Reklama

Reklama

Mark Breland pozostanie trenerem Deontaya Wildera

Deontay Wilder (42-1-1, 41 KO) był tak wściekły na trenera Marka Brelanda po rzuceniu przez niego ręcznik na znak poddania, że zabronił mu wejść do szatni po porażce z Tysonem Furym (30-0-1, 21 KO). Na szczęście czas leczy rany, a tydzień wystarczył Wilderowi, by ochłonąć i zrozumieć swoje błędy.

"Brązowy Bombardier" jasno dał do zrozumienia, że jego droga z Brelandem się rozeszła. Ale jak widać tak przeżył lanie z rąk Fury'ego, że potrzebował kilku dni. Teraz potwierdził, że wciąż zamierza współpracować z mistrzem olimpijskim z Los Angeles (1984 dop. Redakcja).

- Rozumiem, że mój narożnik i cały zespół ma w swoim sercu wszystko co dla mnie najlepsze. Dlatego Mark Breland jest wciąż częścią mojej drużyny. Wspólnie przygotujemy się do rewanżu i nie możemy się już tego doczekać - powiedział były już czempion federacji WBC.

Reklama

Przypomnijmy, że Fury zastopował Wildera w siódmej rundzie, mając go wcześniej w trzeciej i piątej na deskach.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje