​Mariusz Wach: Nie jestem zapomnianym bokserem

"Nie jestem zapomnianym bokserem, moje nazwisko wciąż coś znaczy" - uważa 35-letni pięściarz wagi ciężkiej Mariusz Wach, były pretendent do tytułu mistrza świata. Kolejną walkę "Polski Olbrzym" stoczy 19 czerwca na gali "Budweld Boxing Night" w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Rywalem Wacha będzie urodzony w Kazachstanie Niemiec Konstantin Airich, kiedyś rywalizujący, choć bez powodzenia, z innymi pretendentami do pasów mistrzowskich Odlanierem Solisem (Kuba) i Manuelem Charrem (Niemcy), a także pogromcą Tomasza Adamka - Wiaczesławem Głazkowem (Ukraina).

Reklama

"Airich, podobnie jak zawodnicy, z którymi walczyłem w ostatnich miesiącach, tj. po prawie dwuletniej przerwie (Wach był zawieszony po pojedynku z Władimirem Kliczką za stosowanie niedozwolonych środków - red.), nie należy do pierwszego czy drugiego garnituru bokserów, ale ja ich kompletnie nie przekreślam. Oni nie bazują na szybkości, dynamice czy pracy nóg, ale na mocnym uderzeniu. Występujący w kategorii junior ciężkiej Mateusz Masternak mówił, że podczas sparingów technicznie +oszukiwał+ Airicha, ale kiedy tamten przebił się przez gardę, to odczuwał siłę jego ciosów" - powiedział Wach z grupy Global Boxing Mariusza Kołodzieja.

Podobnie jak do wcześniejszych walk, przygotowuje się w Dzierżoniowie pod okiem trenera Piotra Wilczewskiego. Obecnie waży 118 kg, a w Ostrowcu zamierza nie przekroczyć 116 kg.

"Nie jestem zapomnianym bokserem, moje nazwisko wciąż coś znaczy na zagranicznych rynkach. Wierzę, że jeśli awansuję w rankingach, może znów będę boksował o pas czempiona znanej federacji. Po cichu liczę, że gdyby doszło do potyczki Tysona Fury'ego z Władimirem Kliczką, mógłbym zostać sparingpartnerem Ukraińca, a potem, kto wie, może spotkamy się w walce rewanżowej" - dodał polski zawodnik.

W przeszłości Wach sparował już m.in. z Aleksandrem Powietkinem, Davidem Haye'em, Kubratem Pulewem czy Dereckiem Chisorą.

"Wbrew pozorom, ale nawet pojedyncze rundy z takimi zawodnikami, dają mi bardzo dużo doświadczenia. W ten sposób podnoszę umiejętności. Obecnie występuję na galach organizowanych przez promotora Mariusza Grabowskiego z Tymeksu i cieszę się, że mam tak regularnie kolejne walki. W moim przypadku najgorsze są dłuższe przerwy. Wtedy można powiedzieć, że głupieję, a konkretnie, niestety, przesadzam z jedzeniem i moja waga gwałtownie rośnie. Był moment, że osiągnąłem aż 140 kg" - stwierdził bokser mierzący dwa metry wzrostu.

Niewykluczone, że po wakacjach Wach będzie boksował z Polakami. Prawdopodobnie w Łodzi spotka się z Marcinem Rekowskim.

"To zawodnik, który będzie chciał mnie nadgryźć i pokazać, kto liczy się w krajowej czołówce. Możliwe, że za jakiś czas skrzyżuję rękawice z Arturem Szpilką, który obecnie spełnia swój amerykański sen i w piątek stoczy kolejną walkę za oceanem. Pod koniec czerwca z kolei przygodę z wagą ciężką rozpocznie Paweł Kołodziej, były pretendent do tytułu mistrza świata kategorii junior ciężkiej. Do tej pory zbijał sporo kilogramów, więc może królewska waga będzie idealna dla niego. Sporo wyjaśni się po jego debiucie. Będzie ciekawie w naszej polskiej rywalizacji" - podsumował.

Dowiedz się więcej na temat: Mariusz Wach

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje