Reklama

Reklama

"Master" znów pokazał klasę. Czerkaszyn wygrał na pełnym dystansie

Mateusz Masternak (46-5, 31 KO) bardzo efektownie rozpoczął drugą "pięćdziesiątkę" swojej kariery, pokonując przed czasem Armenda Xhoxhaja (12-2, 7 KO).

"Master" od początku kontrolował nieco niższego rywala lewym prostym, a niemal równo z gongiem kończącym pierwszą rundę skontrował go w akcji prawy na prawy. Kosowianin ratował się panicznie klinczem, ale z pomocą przyszedł mu gong. Po przerwie Xhoxhaj chciał zaatakował, lecz jego ciosy pruły powietrze, wrocławianin natomiast najpierw poczęstował go mocnym hakiem na korpus, a potem trzy razy wciągnął na prawy krzyżowy.

W połowie trzeciego starcia Xhoxhaj trafił nieoczekiwanie mocnym prawym podbródkowym, ale to tylko rozzłościło podopiecznego Piotra Wilczewskiego. Przez ostatnie pół minuty Kosowianin zainkasował kilka naprawdę mocnym bomb z prawej ręki i do narożnika schodził z mocno podbitym okiem. To było tylko odroczenie wyroku.. W czwartej odsłonie Mateusz kilka razy "otworzył" sobie przeciwnika lewym prostym bądź lewym na dół, aż w końcu wystrzelił akcją lewy-prawy, trafił na szczękę i posłał przeciwnika na deski. Ten co prawda powstał na osiem, lecz z jego narożnika poleciał ręcznik na znak poddania.

Reklama

- Jeśli pojawi się szansą zaboksowania o tytuł, na pewno taką ofertę przyjmę. Takich walk się nie odmawia - powiedział po wszystkim Masternak.

Kamil Bednarek demoluje

51 sekund - łącznie z liczeniem do dziesięciu, trwała jubileuszowa walka Kamila Bednarka (10-0, 6 KO).

Uriel Gonzalez (18-9-1, 14 KO) potrafi boksować, ale dziś nie zdążył nawet wyprowadzić ciosu. Pięściarz z Dzierżoniowa już na samym początku trafił lewym hakiem na wątrobę i Meksykanin już wtedy się krzywił. Za moment chciał zaatakować, lecz Kamil zrobił krok w tył, poprawił w to samo miejsce i było po wszystkim. Gonzalez jeszcze długo zbierał się z maty...

- Fajnie, że wyszło tak efektownie, choć raczej dużo z tej walki nie wyciągnę na przyszłość - powiedział po krótkiej robocie Bednarek.

Coraz pewniejszy Knyba, udany debiut Walaś

Trwa gala Knockout Boxing Night 18 w Zakopanem. Z dobrej strony pokazał się jeden z ciekawszych polskich "ciężkich" młodego pokolenia, Damian Knyba (4-0, 2 KO).

Naprzeciw niego stanął Jurij Bychacow (10-23-3, 5 KO), który może rekordem oraz wyglądem nikogo nie straszy, ale Białorusin potrafił już napsuć krwi naprawdę solidnym zawodnikom, z Robertem Heleniusem na czele. Damian mężnieje, jest coraz silniejszy, a ambicji nigdy mu nie brakowało.

Damian kontrolował niższego rywala lewym prostym a gdy ten chciał skrócić dystans, albo kontrował po odchyleniu długim prawym, albo wciągał na prawy podbródek. Kilka razy polował też lewym hakiem w okolice wątroby. Pewne i stosunkowo łatwe zwycięstwo.

- Z jednej strony jest niedosyt, bo nie dałem rady go znokautować, z drugiej jednak miałem okazję po raz pierwszy zaboksować sześć rund - powiedział po wszystkim 25-letni Knyba.

Wcześniej udanie na zawodowym ringu zadebiutowała Justyna Walaś (1-0), która wygrała wszystkie rundy (3x 40:36) z Kateryną Drozd (0-3).

Fiodor Czerkaszyn - Gonzalo Corie. Czerkaszyn wygrał na pełnym dystansie

W daniu głównym gali Knockout Boxing Night 18 w Zakopanem świetny technicznie Fiodor Czerkaszyn (19-0, 12 KO) pewnie wypunktował Gonzalo Corię (18-5, 7 KO).

Polsko-ukraiński pięściarz od początku wywierał lekki pressing, boksując w swoim dystansie. Gdy atakował, szukał haka na wątrobę, a gdy Argentyńczyk chciał zaatakować, Fiodor po zakroku łapał go na kontrę prawą ręką. W drugiej odsłonie podkręcił nieco tempo, wydłużył kombinacje i po jednym z krótkich prawych sierpów na ucho Coria "zatańczył". Sprytnie jednak sklinczował i obyło się bez nokdaunu. W połowie trzeciego starcia podopieczny Andrzeja Liczika "podłączył" przeciwnika dla odmiany lewym sierpem.

Argentyńczyk od czwartej odsłony myślał już tylko o głębokiej defensywie i o tym, by nie dostać kolejnej kontry. Dlatego praktycznie przestał zadawać ciosy, dużo pracując nogami "na wstecznym". Ruch w tej walce był już jednostronny, a jedyną niewiadomą było pytanie, czy Fiodor skończy to przed czasem, czy bardzo wysoko na punkty?

Szukał miejsca i luk w szczelnej gardzie przeciwnika, często zmieniał pozycję na mańkuta, wciąż jednak nie potrafił przełamać ambitnego gościa z Ameryki Południowej. Skończyło się na pełnym dystansie, co akurat w dłuższej perspektywie może wyjść Fiodorowi na dobre. Sędziowie punktowali zgodnie 100:90, ale nie mogło być inaczej


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje