Reklama

Reklama

MB Boxing Night 7. Sensacyjna porażka Patryka Szymańskiego

- Nie kończcie mi kariery - mówił przed galą MB Boxing Night 7 w Arłamowie Patryk Szymański (20-4, 10 KO). Ale chyba pora kończyć, skoro sensacyjnie przegrał z Przemysław Gorgoniem (11-6-1, 5 KO).

W pierwszej rundzie Szymański wykorzystując lepsze warunki fizyczne ustawiał sobie rywala i dwukrotnie trafił prawym krzyżowym. Na początku drugiej odsłony Gorgoń trafił prawym sierpowym, poprawił lewym sierpem i Patryk sklinczował. Oddał inicjatywę, lecz niemal równo z gongiem ładnie skontrował swoim prawym.

Po przerwie Szymański niby kontrolował potyczkę lewym prostym, jednak boksował zbyt zachowawczo, a gdy walka przechodziła w półdystans, panikował i jak najszybciej chciał sklinczować. Rundy szły na jego korzyść, ale to wciąż nie był ten sam zawodnik, na jakiego się zapowiadał pięć-sześć lat temu. Niby wszystkie argumenty miał w ręku Szymański, lecz runda numer cztery była naprawdę równa.

Piątą dobrze zaczął faworyt, ale w połowie jakby odcięło go od prądu i Gorgoń zaczął go znów spychać. Dużo pracy miał też Robert Gortat, który co chwilę musiał rozrywać klincz. Gorszy technicznie, za to twardszy Gorgoń nacierał nieustannie i na samym finiszu po krótkim prawym sprawił, że Szymański przyklęknął. A pan Gortat jak najbardziej zasłużenie liczył. 

Reklama

Po ostatnim gongu obaj w napięciu czekali na werdykt sędziów. A ci punktowali 58:55 Gorgoń, 57:56 Szymański i 58:55 - stosunkiem głosów dwa do jednego zwyciężył skazywany na porażkę Gorgoń!

Świetnie dysponowany Kamil Łaszczyk (28-0, 10 KO). Dzielny Piotr Gudel (10-5-1, 1 KO) walczył bardzo charakternie, ale przewaga klas była ogromna i pojedynek został zastopowany w piątym starciu.

Od początku uwidoczniła się przewaga szybkości Łaszczyka. Trafił kombinacją lewy podbródkowy-prawy sierp, poprawił prawym podbródkiem i Gudel lekko się zachwiał. Wrocławianin pierwszą rundę zakończył jeszcze świetną kontrą z prawej ręki po odchyleniu. Po przerwie ciąg dalszy dominacji - lewy prosty pracujący z automatu i parę naprawdę mocnych lewych haków pod prawy łokieć.

Trzecie starcie to coraz dłuższe i ciekawsze kombinacje Kamila i powiększająca się przewaga. Coraz częściej dochodził też prawy sierp. Gudel musiał coś szybko zmienić, kiedy jednak tylko chciał sam zaatakować, od razu nadziewał się na kontrę. Pod koniec czwartej rundy lewy podbródek w końcu złamał Gudela i zmusił do przyklęknięcia. Zanim sędzia Gortat doliczył do ośmiu, do przerwy pozostało już tylko kilka sekund.

Łaszczyk demolował swojego kolegę w piątej rundzie i po dwóch kolejnych nokdaunach nierówny pojedynek został zatrzymany.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL