Reklama

Reklama

Mariusz Wach tłumaczy powody rezygnacji z walki o mistrzostwo Europy

Pięściarz z Krakowa Mariusz Wach nie stoczy pojedynku 4 lutego w Magdeburgu o tytuł mistrza Europy w wadze ciężkiej, tłumacząc, że na pierwszym treningu noworocznym nabawił się kontuzji lewej ręki. "Wiking" ma problem, bo ucierpiała dłoń, która już cztery razy była poddawana operacji. - Czy jestem mocno przybity? Na pewno, bo wiadomo, że była duża szansa zaprezentowania się dobrze z Agitem Kabayelem - ubolewa polski olbrzym.

Do niedawna Wach miał dylemat, jaką z dwóch walk wybrać, później propozycje skurczyły się tylko do jednej oferty, aż wreszcie pech pozbawił go jakiegokolwiek wyboru. Były pretendent do tytułu mistrza świata nie będzie wspominał dobrze pierwszego treningu, po przerwie świąteczno-noworocznej. - Podczas uderzania w worek coś mnie "strzyknęło" w lewej dłoni. Dalej trenowałem, ale doszedłem do wniosku, że to nie ma sensu. Poszedłem do lekarza i specjalista zadecydował, żeby odpuścić walkę. A zatem to kontuzja zmusiła mnie do podjęcia takiej decyzji - tłumaczy 36-letni Wach.

Reklama

Pięściarz, po wizycie u specjalisty, jeszcze nie potrafi precyzyjnie powiedzieć, czy kontuzja będzie miała swoje konsekwencje. - Wydaje się, że to nie jest poważny uraz, ale eliminuje mnie na dwa, do czterech tygodni. Lekarz powiedział, żebym nie forsował tej ręki, więc stosuję się do zaleceń - zapewnia pięściarz.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ucierpiała dłoń, która już czterokrotnie była poddawana interwencji chirurgicznej. "Naprawa" dłoni, jak wspomina sportowiec, rozpoczęła się już ponad siedem lat temu. - Lekarze wycinali zrosty i zwyrodnienia, które przeszkadzały mi w zamykaniu dłoni. Ostatni zabieg znacznie różnił się od poprzednich. - Chirurdzy otworzyli mi rękę od wewnętrznej strony i robili w niej porządek - dodaje sportowiec.

Wach, jak zwykle, nie daje po sobie poznać, że jego kariera po raz "enty" wyhamowała, ale pytany, czy czuje się mocno przybity faktem, że uciekła mu kolejna szansa na pojedynek, nie wzbrania się od odpowiedzi. - Na pewno. Wiadomo, że była duża szansa zaprezentowania się dobrze z tym zawodnikiem. Przygotowywałem się, trenowałem, ale czynnik ode mnie niezależny stanął na przeszkodzie. Myślę, że jeszcze przyjdzie czas, gdy zawalczę o takie tytuły - prorokuje podopieczny trenera Piotra Wilczewskiego.

Przy okazji pięściarz rozstrzyga, że był zdecydowany na pojedynek z Kabayelem. - Dostałem już kontrakt, zapoznawałem z nim i byłem na "tak" - zapewnia. To oznacza, że nie nosił się z zamiarem, by spróbować, przy pomocy Andrzeja Grajewskiego, odkręcić temat pojedynku z Erkanem Teperem w Stuttgarcie. W puli tego starcia miała znaleźć się wyższa o drugie tyle gaża, zdaniem Grajewskiego w kwocie 40 tysięcy euro "na rękę", ale klamka zapadła. - Nie wracałem do tematu walki z Teperem. Przecież Andrzej Grajewski powiedział, że już definitywnie nie ma szans na taki pojedynek, więc już nie podejmowałem rozmowy - wyjaśnia czołowy polski "ciężki".

Pięściarz wymienia, że w ramach rekonwalescencji poddaje się zabiegom z użyciem pola magnetycznego, ultradźwięków i kriokomory. Obecnie przebywa w Katowicach, gdzie trenuje z dr Jakubem Chyckim, fachowcem od przygotowania fizycznego, specjalistą w zakresie diety i suplementacji, najbardziej znanym ze współpracy z Tomaszem Adamkiem. Czy to oznacza, że najbliższa, najbardziej kusząca opcja dla "Wikinga", tyczy się występu na gali z cyklu Polsat Boxing Night? - Z PBN też nie ma konkretów, nie wiadomo, kiedy się odbędzie, ani czy się odbędzie. A przynajmniej mnie nie jest znana dokładna data. Z Kubą skupiamy się przede wszystkim na treningu wytrzymałościowym. Po świętach waga za bardzo mi nie skoczyła, więc jest dobrze. Obecnie ważę trochę ponad 120 kg - wyjaśnia Mariusz Wach.

Artur Gac

Dowiedz się więcej na temat: Mariusz Wach | Jakub Chycki | Agit Kabayel | Andrzej Grajewski | Erkan Teper

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje