- Joseph Parker zmierzy się z Martinem Bakole w walce wagi ciężkiej w sobotni wieczór, po tym jak Daniel Dubois nie jest w stanie wziąć udziału w gali z powodu choroby - ogłosił kilkanaście minut temu "Ring Magazine" na swoim oficjalnym koncie w mediach społecznościowych. Źródło informacji jest nieprzypadkowe, bo "Biblia Boksu" została wykupiona właśnie przez Saudyjczyków, którzy stoją za zbliżającą się wielkimi krokami kolejną kapitalną galą na Bliskim Wschodzie.
Bakole kontra Parker. Godne zastępstwo na galę w Rijadzie
Gdy dziś gruchnęła wiadomość o niedyspozycji Duboisa, który w starciu z Parkerem miał bronić należącego do siebie pasa federacji IBF, zrobiło się gorąco. Na giełdzie nazwisk szybko pojawiły się możliwe opcje, najwięcej mówiło się o trzech pięściarzach: "koszmar Polaków" Lawrence Okolie, David Adeleye i Mourad Aliev. Tyle tylko, że żaden z tych zawodników nie byłby w stanie, bez dużego uszczerbku dla atrakcyjności widowiska, wypełnić luki po przeżywającym najlepszy okres w karierze "DDD".
Po cichu liczono jednak, że stojący za przedsięwzięciem Turki Alalshikh znów udowodni, że dla projektu Riyadh Season, którym się opiekuje, nie ma rzeczy niemożliwych i więksi optymiści rzucali bardziej "wybuchowymi" nazwiskami. Byli tacy, którzy wskazywali na Martina Bakole (21-1, 16 KO), ale dość nieśmiało, tymczasem wybór padł właśnie na tego niebezpiecznego pięściarza z Kongo.
31-latek od dłuższego czasu odgraża się, że żaden "ciężki" nie jest mu straszny, a w dodatku co raz to pojawiały się doniesienia, że kładł na deski największe tuzy na sparingach. Teraz przyszedł moment wielkiej weryfikacji i Bakole, choć bierze walkę "last minute", nie stoi wcale na straconej pozycji.
Z pewnością słowa uznania należą się Nowozelandczykowi Parkerowi. Były mistrz świata w tej sytuacji ma wiele do stracenia, bo zmierzy się z pięściarzem o charakterystyce dalece innej od stylu Duboisa. Zaakceptował jednak wielkie wyzwanie, co pokazuje jego prawdziwy charakter.
"Fatalny występ Mariusza Wacha na gali MB Promotions w katowickim Spodku, zakończony zasłużoną porażką przed czasem w ósmej rundzie z rąk Martina Bakole Ilungi, mocno odbił się na psychice naszego pięściarza. Twardy jak skała olbrzym z Krakowa po pojedynku nie był w stanie ukryć łez i przyznał, że pora zastanowić się nad kontynuowaniem kariery" - pisała Interia na początku kwietnia 2019 roku, relacjonując wydarzenia z gali w Katowicach.
To wówczas Kongijczyk, pokonując pięściarza z Małopolski, wywalczył pas międzynarodowego mistrza Polski w królewskiej kategorii wagowej. Trofeum to oczywiście nie miało żadnego znaczenia dla dalszej kariery Bakole, ale historycznie zapisał się w annałach naszego boksu zawodowego.
Zobacz również:
Pomimo tej niespodziewanej sytuacji, cała karta walk sobotniej gali w Rijadzie jest jednym, wielkim hitem. Dodajmy, że w głównym pojedynku wieczoru dojdzie do rewanżu na szczycie kategorii półciężkiej, a stawką będzie ponownie status zunifikowanego czempiona z czterema pasami w garści. Minimalny zwycięzca pierwszego starcia Artur Beterbijew znów skrzyżuje rękawice z Dmitrijem Biwołem.













