Królewski Kraków w miejsce Legii. Kompletny zwrot akcji. "Nie ma szans"
Mecz otwarcia w głównej hali Wisły Kraków przy ulicy Reymonta, debiut w drugim sezonie reaktywowanych po 21 latach rozgrywek, a wszystko pod nową marką Królewski Kraków. Do grona ośmiu zespołów Polskiej Ligi Boksu, w miejsce Legii Warszawa, wchodzi podmiot, założony w Małopolsce między innymi przez wiceprezesa PZB Piotra Snopkowskiego. W rozmowie z Interią opowiada on o nowym, pięściarskim rozdziale, zainaugurowanym w Filharmonii Krakowskiej.

W środę 18 marca ruszył drugi sezon wielkiego projektu pod nazwą Polska Liga Boksu. Przed rokiem, z wielką pompą, reaktywowano rozgrywki, przy których światło zostało zgaszone z końcem 2004 roku. Wszystko urwało się wraz z finiszem prezesury ówczesnego sternika PZB, Czesława Ptaka. Jego następca, Adam Kusior, stworzył turniej w formacie Grand Prix, ale ligi już nie było.
Królewski Kraków w miejsce Legii Warszawa. Tło wydarzeń
I wszystko byłoby pięknie, gdyby numeru nie wywinęła Legia Warszawa. Szefowie stołecznej sekcji nie udźwignęli ciężaru startów i po sezonie, z pozycji mistrza Polski, wycofali się z rozgrywek, które z trudem dokończyli. O tej wielopłaszczyznowej katastrofie Interia porozmawiała z prezesem KB Legia Robertem Mateusiakiem.
W miejsce "Wojskowych" do liczących osiem zespołów rozgrywek wchodzi Stowarzyszenie Sportowe Królewski Kraków. Założycielami klubu są Piotr Snopkowski oraz Paweł Nostkiewicz, a ważną postacią jest także Mateusz Matyja. O dynamice wydarzeń, która wcale nie musiała odbyć się kosztem stołecznej Legii, w rozmowie z Interią opowiada Piotr Snopkowski, jednocześnie członek zarządu Polskiego Związku Bokserskiego.
- Już rok temu były prowadzone rozmowy przede wszystkim z Januszem Koziołem, czyli pełnomocnikiem prezydenta miasta Krakowa, który jest człowiekiem sportu i przyjacielem boksu. Pomaga nam od wielu lat chociażby w organizacji turniejów o "Złotą Rękawicę Wisły". Jednak rok temu nie weszliśmy do ligi, bo po prostu nie było na to funduszy - jasno stawia sprawę były zawodnik, a obecnie trener i działacz.
- Były nawet zakusy, aby powstała druga liga. I my już wtedy zgłosiliśmy akces do przystąpienia, ale okazało się, że prawdopodobnie Legia nie zostanie w rozgrywkach. Dlatego zaczęliśmy tworzyć drużynę i pozyskiwać pieniądze na to, by sprostać wymaganiom ekstraklasy. Gdyby Legia została, wówczas rozszerzylibyśmy rozgrywki do dziewięciu drużyn. Jednak po około dwóch tygodniach dostaliśmy sygnał, że Legii nie będzie, a PLB nadal będzie liczyła osiem zespołów. W tym momencie mocno zakasaliśmy rękawy - relacjonuje Snopkowski.
Działaczom, przynajmniej na papierze, udało się zbudować całkiem mocny zespół. Będą go tworzyli zawodnicy z całej Polski, w tym oczywiście z Małopolski, ale także zagraniczni.
- Naszym najlepszym pięściarzem jest Adam Tutak, medalista Pucharu Świata, ale także mamy chłopaków z lokalnych klubów. Takich jak Ilia Bader, bracia Mateusz i Szymon Pawłowscy z Nowohuckiego Klubu Bokserskiego oraz Nikolas Królikowski z BBB Serca Krakowa. Z kolei z Legii przyszło dwóch fajnych zawodników, bracia Jakub i Paweł Sulęccy. Do tego mamy dobrego chłopaka z Wrocławia Aleksandra Soję, młodzieżowego medalistę mistrzostw Polski - wymienia działacz z Małopolski.
Snopkowski nie ukrywa, że budżet jest wyzwaniem. - Generalnie ta liga to jest poważne wyzwanie, przede wszystkim właśnie finansowe.
Jak nam wyjawił, konieczne zaplecze finansowe, by podołać rozgrywkom przez pełny sezon, jest niemal siedmiocyfrowe. - Kwota zbliża się do miliona złotych.
Drugiej Legii nie będzie. "Złożyliśmy deklarację"
Jednocześnie wraz z Pawłem Nostkiewiczem mówią jednym głosem, że nie powtórzą losów Legii. Czyli nie zdarzy się tak, że sytuacja ich przerośnie i w którymś momencie będą zmuszeni do wywieszenia białej flagi.
- Nie ma szans - zgodnie zapewniają. - Złożyliśmy deklarację, że jesteśmy gotowi sprostać temu wyzwaniu i tak będzie - dodają. A jednocześnie kłaniają się Polskiemu Związkowi Bokserskiemu: - Związek bardzo pomaga, bez niego ciężko byłoby to wyzwanie uciągnąć w jakikolwiek sposób. Przy meczach telewizyjnych PZB praktycznie całkowicie bierze na siebie organizację, bo do tego potrzebny jest specjalny anturaż - mówi Snopkowski.
A dlaczego nie zdecydowano się zgłosić do ligi pod nazwą jednego z najmocniejszych brandów w Małopolsce, czyli na przykład Wisły lub Hutnika Kraków.
- Chcieliśmy nasze środowisko bokserskie trochę połączyć, by każdy mógł w tym klubie wystartować. Paweł i Mateusz sami także nie są związani z krakowskimi klubami, a chcieli też coś stworzyć - mówi wiceprezes PZB.
Nieoficjalnie słyszymy, że chodzi także o animozje między klubami. Gdyby przykładowo marką była Wisła, to starty niektórych zawodników byłyby źle widziane. Nie tylko z Krakowa, ale na przykład tych pozyskanych spoza stolicy Małopolski.
Dzięki temu pojawia się możliwość, aby zespół rozgrywając tzw. mecze domowe mógł występować w różnych miejscach. I tak będzie, Królewski Kraków nie posiada jednej, stałej lokalizacji.
- Inaugurujemy rozgrywki w hali Wisły, ale na pewno też wystąpimy na Hutniku, a nawet w XXX LO w Krakowie, które ma fantastyczną infrastrukturę. Mamy również plan organizować mecze w miejscowościach, takich jak Myślenice, Dobczyce, Wieliczka czy Skawina - twierdzi Snopkowski.
Plany są na tyle śmiałe, że choćby Filharmonia Krakowska, gdzie odbyła się inauguracyjna konferencja prasowa, także mogłaby stanąć się sceną dla ringu, zaś wygodne fotele widownią dla kibiców. - A dlaczego nie? Mamy naprawdę ambitne plany - zapowiada Snopkowski, przy okazji wskazując, że pełniący funkcję dyrektora Filharmonii im. Karola Szymanowskiego w Krakowie Mateusz Prendota jest człowiekiem boksu. - To też jest pięściarz, teraz zdał kurs instruktora boksu. Więc wszystko jest możliwe - mówi nasz rozmówca.
W premierowym meczu Królewski Kraków podejmie RKB Wisłok 1995 Rzeszów. Do spotkania dojdzie 21 marca w głównej hali Wisły Kraków, początek walk o godz. 18. Bilety ustalono na kwotę 20 złotych.
Artur Gac, Interia












