Niebywała decyzja Usyka. Polacy nie wierzą. Przyjaciel Ukraińca demaskuje motyw
- To jest biznes, show-biznes. Wie pan o co chodzi. To nie jest tak, że podejmując decyzje patrzysz tylko na wyniki sportowe. Boks to wielka machina - mówi w rozmowie z Interią Tomasz Stanek, przyjaciel Ołeksandra Usyka, stojący za organizacją dla mistrza obozu przygotowawczego do pierwszej walki z Danielem Duboisem. Tłumaczy, dlaczego Ukrainiec 23 maja w Gizie stoczy walkę z kickbokserem Rico Verhoevenem. A przy okazji obnaża federację WBC.

Artur Gac, Interia: Kiedyś już rozmawialiśmy o potencjalnie niepopularnych ruchach Ołeksandra Usyka na pograniczu boksu, a tu wszyscy jesteśmy - w tym grono polskich ekspertów - lekko skonsternowani, żeby nie powiedzieć zszokowani.
Tomasz Stanek, przyjaciel Ołeksandra Usyka: - Dlaczego?
- Joshua też miał nieoczywiste, walcząc z Jakiem Paulem.
Owszem, ale to nie była walka sankcjonowana o tytuł mistrza świata WBC wagi ciężkiej.
- Ale, wie pan co, przynajmniej niektórzy dziennikarze mają o czym pisać, nie nudzi ich sam boks. Gdyby już teraz miało dojść do trylogii z Tysonem Furym, to byłoby nudne. A tutaj jest nowa historia. Nią rozszerzamy ten sport i zainteresowanie, ponieważ chcemy zobaczyć, jak najlepszy gość z kickboxingu, który tam wygrywał wszystko w wadze ciężkiej, radzi sobie z mistrzem bokserskiej wagi ciężkiej Ołeksandrem Usykiem. Ludzie piszą, zastanawiają się, coś zaczyna się dziać. Na tym polega ten show-biznes.
Gdyby miało dojść do trylogii z Furym, jestem niemalże całkiem przekonany, że całe środowisko bokserskie pompowałoby temat tego pojedynku, bo byłaby to kolejna odsłona niesamowitej historii.
- Tak jak mówi Usyk, dojdzie do tego, tylko nie na ten moment. Na pewno zrobimy trylogię, ale teraz trzeba nakręcić ten cały świat boksu w innym kierunku.
Ale nie zauważa pan, że jest dużo, a ja nawet zaryzykowałbym stwierdzenie, że przewaga opinii i głosów, iż mamy zupełnie nieracjonalne zestawienie?
- Ja tego tak nie odczuwam. Nieracjonalne dla kogo? Chyba najbardziej dla jego potencjalnych innych przeciwników. Ale nie dla Ołeksandra Usyka.
Kontrowersja numer jeden jest taka, że szansę walki o tytuł mistrza świata jednej z czterech prestiżowych federacji dostał sportowiec, który ostatnią i zarazem jedyną walkę bokserską stoczył w 2014 roku. A przecież pięściarze nierzadko bardzo wyboistą drogą dochodzą do takiej szansy, zaś wielu nigdy nie doczeka się takiej stawki. W tym sensie tu mamy do czynienia z sytuacją kuriozalną.
- To znaczy, że mają słabych menedżerów i promotorów. Bo gdyby byli super pięściarsko lub mieli za sobą odpowiednich ludzi, to zawalczyliby z Ołeksandrem, a ich walka by się sprzedała. To jest biznes, to jest show-biznes. Wie pan o co chodzi. To nie jest tak, że podejmując decyzje patrzysz tylko na wyniki sportowe. Boks to wielka machina.
Pamiętam nasze rozmowy i gdy nawet skręcaliśmy w te rewiry, bo już jakiś czas temu sygnalizował pan, że Usyk poszuka nieoczywistego zestawienia, wymienialiśmy Jake'a Paula oraz Conora McGregora. Tymczasem Holender to jak wyciągnięty królik z kapelusza.
- I o to chodzi. To tak samo, gdybym miał poszukać kontekstu, jak politycy wyciągnęli kandydaturę Karola Nawrockiego na prezydenta. I widzi pan, co się stało.
Rozbawił mnie pan, bo takiej analogii kompletnie się nie spodziewałem.
- No widzi pan. Dlatego ten świat jest piękny, bo zaskakują nas przeróżne sytuacje.
A to w gruncie rzeczy nie pokazuje zepsucia włodarzy największych federacji? Za to, by sankcjonować takie wydarzenia i na nim zarobić, federacja WBC jest w stanie wykonać najbardziej szalony ruch, na miarę poczwórnego axla w łyżwiarstwie figurowym.
- Na pewno. Ja nie jestem działaczem w żadnej federacji, więc trudno mi to oceniać. Natomiast jeśli patrzy na to kibic boksu, tak samo jak pan, to widać, że to czymś musi śmierdzieć.
A jeśli coś czuć, to najbardziej pieniądz.
- No raczej tak (śmiech).
Jaki w tym przypadku przyświeca plan Usykowi? Na finiszu kariery chce wykorzystać, że stał się bokserskim arcymistrzem i poprzez tego typu zestawienia zarobić jak najwięcej pieniędzy?
- Tu nie chodzi o pieniądze, a jeszcze o jego sportowe możliwości. My chcemy go odmłodzić, czemu służy praca z doktorem Jakubem Chyckim. I to ma mu pozwolić, by stoczył jeszcze... Ołeksandr powiedział o trzech walkach, a może i cztery lub pięć pojedynków. Osobiście uważam, że ta majowa walka, do której rozpoczęliśmy przygotowania w Hiszpanii, będzie łatwa, a potem od razu - myślę że jeszcze w tym roku - wejdzie ponownie do ringu. On zawsze potrzebuje więcej miesięcy, by doskonale się przygotować.
Potencjalna trylogia z Furym rozochociła bokserski świat.
To napędza Fury'ego. I abstrahując od tego, co teraz Tyson będzie mówił, on zrobi wszystko wraz ze swoimi promotorami, płacąc każdą kwotę, żeby jeszcze z Usykiem zawalczyć. Usyk na pewno za taką walkę nie podziękuje, ale to jeszcze nie czas na nią. Byłoby to za nudne, wcześniej trzeba zbudować jakąś historię.
Może ja patrzę za wąsko, z perspektywy głównie sympatyka boksu, a dziś być może trzeba tworzyć takie widowiska i zestawienia, które są nieoczywiste. Jednak gdyby nawet tu szukać klucza, to przecież jest dużo więcej głośnych nazwisk. Wspomniany już Jake Paul wzbudziłby nieporównywalnie większe zainteresowanie, bo cieszy się globalną sławą.
- Może więc trzeba Holendrowi pomóc? (uśmiech).
Tego właśnie nie jestem w stanie pojąć.
- Wracamy do wszechstronności sportów walki.
Miałoby to sens, gdyby formuła walki wykraczała poza boks, tymczasem płaszczyzną będzie wyłącznie królestwo Usyka. Ukrainiec zrobi z Holendra przybory.
- Taka rozgrzewka. Ma długą przerwę od ostatniej walki, więc dobrze było wziąć teraz kogoś takiego. A niedługo później pojawi się już dużo "grubszy numer".
Ten region świata z dnia na dzień stał się niebezpieczny. Egipt wprawdzie nie jest czerwonym punktem, ale wyprawy tam są już obarczone pewnym ryzykiem. Ta dynamiczna sytuacja może jeszcze wykoleić projekt w Gizie?
- Tak też może być. Wojny i konflikty zbrojne są silniejsze od sportu. Mogę zdradzić, że hotelu jeszcze nie rezerwowaliśmy (śmiech).
Kto jest głównym organizatorem widowiska w Egipcie?
- Szejk Turki Alalshikh.
Czyli dubajskie pieniądze?
- Tak jest.
Turki równolegle zamieszał za oceanem, finansując projekt Zuffa, na którego czele stanął Dana White.
- A jakiś czas temu kupił też "Ring Magazine".
Zgadza się. Natomiast idzie na zwarcie z federacjami, a najnowszą ofiarą konfliktu jest mistrz IBF Jai Opetaia. Ciekawe, jak Usyk zachowałby się w obliczu takiego dylematu, gdyby raptownie miał porzucić uznane mistrzowskie pasy, a promować tytuł Zuffa. Byłby w stanie wykonać taki piwot, wywołujący trzęsienie ziemi w boksie?
- Wszystko jest możliwe, sytuacja jest w pełni rozwojowa.
Rozmawiał Artur Gac, Interia
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl













