Nokaut w walce Polaka w Niemczech, poszedł za ciosem. Oto nowy mistrz WBO Europe
Mateusz Tryc szykował się do rewanżu z Arturem Reisem w Niemczech po tym, jak w pierwszej walce został przekręcony podczas punktowego werdyktu. Pierwsza wyprawa Polaka po pas WBO European w wadze półciężkiej zakończyła się powodzeniem, jednak już za drugim podejściem arbitrzy skrzywdzili naszego pięściarza. Gdy Reis nabawił się kontuzji, promotor gali w Halle ratował walkę i wystawiono na Polaka nowego rywala, Adama Deinesa. Skutek? Powrót na tarczy po nokaucie w szóstej rundzie.

Ostatni rok to dla Mateusza Tryca (16-4, 8 KO), już wcześniej doświadczonego w tej dyscyplinie, przyspieszone kompendium wiedzy, czym poza sportem jest także cały biznes bokserski.
Mateusz Tryc na deskach. Polak przegrał z Niemcem
Najpierw, z pozycji zawodnika skazywanego na porażkę, w kwietniu 2025 roku Polak znokautował Nicka Hanniga, przechwytując od Niemca należący do niego pas WBO European w kategorii półciężkiej. Od tego momentu dwójka promotorów zza naszej zachodniej granicy Benedikt Poelchau i Ulf Steinforth zaczęła budować plan, by jak najszybciej pas wrócił do ich rodaka.
Tryc do kolejnej szansy znów przygotował się bardzo rzetelnie i zrobił wiele, aby pół roku później pokonać także Artura Reisa. I przy normalnym sędziowaniu to powinno się udać, ale dwóch niemieckich sędziów punktowych zachowało się tak, jakby narodowość odebrała im trzeźwy ogląd rzeczywistości. "Przelicytowali" Włocha, który jako jedyny widział wygraną zawodnika z Wyszkowa na punkty, wobec czego przegrał niejednogłośnie na punkty i trofeum zostało w Chemnitz.
Niesprawiedliwość była jednak ogromna, dlatego Polacy wystosowali protest i udało się zakontraktować rewanż. Niestety na trzy tygodnie przed Reis, według oficjalnych informacji, nabawił się kontuzji nosa, więc Tryc musiał zdecydować: odwlekamy walkę w czasie czy godzę się na zastępstwo. Wybrał to drugie. I naprzeciwko niego stanął groźniejszy Adam Deines (26-4-1, 15 KO), były pretendent do tytułu mistrza świata, w dodatku zawodnik leworęczny.
Niestety to wszystko sprzysięgło się przeciw podopiecznemu Huberta Migaczewa. 35-letni Tryc walczył ambitnie i miał swoje momenty w pojedynku wieczoru na gali w Halle, ale wszystkie nadzieje zgasły w szóstej rundzie.
Deines doskoczył z celnym lewym podbródkowym, który wstrząsnął naszym zawodnikiem. Tryc zatańczył, opuścił ręce, a wtedy Niemiec poszedł za ciosem. Zadał bardzo mocny lewy sierpowy, po którym głowa Polaka aż odskoczyła i rozpoczął proces dokańczania roboty. Niemający nokautującego ciosu Mateusz szukał szansy w klinczu, ale ten szybko został przerwany i Polak znów zainkasował mocne uderzenia z lewej rękawicy. Kilkanaście sekund później osunął się na matę ringu i widać było, że jest zraniony.
Sędzia liczył Polaka i choć ten wstał chcąc dalej boksować, arbiter spojrzał mu głęboko w oczy uznając, że ryzyko jest zbyt duże. I przerwał pojedynek, kończąc go technicznym nokautem. Zdrowie zawodnika zawsze powinno być priorytetem, ale jeśli patrzymy na to, co działo się w najświeższym starciu Daniela Duboisa z Fabio Wardleyem w wadze ciężkiej, widać wyraźnie, że mamy do czynienia z kompletnie różną paletą podejścia arbitrów ringowych do sytuacji zagrożeń.










