Reklama

Reklama

Krzysztof Szot: Powinienem zostać mistrzem świata w 2001 roku

- Żałuję, że w 2001 roku nie zostałem mistrzem świata. Może to uda się moim synom albo podopiecznym z reprezentacji kadetów – powiedział ośmiokrotny z rzędu mistrz Polski w boksie Krzysztof Szot, wychowanek jedynego polskiego mistrza globu amatorów Henryka Średnickiego.

Szot pochodzi z miejscowości Postęp w gminie Koziegłowy (województwo śląskie), a pięściarstwa uczył się w LKS Myszków pod okiem Średnickiego. Jego wyuczony zawód to rzeźnik, stąd łączenie sportu z pracą w masarni.

"Życie nigdy mnie nie rozpieszczało, w wieku 16 lat nie miałem już rodziców. Najpierw zmarł ojciec, który w naszej miejscowości został uderzony butelką w głowę, przyjechał zakrwawiony do domu, położył się spać i już się nie obudził. Mama pracowała po 12 godzin dziennie u prywaciarza przy butach, ale i tak ledwo wiązaliśmy koniec z końcem. Dwa dni przed wigilią została śmiertelnie potrącona przez samochód. Nas, troje dzieci, wzięła do siebie kochana babcia i wychowała na dobrych ludzi. Dziś jestem szczęściarzem, mam dom, a w nim kochaną żonę i dzieciaki, wszyscy są zdrowi, a ja pracuję jako trener reprezentacji Polski kadetów" - stwierdził.

Od 2000 do 2007 roku był nieprzerwanie mistrzem kraju seniorów, zdobywając pięć tytułów w kategorii piórkowej (57 kg) i trzy w lekkiej (60 kg).

"W tym czasie nie przegrałem z nikim z rodaków, a za rywali w finałowych walkach miałem dobrych zawodników, jak brązowi medaliści mistrzostw Europy Andrzej Liczik i Marcin Łęgowski. Wygrywałem z wieloma świetnymi rodakami, na czele z byłym wicemistrzem świata i kontynentu Robertem Cibą. Zwyciężałem także cztery razy w mocno obsadzonym turnieju im. Feliksa Stamma" - przyznał Szot.

Nigdy nie powiodło mu się w mistrzowskich imprezach międzynarodowych, nie zakwalifikował się także na igrzyska, chociaż miał na koncie zwycięstwo m.in. nad dwukrotnym mistrzem olimpijskim (2004, 2008) Rosjaninem Alesiejem Tiszczenko podczas Memoriału Stamma.

"Żałuję, że w 2001 roku nie zostałem mistrzem świata, bo wtedy moja kariera na ringach olimpijskich inaczej by się potoczyła. A tak mówiło się, że jestem dobrym bokserem, więc może powiedzie się za rok, może za dwa... Wtedy w Belfaście wygrałem z mistrzem Europy juniorów Ukraińcem Jewgienijem Kibaliukiem i Grekiem Borisem Georgadisem, a o medal przegrałem z najsłabszym z przeciwników Szwedem Majidem Jelilim. Po każdym poprzednim pojedynku zbijałem po 3 kg do limitu 57 kg i w końcu organizm poczuł się chyba zbytnio eksploatowany. Mnie się nie udało, ale może wielkie sukcesy osiągną moim synowie albo podopieczni z reprezentacji kadetów" - ocenił pięściarz, który ma na koncie trzy medale mistrzostw Unii Europejskiej.

Od ponad roku szkoli kadrę narodową, początkowo miał zawodników z roczników 2003 i 2004, a od tego sezonu zostali ci drudzy i urodzeni w 2005 roku. W opinii ekspertów, bardzo dobrze zapowiadającym się bokserem jest 16-letni Oliwier. Z kolei Oskar ma dopiero 13 lat.

"Obiektywnie patrząc, ja miałem takie umiejętności jak Oliwier kilka lat później. Już teraz nie miałbym szans z nim w walce sparingowej. Cieszy mnie, że jest uznawany za najlepszego obecnie polskiego kadeta bez podziału na kategorie wagowe. Szkoda byłoby, gdyby w tym roku z powodu koronawirusa nie odbyły się mistrzostwa Europy w jego grupie wiekowej. A co do oceny Oskara, na razie się wstrzymam, jest młodszy o trzy lata od Oliwiera, czasem ciężko go zaciągnąć na trening, a jak już przyjdzie to daje z siebie wszystko i też widać, że ma talent. Poza tym, co istotne, oni mają lepsze warunki, jak mówiłem ja jako dzieciak straciłem rodziców i brakowało perspektyw na dorosłe życie" - podkreślił.

W reprezentacji "Biało-Czerwonych" z Szotem współpracuje m.in. Ludwik Buczyński, który był jego szkoleniowcem w seniorskiej kadrze narodowej na początku tego stulecia.

"Chciałbym wraz z całym Polskim Związkiem Bokserskim dźwignąć nasz ukochany sport. Marzy mi się złoty medal na olimpiadzie któregoś z chłopaków mających dziś po 15-17 lat. Naszemu pięściarstwu potrzebne jest taki idol, jakim był i jest Adam Małysz w skokach narciarskich" - podsumował trener.

Reklama


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje