Mistrz świata traci pas, Polak idzie po nokaut. Trzęsienie ziemi poza ringiem
Federacja IBF w tej sprawie pokazała, że ma zasady i nie ma zamiaru naciągać przepisów, byle tylko nie doszło do rozstaju jej dróg z urzędującym mistrzem świata. Prawdopodobnie sam Jai Opetaia nie był solą w oku, ale politycznie i wizerunkowo szefowie organizacji nie mogli sobie pozwolić, by ograł ich nowy podmiot z Dana Whitem na czele. Radykalny ruch wobec Australijczyka ma bezpośrednie znaczenie w kontekście Mateusza Masternaka, który wkrótce będzie bił się o pozycję challengera.

Niektórzy już snuli wizję, że w tej sprawie organizacja IBF oraz grupa Zuffa Boxing ułożą się ponad podziałami, ale nic bardziej mylnego. A największą ofiarą jest Jai Opetaia, który mniej lub bardziej świadomie wypisał się (na razie?) z wielkich planów, które sam przed sobą rozpościerał. Gigant wagi junior ciężkiej dążył do zunifikowania wszystkich czterech prestiżowych pasów, w tym oczywiście IBF, a także zaatakowaniu wagi ciężkiej. Pragnął iść podobną drogą, jaką obrał Ołeksandr Usyk.
Mateusz Masternak dostał "bonus" przed eliminatorem do pasa MŚ
Pociąg z nim na pokładzie wykoleił się z chwilą, gdy Opetaia zdecydował się wystąpić 8 marca na gali w Las Vegas. Związał się z nowym podmiotem, właśnie należącą m.in. do Dana White'a organizacją Zuffa (pieniądze płyną z Arabii Saudyjskiej), która uraczyła go premierowym pasem swojej firmy w randze mistrzostwa świata. I to stało się nieakceptowalne dla IBF, która najpierw w ostatniej chwili wycofała się z sankcjonowania jego starcia z Brandonem Glantonem, a następnie zagroziła Opetai odebraniem tytułu. Formalne procedury chwilę trwały, ale werdykt jest ostateczny: Australijczyk oficjalnie został pozbawiony pasa IBF w wadze junior ciężkiej, znanej także pod nazwą cruiser.
Co ta sytuacja w praktyce oznacza?
Pas mistrza świata od teraz jest wakujący, czyli oczekuje na kolejnego pięściarza. I tutaj pojawia się bardzo ważny, polski wątek. Otóż już 4 kwietnia 38-letni Mateusz Masternak stanie najpewniej przed ostatnią szansą w karierze, a stawka walki z 28-letnim Viddalem Rileyem jest ogromna. Polak lub Brytyjczyk wywalczy sobie status oficjalnego pretendenta do mistrzowskiego pasa.
Gdyby na pokładzie wciąż był Opetaia, sprawy jeszcze mogłyby się wydłużać, a tak mamy absolutną autostradę na tron organizacji IBF. Tym bardziej, że nie tylko tytuł mistrzowski jest wakujący, ale nieobsadzone pozostają także dwa pierwsze miejsca w kategorii z limitem do 90,7 kg. W tej sytuacji tytuł mistrza Europy EBU, który także jest w puli pojedynku w hali O2 Arena w Greenwich, stał się tylko dodatkiem. Sam "Master" najlepiej wie, że na terenie przeciwnika prawdopodobnie trzeba będzie zakończyć robotę przed czasem, aby na kartach punktowych nie utrudnić sobie zadania.













