Reklama

Reklama

Olbrzymi pech Krzysztofa Głowackiego. Never ending story...

Wszystko było już gotowe - Krzysztof Głowacki (31-3, 19 KO) miał wrócić 17 grudnia w Wałczu. Ale na status największego pechowca w polskim boksie niestety "Główka" pracuje przez całą karierę.

To właśnie dwukrotny mistrz świata wagi junior ciężkiej miał być główną atrakcją imprezy w Wałczu, wszak stamtąd pochodzi. Teraz w grę wchodzi Wyszków, gdzie z kolei swoich kibiców ma Mateusz Tryc (12-0, 7 KO).

Głowacki, który w marcu poległ w potyczce o wakujący pas federacji WBO, tym razem nabawił się kontuzji palca lewej ręki. Jego niestety pech nie opuszcza... Poza Trycem na najbliższej gali powinniśmy też zobaczyć Rafała Wołczeckiego (4-0, 3 KO).

- Wyszków lub Warszawa - komentuje na gorąco promotor Andrzej Wasilewski.

Wasilewski: Bardzo współczuję Głowackiemu

A na wieści o kolejnej kontuzji swojego podopiecznego, sam jest wyraźnie rozdrażniony.

- My też mamy dosyć. Żadna wina Główki, ale to jest po prostu katastrofa. Sypią się walki, wyzwania, plany, nawet całe gale. Bardzo współczuję Główce - napisał na Twitterze Wasilewski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje