Największy polski talent nie przyjeżdża na kadrę. Dlaczego? Sprawa jest zagadkowa
W polskim boksie mężczyzn od lat czekamy na eksplozję wielkiego talentu, zdolnego zawojować olimpijskim ringiem. I nikt nie ma wątpliwości - objawił się niezwykły diament w osobie 19-letniego Fabiana Urbańskiego. O pięściarzu klubu BKS Skorpion Szczecin robi się coraz głośniej, wielki wzrost popularności zapewnią mu telewizyjne występy, jak najświeższy w Polskiej Lidze Boksu. Trener kadry Tomasz Dylak już zaprasza pięściarza na zgrupowania, ale multimedalista nie przyjeżdża. Dlaczego? Oto ustalenia Interii.

- Wiem, że jestem w stanie zdobyć złoto igrzysk, mój cel sięga już tych najbliższych w Los Angeles. Zawsze mówię otwarcie, że nie uprawiałbym tego sportu, gdybym myślał o drugim czy trzecim miejscu - tak mistrz świata kadetów i mistrz Europy juniorów mówił na początku tego roku w rozmowie z Interią. Rozmowa z nastolatkiem była wówczas reakcją na stanowisko Andrzeja Gołoty. Legendarny "Andrew" zobaczył finałowy pojedynek młodszego o dwa pokolenia pięściarza z ostatniego kwartału minionego roku, gdy ten wywalczył złoto wśród rówieśników ze Starego Kontynentu. I ochrzcił go - zgodnie z treścią podesłanego do mnie filmiku - "nowym Gołotą".
Następca Andrzeja Gołoty robi furorę. Kim jest 19-letni brylant boksu?
"Andrzej Gołota znalazł swojego następcę. Po 39 latach!" - ten materiał Interii odbił się głośnym echem. Po raz pierwszy bowiem zdarzyło się, aby w naszej wieloletniej relacji legendarny pięściarz wagi ciężkiej zdecydował się na taki ruch. Owszem, komplementował już Jakuba Straszewskiego, gdy ten w 2021 roku zdobywał tytuł młodzieżowego wicemistrza świata, ale po raz pierwszy uczynił to w takim formacie.
Środowisko bokserskie co najmniej od kilku lat wie, jaki potencjał drzemie w Fabianie Urbańskim, ale szeroka publiczność potrzebowała przekazu telewizyjnego, aby przekonać się o poziomie sportowym nastolatka. Okazją była ostatnia kolejka w Polskiej Lidze Boksu, gdzie pięściarz dał pokaz swoich wielkich umiejętności. 26-letni Ukrainiec Petro Lakocki, dotąd postrach kategorii 80 kg, niepokonany w 15 walkach, został praktycznie ośmieszony przez młodziana. "Urbaś" pokazał swoje znaki firmowe, czyli finezję, timing, szybkość zadawania ciosów, znakomitą mobilność w ringu, a także tzw. oczko. A jakby tego było mało, na końcu jeszcze zademonstrował "Ali shuffle", czyli kultowy element pracy nóg wprowadzony przez jedną z największych legend w dziejach boksu, Muhammada Alego. Krótko mówiąc: na przestrzeni trzech rund ręce same składały się do oklasków.
Urbański, syn znanego przed laty z ringów zawodowych Daniela Urbańskiego, na co dzień wykuwa formę w klubie BKS Skorpion Szczecin. To nieprzerwanie jego matecznik od najmłodszych lat, gdy stawiał pierwsze kroki z rękawicami na dłoniach.
- Zacząłem zabierać Fabiana na zawody, gdy miał 8 lat. Jechałem z zawodnikami na Bundesligę, a on po drodze się dosiadał, bo mieszkał na granicy Szczecina i Niemiec. I tam toczył walki pokazowe. Pierwsze 10 walk w jego wykonaniu to były pojedynki międzynarodowe, a dopiero później zaczął boksować z Polakami. Od razu było widać u niego dar Boży, miał predyspozycje, co później zostało poparte jego pracą oraz naszą wspólną. Wyrzeczenia, zaangażowanie, determinacja, ciężka praca, cierpliwość plus to, co zakładamy w tak młodym wieku, czyli odpowiednie prowadzenie zawodnika, przynoszą efekty. Medale prawie na każdej dużej imprezie centralnej, takiej jak mistrzostwa Europy, świata i Puchary Świata, mówią same za siebie - opowiada w rozmowie z Interią Patryk Tkaczyk, jeden z trzech trenerów, pracujących z 19-latkiem w Szczecinie. Pozostałymi są Karol Chabros i Marcin Stankiewicz.
O Urbańskim robi się coraz głośniej, a to zawsze rodzi niebezpieczeństwa, bo przybywa osób z różnymi intencjami. Jedni będą robić wszystko, aby określany mianem największego talentu w polskim boksie XXI wieku młodzian nie zboczył ze sportowej ścieżki, zaś inni mogą stać się dla niego wielkim zagrożeniem. W tym drugim przypadku istnieje ryzyko choćby tzw. sodówki, którą trzeba powstrzymać lub, w razie konieczności, szybko interweniować.
- Często przeprowadzamy rozmowy z zawodnikami, w tym z Fabianem. Są coraz starsi, mają coraz więcej pomysłów i propozycji, bo nieraz mi mówił, kto do niego napisał wiadomości z jakimi propozycjami. Natomiast dobrze odbieram to, że praktycznie o wszystkim mnie informuje i raczej razem decydujemy, czy kierunek danej współpracy jest dobry, podobnie jak jego kolejnego startu - zapewnia Tkaczyk. I zdradza, że sieci zarzucają już promotorzy.
Chcą go skaperować na zawodowstwo?
- No wiadomo. Taki zawodnik, który w taki sposób się wybija, pokazuje się stylowo, do tego boksuje w wyższej wadze, która jest atrakcyjna i opłacalna, sprawia, że jest nim zainteresowanie. Jednak o wszystkim ze mną rozmawia, z trenerami z klubu wszystko dyskutujemy i staramy się go unormować, bo wiadomo, jak na młodego człowieka działają kamery, telewizja oraz obiecanki-cacanki. To wszystko może zrobić wrażenie, ale na chwilę obecną jest potworne zaufanie, na którym bazujemy. I to się sprawdza - odgania niepokoje szkoleniowiec.
Jeśli zatem celem ma być kroczeniem drogą boksu olimpijskiego, to naturalną koleją rzeczy jest zadebiutowanie przez świeżo upieczonego seniora w najważniejszej drużynie narodowej, czyli kadrze seniorów i seniorek. I tutaj otwiera się duży i niejednoznaczny rozdział, który zgłębić postanowiła Interia. Asumpt, by spróbować ustalić fakty, dała rozmowa Interii z trenerem Tomaszem Dylakiem, przeprowadzona jeszcze w Brazylii. Zwróciłem się do szkoleniowca, czy już zagina parol na fenomenalnego 19-latka. Zapytany, czy Urbański lada moment może wkroczyć do objętej przez niego z początkiem tego roku kadry mężczyzn, najpierw zaczął od zasadniczego stwierdzenia:
- To jest ogromny talent. On idealnie będzie pasował pod to, co my robimy, podobnie jak wiedziałem to z Damianem Durkaczem. Tak samo wiem, że Fabian będzie doskonale pasował pod naszą wizję boksowania, trenowania, cały nasz system oraz pode mnie, jako trenera. Jest młody, więc przynajmniej na razie trzeba go bardzo bezpiecznie prowadzić - odparł szkoleniowiec. I wówczas wyjawił, co dzieje się za kulisami.
- Ja go już powoływałem na zgrupowania. On mówi, że na razie jest problem ze szkołą, ma też swoich trenerów. Są jakieś problemy, które powodują, że na razie rezygnował z powołań. Jeszcze cierpliwie czekam, ale chciałbym jak najszybciej rozpocząć z nim współpracę - deklaruje szkoleniowiec.
Urbański nie przyjeżdża na kadrę. Tylko szkoła czy diabeł tkwi w szczegółach?
Co zatem stoi na przeszkodzie?
Tutaj wracamy do klubowego trenera zawodnika, Patryka Tkaczyka. Zapytany, czym podyktowane jest takie stanowisko, zaczął od następującego stwierdzenia: - Szczerze mówiąc my jeszcze nie odmówiliśmy żadnego przyjazdu, bo na dobrą sprawę nie było żadnego telefonu w stosunku do trenerów. Fabian jest tak nauczony, z racji tego że jesteśmy ze sobą dość blisko, że sam nie podejmuje decyzji, gdy wysyłane są mu zapytania o kadrę czy komunikaty, bo zawsze przyjdzie do nas. Natomiast my żadnej docelowej rozmowy nie przeprowadziliśmy z trenerami na temat Fabiana - odparł przedstawiciel Skorpiona Szczecin.
W toku dalszej rozmowy jednak potwierdził, że ma wiedzę o kontakcie ze strony trenera Dylaka. - Były zapytania przed dwoma zgrupowaniami - usłyszeliśmy. I w tym miejscu wskazał powód, który powoduje obecną sytuację.
- Nie ukrywamy, że poprzednie przygotowania do mistrzostw Europy sprawiły, iż Fabian troszkę zawalił szkołę. Z racji tego miał dwie czy trzy oceny niedostateczne na półrocze i w szkole trochę się jeżyli. Jest w trzeciej klasie liceum ogólnokształcącego, to jeszcze nie jest rok maturalny, niemniej nie chciałbym go na wyrost pchać i wysyłać zawalając mu naukę, gdy wiem, że ma czas jeśli chodzi o rozwój sportowy - argumentuje wieloletni szkoleniowiec. - W szkole mówią wyraźnie, że sporo go nie było i są teraz problemy, dlatego nadrobienie stało się dla nas priorytetem. Dziś mamy sport na najwyższym poziomie, ale kto wie czy nie będzie jakiegoś urazu lub kontuzji, dlatego warto też postawić na edukację. Powierzonych nam zawodników musimy traktować jak własne dzieci, czyli dbać o ich bezpieczeństwo w ringu, a jednocześnie dbać o zabezpieczenie na przyszłość poprzez wykształcenie - słyszymy ze Szczecina.
W środowisku słyszymy, że argument szkoły jest mocny, ale w tle mogą być także pewne anse, które sprawiają, że trenerowi Dylakowi i szkoleniowcom Skorpiona może być mniej po drodze. Tego oficjalnie nie udało nam się zweryfikować.
Trener Tkaczyk: - Nie jesteśmy w zażyłości. Z Tomkiem znamy się po prostu ze środowiska, ale nie mieliśmy jakichś relacji. A teraz, jeśli chodzi o Fabiana, też nie mieliśmy żadnego kontaktu, a jesteśmy klubem, który bardzo pilnuje swoich zawodników. Trenerzy z innych kadr zawsze do nas się odzywają, bo przy naszej SMS mamy naprawdę napięty grafik, bardzo dużo i często wyjeżdżamy z zawodnikami, więc fajnie by było, gdyby to skoordynować.
Cała historia jest tym bardziej frapująca, bo jeśli zestawimy kilka wypowiedzi obu trenerów, są one w swoim wydźwięku bardzo zbieżne.
1. Ostrożność.
Dylak: - Przyszłościowo jest to zawodnik spokojnie na miarę medali olimpijskich, jeśli będzie się go mądrze prowadziło. Bo pewnie w momencie, gdybyśmy go puścili od razu na najlepszych zawodników na świecie w tej kategorii, na przykład Uzbeków, to jednak mogliby mu pokazać, że na razie fizycznie jeszcze nie dorósł i potrzebuje chwilę, by złapać doświadczenia.
Tkaczyk: - Ja odpowiem tak: my chcemy dla swoich zawodników jak najlepiej. Będziemy dla nich tak układać plany, by rozwijali się w odpowiednim czasie i miejscu. Bo zawodnika puścić nie jest sztuką, ale zrobić to cierpliwie i w odpowiednim czasie, to już jest sztuka.
