Reklama

Reklama

Krzysztof Zimnoch: Nie załamuję się. Chcę rewanżu z Mollo

​Krzysztof Zimnoch w sobotę niespodziewanie przegrał z Amerykaninem Mikiem Mollo przez nokaut w pierwszej rundzie, ale nie załamuje się porażką. - Nie zamierzam tego bardzo przeżywać, tym bardziej, że przed nokautem miały miejsce dziwne okoliczności - powiedział w rozmowie z Interią polski pięściarz. Z porażki Zimnocha cieszył się Artur Szpilka, który od dłuższego czasu nie ukrywa swojej niechęci do boksera z Białegostoku.

Niewielu spodziewało się, że walka czołowego polskiego pięściarza wagi ciężkiej Krzysztofa Zimnocha z Mikiem Mollo skończy się tak szybko. A jednak! Starcie stoczone w ostatnią sobotę trwało zaledwie 129 sekund.

Reklama

Amerykanin w pierwszej rundzie ruszył do przodu bardzo agresywnie, zaatakował Polaka i posłał go na deski. Zimnoch za pierwszym razem zdołał wstać, ale drugi raz już się nie podniósł i na ringu w Legionowie doszło do sporej niespodzianki.

Waleczny, ale dość surowy technicznie Amerykanin, który ma na koncie m.in. porażki z Arturem Szpilką i Andrzejem Gołotą, miał być dla Zimnocha najtrudniejszym testem w dotychczasowej karierze. Niewielu spodziewało się jednak, że Polak zakończy starcie z Mollo na deskach.

32-letni pięściarz z Białegostoku nie zamierza się jednak załamywać. - Nie przeżywam jakoś strasznie tej porażki. Teraz mam kilka dni odpoczynku, a potem wracam na salę i zabieram się do roboty - zapewnia w rozmowie z Interią Zimnoch.

- Nie ma co się załamywać, tym bardziej, że na chwilę przed nokautem miały miejsce różne dziwne okoliczności... - zaznacza polski pięściarz.

O jakie dokładnie okoliczności chodzi?

Minęło prawie 80 sekund walki, kiedy pięściarze zwarli się w klinczu w okolicy narożnika ringu. Sędzia Leszek Jankowiak próbował ich rozdzielić i dał komendę "stop", po której zawodnicy powinni przestać zadawać ciosy.

Mollo tymczasem wyprowadził potężny lewy sierpowy, a pod Zimnochem ugięły się nogi.  Amerykanin natychmiast poczuł krew i niespełna minutę później było już po walce.

- Sędzia niestety mi przeszkodził. Kiedy próbował nas rozdzielić, pociągnął w dół moją prawą rękę, zrobiło się miejsce, a rywal zadał silny cios. Potem walka wymknęła się spod kontroli. Dwa nokdauny i koniec - opowiada nasz rozmówca.

Tuż po zakończeniu pojedynku zwycięstwo Mollo fetował Artur Szpilka. Popularny "Szpila" od dłuższego czasu nie ukrywa swojej niechęci do Zimnocha i otwarcie mówił przed pojedynkiem o tym, że będzie trzymał kciuki za rywala Polaka.

- Co można na to powiedzieć? W ogóle nie interesuje mnie to, co robi i mówi Szpilka. Nie zamierzam tego komentować. Życzę mu wszystkiego dobrego - uciął temat pięściarz z Białegostoku.

Zimnoch nie ukrywa, że za wszelką cenę będzie dążył do ponownego spotkania z Mollo w ringu.

- Bardzo chciałbym rewanżu i wiem, że jest on realny. Rozmawiałem we wtorek z Tomkiem Babilońskim (promotor pięściarza - red.) i dostałem zapewnienie, że on także będzie starał się doprowadzić do takiej walki - mówi polski pięściarz.

- Teraz chcę zapomnieć o sobotniej porażce i patrzę w przyszłość. Oby tylko udało się zorganizować rewanż. To jest dla mnie najważniejsze - zakończył Zimnoch.

Autor: Bartosz Barnaś

Dowiedz się więcej na temat: Krzysztof Zimnoch | Mike Mollo | Artur Szpilka | Tomasz Babiloński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje