Krzyk zakonnicy. Gołota był bezlitosny. Natychmiastowy nokaut na Michalczewskim
Górska wyprawa Andrzeja Gołoty, krzyk zakonnicy i riposta dotycząca Niemiec. Brzmi jak splot niezwiązanych ze sobą haseł, prawda? A wszystko łączy się w jedną anegdotę, którą opowiedział niegdyś Marcin Najman. Dotyczy ona - poza Gołotą - także innego polskiego giganta boksu - Dariusza Michalczewskiego. To w niego wymierzona została nokautująca odpowiedź jego byłego oponenta.

Andrzej Gołota i Dariusz Michalczewski to dwie żywe ikony polskiego boksu. Choć obaj skradli serca polskich fanów, byli zupełnie inni. A powiedzieć, że ich relacje nie były idealne, to jak nie powiedzieć nic.
Wpływała na to między innymi ich wzajemna walka o to, kto wywalczy sobie przywództwo i rolę lidera w kadrze. Dlatego też pomiędzy Gołotą i "Tigerem" niejednokrotnie iskrzyło. Choć teraz te niesnaski to już przeszłość.
W minionym roku nasi wybitni niegdyś pięściarze mieli okazję spotkać się na Stadionie Śląskim przy okazji piłkarskiego meczu legend Polska - Brazylia. A wówczas fani boksu mogli zobaczyć w sieci obrazki, na które czekali przez dekady.
- Ostatni raz widzieliśmy się we Frankfurcie w '95. Kiedyś walczyliśmy, dziś wspominamy. Czas leci, legenda zostaje - napisał w mediach społecznościowych Dariusz Michalczewski, publikując wspólne zdjęcie ze swoim byłym oponentem.
Gołota znokautował ripostą Michalczewskiego. Anegdota Najmana z zakonnicami
Dość zabawną anegdotę dotyczącą obu wspomnianych fighterów opowiedział niegdyś w studiu "Kanału Sportowego" Marcin Najman. Cała historia rozegrała się podczas jego wspólnej górskiej wyprawy z Andrzejem Gołotą, który został pomylony przez zakonnice właśnie z "Tigerem", a w odpowiedzi posłał ripostę, wbijając przy tym ostrą szpilę w Michalczewskiego.
Szliśmy z Andrzejem Gołotą na Nosal. Mijają nas siostry zakonne i jedna z nich krzyczy: "Ojejku, pan Michalczewski". A Andrzej się obraca i z takim poważnym wzrokiem: "Siostro, a czy ja mówię po niemiecku?"
I dodał: - Grubo było, grubo było. Ale to jest absolutnie autentyczna historia. I to nie ja powiedziałem, żeby była jasność.
Słowa Gołoty nawiązują oczywiście do życiorysu Dariusza Michalczewskiego, który w 1988 roku wyjechał z kraju, by szukać szczęścia w Republice Federalnej Niemiec. Znalazł je i to właśnie na terytorium naszych zachodnich zaczął święcić sukcesy, tocząc później swoje największe walki. Dlatego też - o czym wspominał w wywiadach - niektórzy nazywali go "Niemcem". W końcu jednak wyszedł do ringu także w Polsce, przy "Mazurku Dąbrowskiego". Później zrobił to samo także w Niemczech.