2. Plany.
Dylak: Jestem osobą bardzo elastyczną, z którą w takich kwestiach można się dogadać. Na ten moment po prostu odmawiali przyjazdów na zgrupowania, powodem była szkoła, a ja czekam na to aż Fabian przyjdzie do kadry. Uważam, że spokojnie możemy się porozumieć. Ja wolałbym go puścić na ME U-22 czy nawet ME seniorów oraz na mniejsze turnieje międzynarodowe. Może Puchary Świata w tym roku bym odpuścił, ale w następnym roku już zaczęlibyśmy rywalizację z całym światem - tak ja bym to widział.
Tkaczyk: - Myślę, że to jest tylko kwestia czasu, bo my w tym roku mamy zaplanowane młodzieżowe mistrzostwa Polski, które w kraju są dla nas priorytetem, a później młodzieżowe mistrzostwa Europy U-22. I w to mocno celujemy. To nie jest tak, że my kogoś zamykamy czy blokujemy, tylko po prostu staramy się wybrać drogę najlepszą, która na dzień dzisiejszy będzie dla niego najlepsza. Jak widać to się sprawdza.
Wszyscy widzą stację "Los Angeles". Wystarczy czasu?
Szkopuł w tym, że czas pędzi nieubłaganie. Jeśli nawet obaj szkoleniowcy myślą w gruncie rzeczy całkiem podobnie, to droga do celu także będzie musiała stać się w pełni jednolita, bo koniec końców trzeba będzie podjąć bardzo zdecydowane kroki. Zwłaszcza, że znający Urbańskiego jak mało kto Tkaczyk potwierdza, iż plany 19-latka zawojowania olimpijskim ringiem już podczas igrzysk w 2028 roku, mają uzasadnienie. Zapytany otwarcie, na ile to realny scenariusz, a na ile jego perspektywa każe mu sprowadzić zawodnika na ziemię i powiedzieć: "Los Angeles będziemy jeszcze oglądać z Polski", odpowiada zdecydowanie.
- Nigdy bym tak nie powiedział, znając Fabiana i nasze aspiracje w stosunku do wyniku sportowego oraz cele. Ten rok daliśmy sobie na to, aby wejść w boks seniorski, obyć się w ringu w lidze oraz innych turniejach międzynarodowych, na które jeździmy. Natomiast w przyszłym roku, który będzie rokiem przedolimpijskim, na pewno będziemy próbować. Na pewno mu tego nie zabierzemy i zrobimy wszystko, żeby czuł z naszej strony wsparcie, czuł się komfortowo i mógł się sportowo spełniać.
To "próbowanie" jednak lada moment będzie musiało wiązać się z bardzo odpowiedzialnymi ustaleniami. Między innymi z myślą o zdrowej rywalizacji i atmosferze w budowanej długofalowo reprezentacji, na co zwraca uwagę trener Dylak.
- Chcę być tutaj dobrze zrozumiany, bo teraz mówimy o Fabianie, ale to mogłoby się tyczyć każdego bez wyjątku. Boję się, że w pewnym momencie stracę cierpliwość, jeśli skieruję ósme powołanie na kadrę i usłyszę odmowę. Po prosto, pomimo nadzwyczajnego talentu, nie mogę być niesprawiedliwy w stosunku do innych zawodników. Bo nie może być tak, że zawodnik w tej wadze będzie jeździł na wszystkie zgrupowania, ale nigdzie nie wystartuje, bo ja bez obecności na obozach będę powoływał Fabiana na najważniejsze turnieje - jasno stawia sprawę selekcjoner.
- Chciałem, żeby od początku był cały czas powoływany. Jedyne, gdzie bym go nie zabrał, to na Puchar Świata do Brazylii. A tak to chciałem, aby był na każdym zgrupowaniu, lecz odbierałem sygnał, że na razie nie będzie jeździł - dodaje.
Z racji tego, że Urbański uczęszcza do Szkoły Mistrzostwa Sportowego, trenuje dwa razy dziennie. Do tego, jak podkreśla szkoleniowiec, jest sporo wyjazdów na zawody, a wszystko to ma oparcie w konkretnym planie. - Ten tyczy się zawodników wybijających się, młodych, ale jeszcze niegotowych na takie sprawdziany, jak ludzie by może już Fabiana widzieli - tłumaczy Tkaczyk. I w tym miejscu przywołuje historie innych "talenciaków", którzy może nie mieli aż takich wyników jak Fabian, ale... - Kuba Straszewski i Paweł Wierzbicki byli wicemistrzami świata, ale zniknęli. Szybko zostali wprowadzeni w boks seniorski, a my to robimy powoli. Jak widać moim zdaniem skutecznie, dobierając mu coraz lepszych przeciwników - zwraca uwagę.
Dlatego tak ważne powinno być zwycięstwo nad dotąd niepokonanym w lidze, starszym o siedem lat Ukraińcem. Takimi pojedynkami z seniorami Urbański zdobywa rzecz bezcenną. - To buduje jego pewność siebie, bo seniorzy z krwi i kości dla niego są jeszcze wyzwaniem. Te mini-testy wzmacniają jego mental na potrzeby sytuacji, gdy już wyjdziemy ze strefy komfortu. W niej czasami zaczyna ci brakować oddechu, więc musisz się odnaleźć, jeśli masz już za sobą jakąś rutynę. A tego typu pojedynki pozwolą mu zachować się w momentach, gdy przyjdzie kryzys. Fabian porażki się nie boi, że wspomnę o premierowych MŚ juniorów w Budvie, która wiele mu dała. Mówiąc o kryzysie, mam na myśli problemy w walce z naprawdę trudnym rywalem, by w ringu potrafił reagować najlepszymi rozwiązaniami - odparł Tkaczyk.
- Jedno jest pewne. Mamy jeden, ten sam cel i tutaj nikt nikomu nie chce nic zabierać. Ale my też wiemy, co robić i chyba czynimy to dobrze - uzupełnia szkoleniowiec Skorpiona.
Dylak: - Ja naprawdę wiem, że Fabian musi być mądrze prowadzony, ale może jest niewyrażony strach, że popełnię błąd i go "spalę"? Nie chcę z nikim się kłócić ani iść na wojnę, jednak coś musi się wydarzyć, bo to jeden z wyjątkowych zawodników. On serio miałby szansę polecieć do Los Angeles, a przy dobrym losowaniu powalczyć o medal. Jednak potrzebujemy czasu, a mamy już tylko dwa lata. Nie chciałbym, żeby uciekło nam najbliższe pół roku.
Co więcej, szkoleniowiec kadry rozpościera piękną perspektywę, w którą on sam już uwierzył. A że jest wizjonerem, czego początkiem był medal olimpijski Julii Szeremety, za którym poszły kolejne krążki w boksie olimpijskim kobiet, już udowodnił.
- Fabian to może być największy talent w polskim boksie, tylko musi być - i ja też o to zadbam - mądrze prowadzony. Czekam na to, aż przyjedzie i będzie z nami trenował, bo jego wspólna praca z Damianem Durkaczem, przy ich troszkę podobnym stylu, naprawdę bardzo mocno napędziłaby kadrę. Zaraz wrócą Jakub Straszewski i Michał Jarliński, więc ta reprezentacja może być przyszłościowo naprawdę mocna. Tak jak kiedyś jeździliśmy na zawody, nikt się nas nie bał i nie było wiary w wielkie sukcesy, tak może się to zmienić lada dzień. Uważam, że od nowego roku zbuduję już taką kadrę, że jadąc gdzieś na zawody, będziemy z niej dumni i wierzyli w największe wyniki, a nie po prostu tylko jeździli.
Artur Gac, Interia
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl











![Syn Piotra Zielińskiego zachwycił przed kamerą. Nagranie hitem sieci [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000MSQLG3KOQO6RF-C401.webp)