Ostateczna decyzja, "Diablo" stawia wszystko na jedną kartę. "Jeszcze będzie mi dane"
Najlepszy Krzysztof "Diablo" Włodarczyk (65-4-1, 44 KO) już był i czasu nie da się cofnąć. Były mistrz świata nie ma już wielkich szans w starciu ze światową czołówką, co nie zmienia faktu, że były czempion wciąż plasuje się bardzo wysoko w rankingach. A to zawsze fortel do tego, aby pokusić się o jeszcze jedną walkę o wysoką stawkę. I właściwie już tylko to wciąż utrzymuje przy bokserskim życiu 43-latka.

"Diablo" Włodarczyk był wielki. Może nie demonstrował najbardziej widowiskowego stylu, w wielu walkach nie otwierał się, więc z punktu widzenia kibica często nie były to najatrakcyjniejsze pojedynki, ale fachowcy zawsze doceniali jego umiejętności. Przede wszystkim, w niektórych elementach, był i jest książkowo ukształtowanym zawodnikiem, a także dysponował dynamitem w rękach, czym niejednokrotnie ratował się z opresji.
Krzysztof "Diablo" Włodarczyk ma plan. Polak żądny tytułu
Dość przypomnieć walki z Rakimem Czakijewem w Moskwie, starcie z Dannym Greenem w Australii, a także - to już podróż w czasie dla nieco starszych kibiców - konfrontacje ze Steve'em "USS" Cunninghamem.
Ale koniec z życia przeszłością, teraz "Diablo" jedną nogą jest już poza boksem. Gdyby miał gotową alternatywę, to być może zupełnie zakończyłby karierę. A gdyby nie miał rozterek natury moralnej, to także już przynajmniej dwukrotnie dźwigałby wory pieniędzy w galach z cyklu freak fight. Inna sprawa, że w opinii wielu osób to wystawia mu jak najlepsze świadectwo.
Te wszystkie czynniki sprawiają, że już mocno wyeksploatowany Włodarczyk, a przez to coraz bardziej podatny na kontuzje i urazy, ma jeszcze ochotę, aby w ringu wykonać ostatni, wielki taniec. Razem ze swoim promotorem od dłuższego czasu robią wiele, aby wszelkie szanse jak najmocniej podnieść. Choć "Diablo" w ostatnich latach nie walczył z czołówką, to bokserski biznes jest tak skonstruowany, że ciągle wiele znaczą - poza mocnym promotorem - takie aspekty, jak choćby passa zwycięstw. A w przypadku Włodarczyka ostatnia porażka miała miejsce w październiku 2017 roku.
Od tego czasu, na przestrzeni siedmiu lat, Włodarczyk kroczył ścieżką zwycięstw, pokonując dwunastu kolejnych rywali. Gdyby był tym samym "Diablo", co kiedyś, to już dawno znów biłby się o pas. Teraz jednak trzeba już także, gdy do głosu w kategorii junior ciężkiej doszło młodsze pokolenie, wyczekać na pewne okoliczności, które mogą temu dopomóc.
Dlatego zapadła decyzja, że Włodarczyk wystąpi 16 listopada na gali Knockout Boxing Night 37 we Wrocławiu, gdzie pojedynek wieczoru stoczy Mateusz Masternak.
- Jestem całkiem wysoko w dwóch rankingach prestiżowych organizacji. Mam nadzieję, że moje występy doprowadzą do tego, że zbliżę się do pierwszej pozycji. Ja dam z siebie absolutne maksimum w przygotowaniach i jeszcze będzie dane mi stoczyć walkę o mistrzostwo świata. Czy jest na to szansa? Ja myślę, że tak - powiedział Włodarczyk w rozmowie z TVP Sport.
Z kolei wspomniany "Master" Masternak stanie w szranki z Floydem Massonem. Mieszkaniec Wrocławia już miał szansę na tytuł mistrzowski w kategorii cruiser, ale kontuzja w starciu z Chrisem Billam-Smithem zmusiła go do poddania się. Jeśli pokona reprezentanta Australii, znów ustawi się na pole position do starcia o upragniony tytuł.












