Oficjalnie: Oto płeć rywalki Szeremety. A jednak! Media demaskują ws. Lin Yu-ting
Ponad półtora roku - tyle czasu nieaktywna na arenie międzynarodowej pozostawała pięściarka Lin Yu-ting, czyli pogromczyni Julii Szeremety w finale igrzysk olimpijskich w Paryżu. 10 sierpnia 2024 roku Tajwanka i Polka zmierzyły się o złoty medal w ringu na korcie centralnym kompleksu Rolanda Garrosa. Od tego czasu 30-latka toczyła walkę o to, aby nadal móc rywalizować w gronie kobiet. Zapadła ostateczna decyzja, na którą reagują media w Azji.

To była bardzo długa batalia o przyszłość Lin Yu-ting, w której stroną na arenie międzynarodowej było Chińskie Stowarzyszenie Boksu w Tajpej (CTBA). Urodzona 13 grudnia 1995 roku pięściarka życiowy sukces odniosła na igrzyskach w stolicy Francji, sięgając po złoty medal. W tym turnieju furorę zrobiła też wcześniej nieznana szerokiej publiczności Julia Szeremeta, ale w zderzeniu z Tajwanką Polka najbardziej odstawała warunkami i siłą fizyczną.
Lin Yu-ting poznała werdykt ws. startów w gronie kobiet
O Lin Yu-ting, a także Algierce Imane Khelif głośno było już wcześniej, gdy jeszcze uznawana przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski światowa federacja bokserska IBA zdyskwalifikowała obie pięściarski na mistrzostwach świata w 2023 roku. Obie podobno nie przeszły kwalifikacyjnych testów na płeć, choć opinia publiczna nigdy nie zobaczyła dowodów na taki stan rzeczy. A wydarzenia na igrzyskach we Francji, gdzie obie zawodniczki szturmem wspięły się na najwyższe stopnie podium, mając w fizyczności wielką przewagę nad swoimi przeciwniczkami, tylko spotęgowały różne teorie i przypuszczenia.
Lin Yu-ting od czasu wywalczenia złotego medalu cały czas pozostawała nieaktywna. Pojawiały się tylko doniesienia, że bierze udział w towarzyszących wydarzeniach, wszak w swoim kraju stała się wielką gwiazdą, ale w ringu nie udowadniała swojego prymatu. W sierpniu zeszłego roku Interia zapytała o status Tajwanki trenera reprezentacji Polski Tomasza Dylaka, który odpowiedział tak: "Z tego, co mi się wydaje, oni nigdzie nie startują. Dziwna sytuacja, żeby ktoś po igrzyskach, od których mija rok, nie stoczył żadnej walki bokserskiej, więc trochę to na pewno śmierdzi. Jakby człowiek na chłopski rozum pomyślał, to tak, jakby czegoś unikali i trochę się jednak bali. Jeśli nie wystartuje teraz na mistrzostwach świata, to dla mnie sytuacja jest taka, jakby po prostu bali się tych testów i woleli już zakończyć nawet karierę boksu olimpijskiego, żeby tylko nikt ich nie przebadał i żeby czasem nie było sytuacji, iż będą mogli albo chcieli zabrać jej medal olimpijski".
Kontekstem rozmowy były mistrzostwa świata w Liverpoolu, pierwsze pod auspicjami nowego strażnika światowego boksu - federacji World Boxing. Mistrzyni olimpijska sposobiła się do startu, w jej sprawie wysłano dokumentację, ale w turnieju nie wystąpiła. Rzekomo miała nie otrzymać odpowiedzi od WB, a poddała się wymaganemu jednorazowemu testowi genetycznemu.
To rozpoczęło procedurę odwoławczą, wszczętą przez Chińskie Stowarzyszenie Boksu w Tajpej, a teraz CTBA triumfalnie ogłosiło werdykt: złota medalistka w wadze piórkowej otrzymała zgodę na starty w kategorii kobiet w zawodach pod auspicjami World Boxing. "Czujemy ogromną ulgę. Jesteśmy zadowoleni, że niezależni eksperci medyczni World Boxing dokładnie przeanalizowali wszystkie dowody i potwierdzili, że Lin Yu-ting od urodzenia była kobietą" - czytamy.
Werdykt jest szeroko komentowany przez media z Azji, a szczególnie bliskie Azji Wschodniej, gdzie mieści się Tajwan. Portal "China Times" jest zachwycony tym, jak potraktowano tajwańską "Królową Boksu" - bo tak nazywana jest 30-latka.
"W końcu wraca na arenę międzynarodową po półtora roku oczekiwania! Chińskie Stowarzyszenie Boksu ogłosiło, że po rygorystycznej analizie przeprowadzonej przez Światową Federację Boksu (WB), apelacja Lin Yu-ting w sprawie weryfikacji jej płci została rozpatrzona pozytywnie" - czytamy na stronie.
"Kwestia płci Lin pozostawała nierozstrzygnięta przez miesiące, odkąd WB wprowadziło nową politykę kwalifikacyjną zeszłego lata, co spowodowało, że Lin opuściła wiele ważnych zawodów. WB nie ujawniło żadnych wyników badań, ale oświadczyło, że odwołanie zostało rozpatrzone zgodnie z ustalonymi procedurami, a Lin jest uprawniona do udziału w zawodach kobiet" - to z kolei reakcja taisounds.com.
Z kolei portal sports.ltn.com.tw zwraca uwagę, że jeszcze na etapie zeszłorocznych MŚ sprawa Lin Yu-ting nie była jednoznacznie oceniana. Dziennikarze wskazują na gen SRY, czyli kluczowy marker obecności chromosomu Y, który "odpowiada płci biologicznej mężczyzn". Ciąg dalszy sprawy w tym medium tak jest relacjonowany: "Jeśli wynik testu genu SRY jest pozytywny, zawodnik ma prawo odwołać się i przedstawić dowody medyczne. Po wstępnym badaniu w 2025 roku Malezyjski Związek Bokserski (MTA) wszczął postępowanie odwoławcze w imieniu Lin Yu-ting, przedkładając szczegółową dokumentację medyczną i dane naukowe. Po przeanalizowaniu sprawy przez Komitet Medyczny Światowej Federacji Boksu, wysłano odpowiedź: 'Ocena stwierdza, że bokserka jest uznawana za kobietę i kwalifikuje się do udziału w zawodach kobiet'" - czytamy.
Dzięki temu rozstrzygnięciu spragniona startów Yu-ting weźmie udział w nadchodzących mistrzostwach Azji. Te rozpoczynają się już 29 marca, a ich gospodarzem będzie Mongolia i stolica Ułan Bator.









![Boks: Fury - Machmudow. O której i gdzie oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MMHH1XPQMXR4A-C401.webp)


![Ekstraklasa: Legia - Górnik. O której i gdzie obejrzeć? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MM15SL77EESSO-C401.webp)
