podobała w drugiej walce z Duboisem. Jednak, szczerze powiedziawszy, to wynika właśnie z tego, iż on już nie porusza się z taką lekkością, jak wcześniej. Tylko porusza się tyle, ile potrzebne, minimalizując wysiłek energetyczny tak, jak można. Proszę zwrócić uwagę, on bardziej "siadł" na ciosach, już tak nie biega. W efekcie uderzenia są ciut wolniejsze, ale istotniejsze jest oko Usyka i timing. Plus przez to, że "siedzi" na ciosach, też mocniej bije, więc mamy coś za coś. I tak naprawdę dopiero w ostatniej walce z Duboisem wyglądał, jakby dorósł do wagi ciężkiej. Wcześniej wykorzystywał umiejętności techniczne, w korelacji z szybkością i pracą nóg z innej kategorii wagowej. A teraz, ponieważ wszyscy się starzejemy, siłą rzeczy musiał trochę zwolnić, stąd jego obecne przygotowania wyglądają inaczej niż wcześniej, co opiera się na codziennych wynikach badań laboratoryjnych. W każdym razie ostatnie walki być może będą kosztowały go więcej zdrowia, bo będzie musiał boksować wbrew temu, co robił zawsze. Dodam tylko, że dla mnie to nieprawdopodobne, ten cały mechanizm, który stworzył Kuba, a co przypomina genetyczne programowanie człowieka.
I tu moglibyśmy zapętlić naszą rozmowę, wracając do zagrożenie, jakie teraz niosłaby walka z bardzo mobilnym Itaumą.
- Z naturalnego punktu widzenia, w tej chwili Itauma ma nad Usykiem przewagę we wszystkim, oprócz doświadczenia. Jest szybszy, mocniej bije, jest większy... Zapewne z powodu braku doświadczenia jeszcze nie potrafiłby wykorzystać pełni swoich umiejętności tak, jak robi to Usyk, ale po co ryzykować?
Kilka dni temu Usyk stworzył listę najsilniejszych rywali, których ciosy w boksie zawodowym najmocniej poczuł. Na szczycie umieścił, co dla wielu może być nieoczywiste, Derecka Chisorę.
- Natomiast ja Chisorą zdziwiony nie jestem. Wiele osób, które boksowało z Chisorą, tak twierdzi. Problem Chisory w czasie całej kariery był zawsze taki sam. To znaczy czasem przygotowany, a czasem nie był. Stąd też jego walki wyglądały różnie, potrafił rzeczywiście zaboksować super, ale był w stanie też być jak leń, nic mu się nie chciało i przygrywał.
Od razu przypomniałem sobie, jak bezsensowna była decyzja Artura Szpilki, który przestrzegany, w trudnym momencie kariery wziął walkę z Anglikiem. I został bardzo ciężko znokautowany.
- To prawda, Artur Szpilka najlepiej wie, jak mocno bije Chisora.
Rozmawiał Artur Gac, Interia
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl













