Reklama

Reklama

Krzysztof Głowacki: Marzeniem jest jednak rewanż z Briedisem

- Jestem przekonany, że to, co wykonaliśmy w Zakopanem jak zwykle zaprocentuje nam w kolejnych kilku miesiącach - tak zakończony w piątek jedenastodniowy obóz w Zakopanem ocenił Fiodor Łapin, trener zawodowej grupy bokserskiej KnockOut Promotions. Na obozie trenował m.in. Krzysztof Głowacki, który liczy na rewanżową walkę z Mairisem Briedisem.

Na kolejnym już tego typu zgrupowaniu w zakopiańskim "Nosalowym Dworze" przebywali: dwukrotni mistrzowie świata - Krzysztof Głowacki (31-2, 19 KO) i Krzysztof Włodarczyk (57-4-1, 39 KO), aktualny mistrz Europy Kamil Szeremeta (20-0, 4 KO), Fiodor Czerkaszyn (13-0, 8 KO), Marek Matyja (16-1-2, 7 KO), Damian Kiwior (5-1-1) oraz Adam Balski (13-0, 8 KO).

Reklama

Łapin określił przebieg zgrupowania jako tradycyjny, ale bez górskich eksperymentów. "Bo po co narażać się na kontuzję, gdy można zrobić marszobieg znanymi, ale mocno wymagającymi szlakami typu Kasprowy Wierch czy Giewont. W sumie były to trzy-czterogodzinne trasy po 15-20 km co drugi dzień".

Dodał, że pogoda dopisała, więc plan w tym zakresie został wykonany w pełni, a jedynym problemem bywali turyści. "To taki czas, że jest ich w Tatrach dużo. Większość nas pozdrawiała i szybko ustępowała miejsca, ale część prośby puszczała mimo uszu, co np. wybijało z rytmu i powodowało trochę nerwowe sytuacje, bo na takim zmęczeniu ryzyko urazu przy gwałtownym omijaniu jest większe" - wyjaśnił szkoleniowiec.

Cel obozu, to przygotowanie do pracowitej jesieni, ale szczegóły walk nadal owiane są tajemnicą. "Daty i miejsca są dopiero finalizowane, to jest w gestii promotorów, a my po prostu pracujemy tak, aby być w każdym momencie gotowym. Mogę jedynie powiedzieć, że Szeremetę czeka najprawdopodobniej wyjazd do USA, Głowacki być może powalczy w połowie grudnia, ale to wszystko dopina jedyny człowiek, który w Polsce może takie sprawy załatwić czyli Andrzej Wasilewski" - podkreślił Łapin.

Pytany o pojedynki kolejnych swoich podopiecznych szkoleniowiec powiedział, że również nie może zdradzić szczegółów.

"Włodarczyk czeka na swoją szansę. Planujemy, że  najprawdopodobniej stanie się to 30 listopada w Zakopanem, ale kto będzie zainteresowany, aby zaboksować z tak uznanym mistrzem, to się okaże" - zastrzegł.

Pozostali być może wystąpią już na gali w październiku. "Kiwior walka 6-8 rund, a Matyja może - ponieważ oba obozy są niezadowolone z wyniku - rewanż z Pawłem Stępniem (12-0-1, 11 KO), z którym zremisował na lipcowej gali w Rzeszowie, ale jak mówiłem - zobaczymy jak to się wszystko ułoży".

Są też oczywiście pewne plany co do Czerkaszyna i Balskiego. "Chciałbym, żeby Fiodor dostawał coraz lepszych przeciwników, ponieważ on szybko w swoim rozwoju idzie w górę, więc musimy mu podnosić poprzeczkę. Adam to niewątpliwy talent i jestem zadowolony, że właśnie do nas dołączył. On wnosi do grupy świeżość, jest mocno zadziorny, lubi boksować i bardzo ciężko pracować, a to dla mnie jest najważniejsze".

Balski to dojrzały zawodnik, czy to nie utrudnia pracy? "On doskonale wie, że popełnia błędy i bardzo chce je poprawić, więc mam nadzieję, że będzie się szybko uczył" - podkreślił trener, dodając, że to mimo wszystko nie będzie łatwe zadanie.

"To żmudna praca polegająca na tysiącach powtórzeń przed lustrem i kolejnych na tarczy i przyrządach. Bardzo nielubiana, ale najbardziej skuteczna" - zaznaczył.

Szkoleniowiec chwalił doskonałe warunki treningowe i bytowe. "Dzięki temu jestem przekonany, że to co wykonaliśmy w Zakopanem zaprocentuje nam w kolejnych kilku miesiącach. Teraz trzeba to tyko utrzymać, a kolejne kroki to przygotowania już pod konkretne walki" - podsumował Łapin.

Paweł Gaster odpowiedzialny za przygotowanie fizyczne pięściarzy uzupełnił, że główne, takie jak w Zakopanem zgrupowania, mają swój konkretny rytm.

"Około siódmej pobudka, potem ważenie, bo treningi są solidne, a każdy ma inną utratę kalorii, godzinkę później śniadanie. Potem trening, powrót, obiad i drugie zajęcia. One są uzależnione od tego co wykonaliśmy na pierwszym, bo np. inaczej jest po siłowni, a inaczej po 3-4 godzinnym marszobiegu w górach" - wyjaśnił.

Zapytany, jak zawodnicy mieli zaplanowane wieczory powiedział, że po krótkim odpoczynku była kolacja, a potem... zazwyczaj marzenie o porządnym wyspaniu się.

"Jestem tu prawie dekadę i naprawdę wiem, że w zawodowej grupie, która zna swój cel i nie boi się najcięższej pracy nie ma nikogo, kto chciałby podczas obozu wieczorem ruszyć w miasto. Zmęczenie oczywiście też robi swoje, bo na takim obozie nie ma, że boli, że jestem wykończony, czy bierze mnie choroba, bo jak chce się powalczyć o pas mistrza świata w Madison Square Garden to trzeba zacisnąć zęby i harować. Na zabawę będzie czas potem".

Tylko dwóch zawodników z tego grona pracowało odrobinę mniej. "Nazwał bym to nawet taką trochę regeneracją, ponieważ Głowacki i Włodarczyk są po walkach, przed którymi przeszli ultra ciężkie przygotowania. Np. Głowacki na obozie w Hiszpanii przebiegł po górach ponad 26 km w 4,5 godziny, a do tego doszły walki na czterech sparing-partnerów. Poza tym oni jako doświadczeni zawodnicy potrzebują znacznie mniej niektórych zajęć" - tłumaczył Gaster.

Potem już tylko pozostaje utrzymanie dyspozycji tak, aby po poznaniu nazwiska przeciwnika ruszyć do przygotowań pod kątem tej walki. "Po tym zgrupowaniu dla wszystkich będzie tydzień lekkich około 40-minutowych treningów, no a potem na hasło naszego promotora ruszamy do pracy koncentrującej się wyłącznie na tych konkretnych pojedynkach" - zakończył Gaster.

Włodarczyk wróci prawdopodobnie na ring 30 listopada w Zakopanem. W marcu kontuzjowany walczył i pokonał na punkty Alexandru Jura, miesiąc później przeszedł operację lewej dłoni oraz zabieg przywracający sprawność lewemu kolanu, teraz był na - jak to określił - fajnym zgrupowaniu, ale...

"Mam tu zawsze jakiegoś "farta", bo zawsze mi się coś tu dzieje - jak nie jakaś kontuzja, to porządne przeziębienie, a tym razem przed przyjazdem tutaj miałem dwumiesięczny przestój. Moim zadaniem było więc tylko złapanie początku formy. Na jej wyżyny zacznę wchodzić już w Warszawie" -  powiedział dwukrotny mistrz świata wagi cruiser.

W stolicy polskich Tatr mógł jedynie wykonywać niektóre zadania. "Troszkę wchodziłem w góry i ćwiczyłem technikę na sucho. To chodzenie służyło głównie wadze, ponieważ przekroczyłem 100 kg i teraz trzeba ten tłuszczyk zamienić w energię niezbędną do cięższej pracy" - wyjaśnił.

Włodarczyk czuje już potężny głód walki. "Cieszy fakt, że mogę już operowaną ręką uderzać, czuję ją oczywiście, ale mam nadzieję, że wszystko się leczy jak należy. Trzeba tylko czasu i cierpliwości, o co trudno, bo czasu dużo nie ma. Wrzesień będzie wybitnie ciężki. Muszę chociażby zrzucić wagę i wejść w odpowiedni rytm oddechowy" - wyliczał.

Podczas listopadowej gali w "Nosalowym Dworze" Włodarczyk ma wystąpić w walce wieczoru. "Są właściwie dwa terminy czyli październik i listopad, ale tak naprawdę do końca nie wiem kiedy i z kim. Moja obecna pozycja sprawia, że z promotorami staramy się, aby każda kolejna walka była o pas mistrza świata lub przynajmniej pretendowała do tego trofeum".

"Diablo" boksował w Zakopanem w październiku ubiegłego roku i wygrał przez techniczny nokaut z Alem Sandsem.

Głowacki także był zadowolony z pobytu w górach.

"Tu zawsze wykonywana jest fajna praca, która daje podstawy na cały sezon, ale tym razem zakłócił ją drobny wypadek, któremu uległem we wtorek i to poza sportowo, bo podczas nakręcania programu telewizyjnego. Skręciłem trochę kostkę, ale myślę, że to nic poważnego" - wyraził nadzieję.

Pięściarz musiał jednak wcześniej opuścić zgrupowanie, aby w stolicy wykonać badania, które pokażą na ile poważny jest to uraz. Jest to tym istotniejsze, że dwukrotny mistrz świata wagi junior ciężkiej ma szansę, aby po raz trzeci w zawodowej karierze sięgnąć po ten tytuł.

"Nie ma dokładnej daty walki, a co do nazwisk, to oczywiście w grę wchodzi ktoś z pierwszej piętnastki World Boxing Organization (WBO), ale to już Federacja wybierze mi przeciwnika. Marzeniem jest jednak rewanż z Briedisem" - podkreślił.

Pas mistrzowski WBO w jego kategorii należy aktualnie do Mairisa Briedisa (25-1, 18 KO). Łotysz w czerwcu w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach odebrał ten tytuł Głowackiemu, jednak po proteście wniesionym przez promotorów pięściarza z Wałcza WBO przyznała, że Polak zasługuje na rewanż.

Briedis ma stoczyć walkę 14 grudnia w finale turnieju World Boxing Super Series z Yunierem Dorticosem (24-1, 22 KO). Trofeum byłyby pasy mistrzowskie WBC oraz IBF.

Głowacki miałby zmierzyć się ze zwycięzcą starcia Briedis - Dorticos w ciągu 90 dni od daty ich walki.

W Zakopanem trenował także Czerkaszyn, który w lipcu na gali w Rzeszowie pokonał jednogłośnie na punkty Australijczyka Wesa Cappera (20-3-1, 12 KO). Przyznał, że czuje się trochę zmęczony, ale praca wykonana na obozie praca daje mu dużo satysfakcji.

"To mój trzeci wspaniały obóz w "Nosalowym Dworze" i wciąż wielka radość, że mogę tu w Polsce pod okiem tak świetnego trenera jak Fiodor Łapina rozwijać swoje umiejętności. Na Ukrainie nie było takich szans. Harówka była, ale powiem tak - lato jest fajne, gorzej było zimą w śniegu po pas, gdy ćwiczyliśmy nie tylko mięsnie i krew, ale głownie charaktery" - przypomniał styczniowe treningi pięściarz.

On także ma walczyć w "Nosalowym Dworze" 30 listopada. "Chcę stoczyć dwie walki w tym roku, także pod koniec października lub w grudniu. Z kim i dokładnie kiedy nie wiem, ale w sumie to nie bardzo chciałbym walczyć przeciwko polskim pięściarzom, wolałbym raczej osiągać sukcesy oraz iść wyżej w rankingach dzięki wygranym z tymi zza granicy" - podkreślił Czerkaszyn.

Autor: Joanna Chmiel

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje