Reklama

Reklama

Krzysztof Zimnoch: Nawet przez moment nie zwątpiłem

- Nawet przez moment nie zwątpiłem - stwierdził bokser wagi ciężkiej Krzysztof Zimnoch, który z powodu kontuzji nie walczył od dwóch lat. W 2007 roku, podczas amatorskich MŚ, pokonał Amerykanina Deontaya Wildera, obecnego zawodowego czempiona WBC.

Co? Gdzie? Kiedy? Bądź na bieżąco i sprawdź Sportowy Kalendarz!

Reklama

Powrót na ring Zimnocha zaplanowany jest 17 października na gali Underground Boxing Show w... kopalni soli w Wieliczce. W Komorze Warszawa, 125 metrów pod ziemią, będzie rywalizował z Nigeryjczykiem Gbengą Oloukunem, niedawnym rywalem Mariusza Wacha czy Marcina Rekowskiego. Co ciekawe, poprzedni pojedynek Zimnoch stoczył w tym samym miejscu jesienią 2013 roku, a pokonał wówczas olimpijczyka z Sydney Artura Binkowskiego.

- Przez te dwa lata zmagałem się z poważnymi kontuzjami obu barków, mnóstwo czasu spędziłem w gabinetach lekarskich, ale nawet przez moment nie zwątpiłem. Nie było żadnego kryzysu, żadnego rozmyślania o końcu ze sportem. Moim celem był powrót do pięściarstwa i to się udało. Nic na siłę nie przyspieszałem, rehabilitacja była długa, ale przebiegła prawidłowo. Dziś jestem gotowy do walki na maksymalnych obrotach - powiedział Zimnoch.

32-letni bokser grupy Konspol Babilon Promotion od kilku tygodni przygotowuje się w Londynie. Wcześniej trenował w Białymstoku, a sport łączył z pracą zawodową.

- To się zmieniło, w Anglii interesują mnie tylko ciężkie treningi, do tego ze znakomitym fachowcem CJ Husseinem. Wreszcie mogę popracować z trenerem z prawdziwego zdarzenia, który oddałby serce za mnie. Nie ukrywam, że kilka dni po gali w Wieliczce wracam do Londynu. To jest szkoleniowiec, który od dawna dopytywał, kiedy przyjedzie do niego Zimnoch, kiedy będzie mógł mi pomoc. Wierzy we mnie, że jestem w stanie osiągnąć sukces w kategorii ciężkiej. A ja o moich planach na razie głośno nie będę mówił, przede wszystkim chcę w końcu wyjść na ring i pokonać Oloukuna - stwierdził.

Zimnoch czasem wraca wspomnieniami do wygranej potyczki amatorskiej z Wilderem, obecnie jedną z gwiazd boksu zawodowego w królewskiej wadze.

- Pojawiają się myśli co byłoby, gdyby... Ale nie ma co gdybać, moja kariera potoczyła się inaczej, lecz nie wszystko stracone. Daję sobie trzy lata na duże wyzwanie. I nie zamierzam się przechwalać czy wywyższać. Wiem na co mnie stać, wiem jak wygląda teraźniejszość w moim wykonaniu. Podkreślam jednak, że najważniejsza jest Wieliczka. Dwa lata to długi okres czasu, zobaczymy jak będę wyglądał po takiej przerwie - dodał.

Jak - zdaniem Zimnocha - wygląda aktualnie sytuacja w polskiej kat. ciężkiej? - Najwyżej w rankingu jest Artur Szpilka, ale wierzę, że za jakiś czas to ja będę numerem jeden. Nie ma dla mnie różnicy, z kim będę boksował, jestem gotów rywalizować też z rodakami. Jest kilka interesujących nazwisk. Adamek? Niestety, Tomek jest coraz starszy, co ma przełożenie na jego formę. Wciąż to dobry bokser, ale do pamiętnej walki ze Szpilką nie był przygotowany - ocenił Zimnoch, który w Londynie miał okazję sparować m.in. z Dereckiem Chisorą, byłym pretendentem do tytułu mistrza świata.

Dowiedz się więcej na temat: Krzysztof Zimnoch

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje