Nagły zwrot tuż po walce Szeremety. Remis 2:2, piąty sędzia decydował. Polka bez medalu
Najpierw wyraźne zwycięstwo Nikoli Prymaczenko, później niesamowity bój Julii Szeremety, w którym nasza wicemistrzyni olimpijska i wicemistrzyni świata była o włos od porażki w 1/8 finału mistrzostw kontynentu U-23. A gdy Julia zeszła z ringu, mogła sobie przybić piątkę z Aleksandrą Cyrek, która do niego wchodziła. Jej rywalizacja, już o medal, była jeszcze bardziej dramatyczna. Po dwóch rundach Polka remisowała z rywalką z Ukrainy, trzecią nasza zawodniczka wygrała 3:2. Kto więc ma medal?

W poniedziałek trzy z czterech podopiecznych trenera Tomasza Dylaka wygrały swoje walki: Marta Prill i Emilia Koterska zameldowały się w strefie medalowej. We wtorek do rywalizacji przystąpiły trzy następne zawodniczki.
Miłą niespodziankę sprawiła Nikola Prymaczenko, wychowanka trenera Grzegorza Skrzecza. W kapitalnym stylu zrewanżowała się Azerce Zeynab Rachimowej za porażkę 0:5 w zeszłorocznych mistrzostwach Europy. Teraz to ona goniła przeciwniczkę, obijała przez sześć minut. U jednego sędziego prowadziła nawet 20:16. I wygrała 5:0, zameldowała się w 1/4 finału.
Później jej wyczyn powtórzyła Julia Szeremeta, choć nie tak łatwo. Słowo "łatwo" tu zresztą w ogóle nie pasuje - było piekielnie ciężko, wicemistrzyni z Paryża i Liverpoolu znalazła się w sporych opałach. Została wyliczona w drugim starciu, po sześciu minutach przegrywała na dwóch kartach 18:20, na trzech innych był remis.
Później jednak pokazała, skąd te wszystkie sukcesy. Właśnie dzięki zadziorności, wytrwałości, ambicji. Trzecie starcie to ona zapisała na swoją korzyść na wszystkich kartach, co z kolei oznaczało zwycięstwo 3:2.

A zaraz po niej na ringu A pojawiła się trzecia z naszych - Aleksandra Cyrek. Jako jedyna dziś mogła świętować medal, bo w kategorii 75 kg rywalizowała już w 1/4 finału, Z Ukrainką Olhą Pyłypczuk, zaledwie 19-letnią pięściarką, która jednak wystąpiła w mistrzostwach świata seniorek w Liverpoolu.
Tam co prawda poległa już w pierwszej walce z Angielką Mary-Kate Smith, ale jakieś doświadczenie z sobą przywiozła.
Walka o medal mistrzostw Europy Aleksandry Cyrek. Remis po dwóch rundach, 3:2 dla Polki w trzeciej. Decydował jeden sędzia
Obie stoczyły fascynujący pojedynek, pełen wymian. Jak na tak wysoką kategorię, całkiem żywy, bez przestojów. Pyłypczuk chętniej parła do przodu, Cyrek skuteczniej kontrowała. Sporo było też walki w bliskim dystansie, przepychanek na linach. Pierwszą rundę Polka wygrała na trzech kartach, na dwóch lepsza okazała się jej rywalka.
A druga była bardzo podobna, choć z jednym wyjątkiem. Na minutę przed jej końcem Pyłypczuk wepchnęła Cyrek w narożnik, a tam ładnie ją trafiła prawym. Sędzia zaczął liczenie, to musiało zrobić wrażenie. A szkoda, bo zapewne 20-latka rodem z Jastrzębia-Zdrój miałaby już medal w kieszeni.
Tym razem trzy razy 10:9 powędrowało na konto Ukrainki. To ona miała już raczej pewny triumf u sędziów z Irlandii i Niemiec, ale po stronie Polki było 20:18 u arbitrów z Gruzji i Węgier.
Decydował ten piąty głos Słoweńca, tam było 19:19.
Nic więc dziwnego, że trenerzy polskiej kadry zachęcali Olę do podkreślenia swojej wyższości. - Z jajejm, Ola, z jajem. Nóżki! - było słychać z polskiego narożnika w samej końcówce. A później: - Bij do końca, bij, bij bij!

Żadna nie mogła być pewne końcowego triumfu, gdy stanęły na środku. Aż w końcu w górę powędrowała ręka zawodniczki w czerwonym stroju, czyli Pyłypczuk.
Mimo że to Polka wygrała ostatnie starcie w oczach trzech sędziów. Decydował głos "sędziego numer pięć". A ten jednak wskazał na Ukrainkę.
W popołudniowej serii o strefę medalową powalczy jeszcze Natalia Kuczewska (51 kg), walki czekają też panów: Mateusza Urbana (75 kg, 1/4 finału) i Michała Pierzchałę (80 kg, 1/8 finału).














