Michalczewski wziął się za Adamka. "Tygrys" nie zostawia suchej nitki na "Góralu"
Żal było patrzeć na Tomasza Adamka, który w ostatnią sobotę został zmiażdżony w ringu przez Roberto Soldicia. Umiejętności pięściarskie i motoryka pełnoprawnego zawodnika MMA wystarczyły na blisko 49-letniego "Górala". Z wielkim smutkiem w stronę byłego wielkiego mistrza polskiego boksu patrzy inna legenda, Dariusz Michalczewski, a także Przemysław Saleta. Obaj w rozmowie z Interią mówią wprost, co myślą o decyzjach byłego mistrza globu dwóch kategorii wagowych.

Chyba tylko niepoprawni optymiści mogli wierzyć w to, że Tomasz Adamek na gali Fame MMA da lekcję boksu Roberto Soldiciowi, a przynajmniej wyciągnie go na głębokie wody, na jakich były mistrz wszechstylowej walki wręcz nigdy nie pływał w ringu.
Rzeczywistość okazała się pod tym względem brutalna. Przeszłość Adamka, kiedyś genialnego pięściarza, który przeszedł do historii polskiego boksu, w przypadku jego aktualnych możliwości nie ma już absolutnie żadnego znaczenia. Obecnie jest 49-latkiem, sportowcem na pół etatu, który nie jest w stanie zniwelować różnic, dzielących go od 30-letniego sportowca w sile wieku, jakim jest Soldić. Nawet pomimo faktu, że boks to nie jego dyscyplina pierwszego wyboru.
Dariusz Michalczewski o Tomaszu Adamku: Jest mi tak cholernie przykro
Cóż powiedzieć po czymś takim? To był obraz nędzy i rozpaczy - zwróciłem się do innego z byłych gigantów boksu zawodowego, Dariusza Michalczewskiego.
- Tomek naprawdę był wielkim mistrzem. On naprawdę odniósł ogromny sukces. Myślę, że po mnie to drugi człowiek w boksie, który miał u nas sukcesy w boksie zawodowym tego kalibru. Co nim kieruje? Tego ja nie wiem, nie znam jego sytuacji. Natomiast trzeba umieć ze sceny zejść i to problem Tomka, że on nie potrafi. Nie wiem, czym to jest spowodowane. Dlaczego on się "zapisuje" na takie freaki? Kto go namówił? Mocno się rozdrobnił, bo kolejnego takiego mistrza długo nie będziemy mieli. Przecież oglądałem jego najlepsze walki, naprawdę był kozakiem. A teraz jest to dla mnie trochę przykre - nie ukrywa 57-letni "Tiger".
Starając się zrozumieć motywację, na przykład finansową, zapytałem Michalczewskiego, który jest multimilionerem, czy jeśli zarabia się jednorazowo za takie występy kilkaset tysięcy, a może nawet pod milion złotych, to jest to godziwa rekompensata za to, że dziś widzimy cień wielkiego mistrza?
- Nie wiem, jaki jest jego status finansowy. Dlatego nie mam pojęcia, czy dla niego to jest dużo. Wiadomo, milion złotych to spora kasa, ale żeby mimo wszystko na coś takiego się decydować? Widocznie brak kasy. No bo co? Tomek zlekceważył tego przeciwnika? - zachodzi w głowę wieloletni czempion WBO w kategorii półciężkiej.
Dyskutowałem z Michalczewskim odnośnie do tego, że jeśli już Adamek nie potrafi powiedzieć "stop", to może powinien to robić z rywalami w swoim wieku, którzy nie mają już nic wspólnego z profesjonalnym sportem. Soldić był dla niego po prostu zbyt eksplozywny, dynamiczny i z niewspółmierną motoryką. Nie "składał" ciosów jak typowy pięściarz, ale na dzisiejszego Adamka to wystarczało, bo "Góral" szybkich uderzeń już nie widzi i nie jest w stanie na nie zareagować.
- Parę lat temu miałem pewną propozycję i nawet zacząłem się przygotowywać, ale powiem ci szczerze, zrozumiałem, że to już nie jest czas dla nas. Boks jest sportem bardzo ciężkim, chyba najcięższym, jaki może być dla głowy. Nie można, jako hobby, sobie boksować. Tomek moim zdaniem trochę o tym zapomniał, a jeśli nawet na treningu wyglądał nieźle, to w ringu już nie ma boksowania na tarczy. Tu wciąż trzeba umieć przyjąć, a w tym wieku głowa już tego nie dźwiga. Widać to też po skórze, łuki brwiowe pękają - analizuje "Tygrys", by pokusić się o prawdziwą i smutną konstatację.
Ten pociąg już odjechał. Tomek powtarza, że jest zdrowy, więc powinien na to chuchać i dmuchać. Jeden czy kilka niepotrzebnych ciosów może sprawić, że już tak nie będzie. A widać było, że ten rywal to silny chłopak, „kopał jak koń”. Jest mi tak cholernie przykro, że chłopaki z mojego ukochanego sportu tak się rozdrabniają.
Pół żartem pół serio zapytałem Michalczewskiego, że może cała nadzieja w tym, że on "uratuje" Tomasza, powierzając mu jakieś kierownicze stanowisko w jednej ze swoich działalności. - Niestety, ale nie mam takiego miejsca dla Tomka. Ja potrzebuję zawodowców - krótko odparł weteran boksu.
- Zna pan moje zdanie - zaczął rozmowę z Interią Przemysław Saleta. I bez zbędnej "rozbiegówki", od razu przeszedł do konkretów.
Saleta: To boli, Tomek Adamek to naprawdę wielka postać w historii boksu
- Ja uważam, że tak wybitni sportowcy, jak Tomek Adamek, nie powinni pakować się we freak fighty. Z racji tego, że mają dużo więcej do stracenia niż wygrania. Ja oczywiście nie siedzę w Tomka kieszeni i nie wiem, jaka jest jego sytuacja, ale mam wrażenie, patrząc na wszystkie pieniądze, które zarobił, że milion czy dwa miliony w tę, czy we w tę nie mają większego znaczenia - stwierdził były mistrz Europy w wadze ciężkiej, który sam bardzo późno, bo w wieku 47 lat, zmierzył się z "Góralem". Tyle że Adamek miał wtedy 38 lat i już był po bolesnych weryfikacjach w królewskiej kategorii wagowej.
Saleta zwraca uwagę, że mieszkający na co dzień w Kearny były czempion "wpakował się" w jeszcze bardziej kuriozalną rzecz. Ktoś powie, że część opinii publicznej chciała, by nie walczył z półzawodowcami, to dostał prawdziwego. Problem jest jednak taki, że Soldić to nie był rywal na obecne możliwości 49-letniego Adamka.
Gdy znajomy pytał mnie dzień przed, co sądzę na temat tej walki, odpisałem mu, iż boję się, że Adamek przegra przed czasem, bo Soldić jest za młody, za silny i zbyt aktywny. No gdzie 30-letni chłopak do obecnego Tomka? Wieku się nie oszuka. Gdyby on tam walczył nawet z 30-latkiem, ale nie zawodowym sportowcem ze sportów walki, a choćby z równolatkiem, to jeszcze pal licho. A tutaj… Na dodatek Tomkowi nigdy dobrze nie szło z mańkutami, więc to wszystko poskładało się tak, że on nie mógł tej walki wygrać. A mnie to boli o tyle, że Tomek Adamek to naprawdę wielka postać w historii polskiego boksu. Natomiast młodzi ludzie będą go pamiętali z tego, co robi teraz.
Artur Gac














