Reklama

Reklama

Mariusz Wach bardzo tajemniczy. Przeniesie karierę do Stanów Zjednoczonych?

Pięściarz Mariusz Wach odniósł cenne zwycięstwo nad Erkanem Teperem na gali w Lipsku, zdobywając wakujący pas IBF Europy Wschodniej i Zachodniej. Choć Niemiec o tureckich korzeniach był rywalem co najwyżej z bardzo szerokiej czołówki, to pokonanie wysoko notowanego pięściarza wciąż czyni z Polaka, mającego korzystny bilans walk i znakomite gabaryty, łakomy kąsek w wadze ciężkiej.

Dzisiaj rano pięściarz z Krakowa wyruszył w podróż pociągiem do Warszawy, a już jutro opuści ojczyznę, w bliżej nieokreślonym kierunku.... - W stolicy odbędę pewne rozmowy, a w środę ruszę gdzieś dalej, częściowo w roli sparingpartnera. Pędzę zebrać kolejne, cenne doświadczenie. Nie mogę jeszcze oficjalnie powiedzieć: gdzie, bo jest to bardzo ściśle tajne - puścił oko Wach, po czym dodał: - Trochę mi się zmieniło i na stare lata zrobiłem się tajemniczy (śmiech).

Reklama

Jak twierdzi, póki co wyjeżdżą "na chwilę", ale z zagadkowego tonu wypowiedzi byłego pretendenta do tytułu mistrza świata w wadze ciężkiej jasno wynika, że spodziewa się pomyślnego obrotu wydarzeń. Prawdopodobnie czeka go transatlantycki lot samolotem. - Na razie będę przebywał w Europie, ale za jakiś czas być może udam się na inny kontynent - kontynuował Wach w enigmatycznym tonie. - Coś ta moja kariera zaczyna nabierać kolorów, ale na razie nie podniecam się. W każdym razie jest opcja, że pakuję się i ruszam w świat - dodał.

Kierunek amerykański marzy się m.in. ojcu pięściarza Ryszardowi Wachowi, który lata temu był mocno zaangażowany w prowadzenie kariery swojego syna. Wach senior ciągle żywi nadzieję, aby Mariusz wrócił pod skrzydła biznesmena Mariusza Kołodzieja, który doprowadził olbrzyma do walki o mistrzowskie pasy z Władimirem Kliczką i traktował go jak swojego domownika w New Jersey.

Tyle że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że ten układ po zgrzycie już się nie powtórzy, choćby dlatego, że pochodzący z Podkarpacia Kołodziej przestał być promotorem. Odszedł zrażony postępowaniem ludzi, którzy kręcą się w tym biznesie, nie chcąc tracić nerwów na coś, co w założeniu miało być jego hobby.

Mimo rozlicznych perturbacji w karierze, łącznie z wpadką dopingową po walce z Kliczką, Wach ma świadomość, że urodził się pod szczęśliwą gwiazdą. - Czego mi życzyć? Szczęście to ja mam, gorzej ze zdrowiem - przyznał "Wiking". - Ostatnio trochę poleciał mi wzrok, dlatego sięgnąłem po okulary, ale wada jest minimalna - dodał.

Artur Gac

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje