Niebywała walka Usyka. Kompromitująca klęska Ukraińca? "Przecieram oczy"
Jeszcze niedawno nikt nie mógł sobie wyobrazić, że takie zestawienie może dojść do skutku. Z jednej strony arcymistrz boksu i wagi ciężkiej Ołeksandr Usyk, a z drugiej rywal - wielki w swojej profesji, czyli w kickboxingu - który jednak pierwszą i dotąd jedyną walkę w boksie stoczył w... 2014 roku! Kto tu jest bardziej szalony? Czy Usyk, ryzykując całą swoją spuściznę, czy Holender Rico Verhoeven, lecący w kosmos na krześle? Wymowne są słowa dla Interii prekursora kickboxingu w Polsce Andrzeja Palacza.

To jedna z najbardziej nieprawdopodobnych walki nie tylko ostatnich lat, ale w całej historii boksu zawodowego. Punktem odniesienia jest miejsce, w jakim znajduje się obecnie Ołeksandr Usyk. Gdyby nie biznesowa polityka najważniejszych federacji boksu zawodowego na świecie, Ukrainiec po "dwumeczu" z Tysonem Furym i starciu z Danielem Duboisem wciąż byłby niekwestionowanych czempionem wszechwag - posiadając pasy wszystkich prestiżowych organizacji.
Usyk kontra Verhoeven. Pionier kickboxingu w Polsce zabrał głos
Ponieważ jednak z wszystkimi pretendentami na raz nie sposób boksować, a federacje także żyją z ciągłego ruchu w interesie, Ukrainiec stracił tytuł WBO, który obecnie jest w posiadaniu... Duboisa. Nie zmienia to faktu, że dziś postacią numer jeden w wadze ciężkiej jest właśnie weteran z Symferopola.
I ten król wszechwag postanowił, że na finiszu kariery jego rywalem zostanie świetny sportowiec, ale wybitny w zupełnie innej dyscyplinie sportu, jaką jest kickboxing. Już w tę sobotę do walki z niepokonanym zawodowcem wyjdzie 37-letni Holender Rico Verhoeven. Owszem, świetnie zbudowany, naturalnymi warunkami fizycznymi przewyższający Ukraińca, ale w boksie zupełny naturszczyk.
Zgodnie z przypuszczeniami, wygibasy przed galą w Gizie, gdzie fortunę obu sportowcom zapewnią pieniądze płynące z Arabii Saudyjskiej, wyczyniają szefowie najważniejszych organizacji. WBA ustanowiła, że w tej walce o jej pas będzie boksował... tylko Usyk (haha!). Z kolei IBF nie sankcjonuje tego pojedynku, ale warunki są już sprawiedliwsze. Bo jeśli Usyk sensacyjnie przegra, tytuł stanie się wakujący. Od początku z otwartą przyłbicą do sprawy podeszła tylko WBC, która od razu uznała, że to starcie kwalifikuje się jako mistrzowska potyczka. To, swoją drogą, także komedia i policzek dla tych zawodników, którzy przez lata bezskutecznie walczą o miano pretendenta.
Verhoeven jedyną zawodową walkę bokserską stoczył w 2014 roku. Krótko po tym, jak Usyk, ozłocony medalem olimpijskim w Londynie, przeszedł do grona profesjonałów. Holender pokonał Janosa Finferę przez nokaut w drugiej rundzie i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że Węgier - mówiąc brutalnie - w boksie był i jest nikim. Do starcia z kickbokserem przystępował z "imponującym" bilansem: zero zwycięstw i 5 porażek. A Rico w swoim debiucie definitywnie wybił mu boks z głowy i tak zakończyła się "kariera" Madziara, o którym świat już dawno zapomniał.
Kibice boksu nie znajdują ani jednego argumentu za tym, by wziąć pod uwagę scenariusz, że Ołeksandr Usyk zostanie pokonany. Chyba tylko wyjątkowy splot fatalnych wydarzeń, czyli kontuzja w drodze do ringu, mogłaby sprawić, że kulejący lub jednoręki Ukrainiec byłby w zagrożeniu.
To może jednak argumenty za Holendrem widzi ktoś, kto od podszewki i na wylot zna kickboxing? Interia postanowiła skontaktować się z 69-letnim Andrzejem Palaczem, uważanym za prekursora tego sportu w Polsce, który już w latach 80. pokazywał w naszym kraju ten wówczas zupełnie egzotyczny sport. Do tego stopnia, iż ironizowano, że jest to twór o nazwie palboxing (od nazwiska pioniera, który sam zaczynał od boksu).
- Jakby to powiedzieć, żeby ładnie zabrzmiało... Przecieram oczy, bo to walka troszeczkę źle zestawiona. Verhoeven to dobry zawodnik i kickbokser, ale to już w latach minionych. Kiedyś w swoim sporcie był wielkim mistrzem, ale to są trochę inne systemy walki. A jako że jestem także fanem Usyka, bez żadnych wątpliwości stawiam na Ukraińca - podkreślił Palacz, dziś w roli wiceprezesa Polskiego Związku Kickboxingu.
Natomiast czy z racji faktu, że Usyk nie ma pojedynczego, nokautującego ciosu, a Holender fizycznie nie jest ułomkiem, można choćby obiecywać sobie, że ten pojedynek potrwa kilka rund?
- To są sporty walki, zawsze o tym pamiętajmy. Czyli w teorii i praktyce wszystko jest możliwe, nawet przegrana Usyka, gdyby przydarzyła mu się jedna nieuwaga w momencie idealnego ciosu Verhoeven. Niemniej to scenariusz głównie hipotetyczny, również z uwagi na fakt, że Usyk to nie jest typowy przedstawiciel wagi ciężkiej. Powiedziałbym nawet, że niespecjalnie do niej pokazuje. Jednak sposobem i stylem walczenia, czyli tańcem na nogach i dystansem oraz tzw. czuciem walki, robi rzeczy niesamowite. Choć swoje lata już ma - zaznacza Andrzej Palacz.
Transmisja gali z Gizy, w ringu zlokalizowanym na otwartej przestrzeni, tylko na platformie DAZN w systemie pay-per-view.











