Reklama

Reklama

Obronił tytuł, a miesiąc przed walką był w opłakanym stanie!

​W zeszłą sobotę Tyson Fury (31-0-1, 22 KO) znokautował w jedenastej odsłonie Deontaya Wildera (42-2-1, 41 KO), skutecznie broniąc pasa WBC. Jak przekonuje jego ojciec John, na miesiąc przed pojedynkiem syn był w opłakanej formie fizycznej.

Gdy walkę "Króla Cyganów" z "Brązowym Bombardierem" przełożono z lipca na październik, Brytyjczyk przestał trenować wraz z nadejściem sierpnia. Powodem była chęć codziennego przebywania z nowo narodzoną córką Atheną, która chwilę potem została przeniesiona na oddział intensywnej terapii. Gdy ona walczyła o życie, Fury nie trenował - wtedy do akcji wkroczył jego ojciec.

- Udałem się do szpitala Alder Hey (miejsca, w którym leczono Athenę - dop. red.), towarzyszyłem mu, aby utrzymać go w dobrym stanie. Powiedziałem, "słuchaj, musisz jakoś trenować, nie siedź tutaj, chodźmy trochę pobiegać, poczujesz się lepiej". Mam 56 lat, ważę prawie 130 kilogramów, ale wyprzedziłem go. Poszliśmy pobiegać po Liverpoolu, a jego płuca dosłownie płonęły, pomyślałem wtedy, "spójrz na to". Moje płuca? Nawet ich nie słyszysz. Miał ogromne problemy z przebiegnięciem pięciu kilometrów. Powiedział potem, "to prawie mnie zabiło", o to właśnie stan, w którym był na cztery tygodnie przed pojedynkiem - mówił John Fury.

Reklama

Najmłodsze dziecko Tysona zostało uratowane i wtedy właśnie mógł on skupić się tylko na trzecim boju z Amerykaninem. John Fury przyznaje, że mocno obawiał się o formę, w jakiej jego syn wejdzie do ringu.

Fury-Wilder. "On nie powinien tego robić"

- On i tak zamierzał walczyć, powiedziałem zatem, "ok, postaram się zatem ulepić coś z niczego, napełnię go pewnością siebie". W głębi duszy martwiłem się jednak, bo myślałem sobie, "wiesz co, on nie powinien tego robić". Trzeba być silny, aby być w boksie. Tyson chciał stanąć i reprezentować kraj, wiedząc, że Anthony Joshua stracił pasy na swoim terenie, kilka kilometrów od miejsca, w którym mieszka. Pomyślał, "wiesz co, nie mogę być taki jak on, muszę zrobić swoją robotę, stanąć w obronie swojej ojczyzny - wygrać, przegrać, czy zremisować - po prostu walczyć!" - powiedział John Fury.

Starszy z klanu Furych przyznaje, że według niego druga wygrana nad Wilderem była jedną z najlepszych w historii mistrzowskich walk w kategorii ciężkiej, zaś sam Tyson jest w tym momencie nie do ruszenia.

- Mogę tylko pochwalić mojego syna, nigdy nie będzie takiego drugiego jak Tyson Fury w tym sporcie. Powiedziałem mu, "jesteś tak dobry, to przerażające!". On potrafi wszystko, udowodnił wszystko, nie ma nic więcej do zrobienia. Jeśli dziś odejdzie, będzie spełniony, wygrał każdy zawodowy tytuł, jaki miał do wygrania. Jest niezwykłym człowiekiem, więc cieszcie się nim, póki boksuje, bo kiedy odejdzie, to wrócicie do nudnej rzeczywistości - przegrywania (John przemawia najwyraźniej do brytyjskich kibiców - dop. red). Pasy odejdą, bo - pozwólcie, że wam coś powiem - minie dużo czasu, zanim tytuły mistrzowskie wagi ciężkiej będą znowu w brytyjskich rękach, gdy Tyson odejdzie, już ich nie będzie - stwierdził John Fury.

Fury-Wilder. Nie chce słyszeć o Whycie, z Usykiem sobie poradzi

Jaki cel obierze zatem "Król Cyganów"? Jego ojciec nie chce słyszeć o Dillianie Whycie (28-2, 19 KO), przekonuje również, że dobrze przygotowany Fury nie będzie miał problemów z Ołeksandrem Usykiem (19-0, 13 KO).

- Nie chcę mówić o Dillianie, nie gra w tej samej lidze co Tyson, życzę mu powodzenia, dostanie swoją szansę, ale są większe skalpy od niego. Jeśli Tyson regularnie by trenował, odpowiednio dbał o siebie i unikał ringowej rdzy, nikt nie byłby w stanie go tknąć. To, co on w tej chwili pokazuje, to jego 50, może 60 procent. 

- Co ma go powstrzymać od bycia niekwestionowanym mistrzem wagi królewskiej kategorii, jakiś napchany junior ciężki z Ukrainy? Tyson bez ringowej rdzy i z odpowiednim podejściem do treningu nie da szans Aleksandrowi Usykowi. Twarde fakty są takie, że Tyson jest w tym momencie niepokonany, udowodnił to. Potrafi powstać po ciosach najmocniej bijącego człowieka na świecie, wstać i wygrać walkę. Jeśli mój syn miałby mnie słuchać, to następnym krokiem byłby Usyk, nikt inny..ale Tyson i tak mnie nie słucha, wszystko zależy od niego - zakończył 57-latek.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy