Nawrocki zadzwonił do mistrza Polski w boksie. Miał mu do powiedzenia jedno
- Zaciągnąłem się do wojska, a konkretnie do 33 Dywizjonu Rakietowego Obrony Powietrznej w Gdyni. Jeśli nie będzie żadnych przeszkód, rzeczywiście mam zamiar związać swoją przyszłość z wojskiem - mówi w rozmowie z Interią Kacper Meyna (16-1, 10 KO), mistrz Polski w wadze ciężkiej, którego rywalem 25 kwietnia w Kościerzynie będzie 39-letni Amerykanin Junior Anthony Wright. Pięściarz wyjaśnia sprawę z prezydentem Karolem Nawrockim, którego ostatnio zabrakło w Sopocie.

Artur Gac, Interia: Z jaką intensywnością trenujesz do nadchodzącej walki?
Kacper Meyna: - Od przeszło dwóch miesięcy przygotowuję się dwa razy dziennie. Najpierw pierwszy trening miałem o godz. 6:30, a drugi o 13:30. Teraz to się przesunęło odpowiednio na godz. 9:30 i 14. A pomiędzy nimi idę na służbę.
Na jaką służbę?
- Do wojska.
A to coś nowego.
- Chyba tak. Od grudnia.
Skąd ten kierunek? Była sugestia ze strony twojego przyjaciela, prezydenta Karola Nawrockiego?
- (śmiech) Nie. Dwa lata temu złożyłem przysięgę. Wówczas trochę próbowałem, ale potem miałem następne walki i nie było kiedy się zaangażować. Natomiast teraz, po ostatnim pojedynku, miałem w grudniu trochę czasu, więc uznałem, że to dobry moment, by zaciągnąć się do wojska.
Jaki przyświeca ci cel? Jesteś skłonny w niedługim czasie przerwać karierę i zostać żołnierzem zawodowym?
- Zrobię to, gdy już zakończę karierę bokserską, czyli pewnie w wieku 39-40 lat. I oczywiście o ile pozwoli zdrowie. Jeśli nie będzie żadnych przeszkód, rzeczywiście mam zamiar związać swoją przyszłość z wojskiem. Zawsze chciałem, bo do munduru ciągnęło mnie, odkąd pamiętam. Jestem też ochotnikiem straży pożarnej. W wieku 19 lat już były zakusy, by zaciągnąć mnie do wojska, ale wtedy rozkręcałem swoją karierę bokserską i nie chciałem jej przeszkodzić po ledwie czterech latach. Teraz już w miarę dużo potrafię, więc mogę łączyć pracę z boksem.
A jaka to jednostka?
- 33 Dywizjon Rakietowy Obrony Powietrznej w Gdyni. I tam dojeżdżam.
Wszedłeś w to mocniej też z powodu tego, co obecnie dzieje się na świecie i za naszą wschodnią granicą?
- Poniekąd też. Chciałbym być świadomy i wiedzieć, co z czym się je. A na końcu rzeczywiście w razie czego, choć oby nie było trzeba, bronić naszej ojczyzny.
Na poligonie miałeś już konkretne zajęcia?
- Nasza bateria dowodzenia, czyli właśnie 33 Dywizjon, ma dużo strzelania oraz taktyk. Współpracujemy też z Wojskami Specjalnymi RP, czyli szkolimy się od najlepszych. Zanim na maksa rozpocząłem w lutym przygotowania do walki, cały styczeń był aktywniejszy właśnie w wojsku.
Czyli, używając przenośni, za miesiąc rakiety będą leciały w ringu?
- Taki jest plan, solidnie nad nim pracuję.
Czujesz, że budowana forma będzie tylko dobra, czy optymalna?
- Na pewno będzie lepsza niż była, bo celem jest zanotowanie progresu. Zobaczycie, jak fizycznie będę wyglądał w ringu. Od samego początku jestem w dobrym uderzeniu, teraz tylko wszystko szlifujemy. Wydaje mi się, że będę jeszcze lepszą maszyną niż w grudniu.
Fizycznie będziesz wyglądał bardziej "fit"?
- Można powiedzieć, że tak. W poniedziałek rozpocząłem sparingi, a w Lany Poniedziałek ma do mnie przyjechać mocniejszy zawodnik z Niemiec.
I "lanie" zgotujesz mu w ringu?
- Taki jest plan.
A co z twoim przyjacielem? Wyjaśniliście sobie z Karolem Nawrockim jego nieobecność na twojej poprzedniej walce? Bo zapowiadałeś, że planuje się pojawić.
- Karol dopytuje, jak u mnie forma, a także o walkę. I coś tam szepta, że tym razem może przyjedzie, ale nie chce obiecywać. Prawdopodobieństwo, że będzie, jest większe. Gdyby się pojawił, to będzie tylko ciekawiej. Tamtym razem na przeszkodzie stanęły państwowe uroczystości w Warszawie (13 grudnia prezydent pod Krzyżem Papieskim w Warszawie zapalił "Światło Wolności" w 44. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w Polsce - przyp.).
Po wszystkim dzwonił do ciebie?
- Oczywiście. I to od razu. Jeszcze nie zdążyłem zejść z ringu, a on już do mnie wydzwaniał. Niestety nie zdążyłem odebrać, bo od razu wzięli mnie na kontrolę antydopingową. Oddzwoniłem do niego po dwóch godzinach. Powiedział, że oglądał walkę i próbował się ze mną skontaktować, by mi pogratulować. I ubolewał, że nie zdążył z Warszawy dotrzeć do Sopotu.
To jeszcze słówkiem o klasie twojego najbliższego rywala, a będzie nim 39-letni Junior Anthony Wright. Jak wysoko zawieszonej poprzeczki się spodziewasz?
- Podchodzę do każdego zawodnika z pełnym respektem, zakładając że wejdzie do ringu w szczytowej formie. Ciężko coś znaleźć z jego CV w internecie, natrafiłem tylko na jedną walkę. Nie możemy namierzyć więcej materiału, by bardziej przeanalizować, w jaki sposób walczy.
Powiedzmy szczerze: jeśli masz wysokie ambicje, to nie masz prawa tej walki przegrać. Zwłaszcza patrząc, jak w ostatnich latach układa się kariera Amerykanina. Przegrał trzy z ostatnich czterech walk, choć boksował z bardzo cenionymi pięściarzami. To szansa złapania rywala z mocnymi rywalami w CV, ale już 39-letniego, więc tę poprzeczkę musisz przeskoczyć.
- Raczej na pewno ją przeskoczę. Ja jestem tylko od roboty i buduję bardzo dobrą formę. A to, jakich zawodników mam dobieranych, to już mnie nie interesuje. Poznaję nazwisko, orientuję się w klasie rywala i idę po swoje.
Rozmawiał Artur Gac














