Koszmar Legii. Polski gigant za burtą rozgrywek. Trener rywali reaguje
- Legia sama przeszarżowała, była bardzo źle zarządzana i bardzo mocno przeszacowała finansowo. Tylko i wyłącznie winą Legii jest to, że nie bierze udziału w drugim sezonie. Nie winą Ligi, nie winą innych klubów, ani nie winą prezesa związku. Tylko i wyłącznie ludzie z Legii sami mogą mieć do siebie pretensje i powinni odpowiedzieć za to, co się stało - mówi w rozmowie z Interią Jerzy Galara, trener i kierownik drużyny Golden Team Nowy Sącz, wchodzący w skład rady Polskiej Ligi Boksu.

Artur Gac, Interia: Rusza drugi sezon Polskiej Ligi Boksu, znów z waszym udziałem, ale bez mistrza kraju, Legii Warszawa. Jak na to patrzysz?
Jerzy Galara, trener Golden Team Nowy Sącz: - Legia sama jest sobie winna, bo przeszarżowali budżetowo. My nie obiecywaliśmy gruszek na wierzbie zawodnikom i nie wydawaliśmy pieniędzy na lewo i prawo. Każda złotówka była przeliczana, każda złotówka była analizowana i dlatego dowieźliśmy do końca sezon i startujemy w drugim sezonie. Robiliśmy tak, jak powinno się robić w biznesie, czyli zwracać uwagę na koszty funkcjonowania. A jeżeli ktoś szarżował, bo za wszelką cenę miał ambicje na to, żeby być mistrzem Polski, no to zostali mistrzem Polski. Tylko jakim kosztem? Takim, że dzisiaj nie mają ligi.
To w ogóle historia, od strony etycznej i moralnej, bardzo wątpliwa. Klub przeszacował, ale zbudował mocną drużynę, która do pewnego momentu była nie do zatrzymania. Tytuł mistrza Polski wygrał kosztem innych drużyn, między innymi wam zadając porażki w meczach, co wywoływało często niepowetowane straty, bo wygranie z "Wojskowymi" medialnego meczu mogłoby zachęcić potencjalnego sponsora. Patrząc na to, co się stało, Legia zdobyła tytuł za cenę strat dla wszystkich innych zespołów.
- Ja myślę, że zdobyli tytuł mistrza Polski, bo byli najmocniejsi, zdecydowanie najmocniejsi. W tamtym momencie mieli najmocniejszy skład, oparty o kadrę Polski i to nie podlega dyskusji. W pierwszej części sezonu tak naprawdę nie było szans z nimi wygrać, bo mieli samych topowych zawodników, którym zagwarantowali i obiecali duże pieniądze, a chłopaki w to po prostu poszli. Jak to się później potoczyło, pokazał koniec sezonu.
- Natomiast ja chciałbym tutaj zaznaczyć, że od strony Ligi wszystkie zobowiązania, które mieliśmy jako kluby dogadane, zostały skrupulatnie rozliczone. I każdy dostał to, co miał obiecane, czyli pieniądze i różnego rodzaju gratyfikacje. Więc tutaj Legia sama przeszarżowała, była bardzo źle zarządzana i bardzo mocno przeszacowała finansowo. Tylko i wyłącznie winą Legii jest to, że nie bierze udziału w drugim sezonie. Tylko i wyłącznie Legii winą! Nie winą Ligi, nie winą innych klubów, ani nie winą prezesa związku. Nikogo to nie jest wina, tylko i wyłącznie ludzie z Legii sami mogą mieć do siebie pretensje i powinni odpowiedzieć za to, co się stało.
Legia zadała niezwykle bolesny wizerunkowo cios w Ligę. To jest sytuacja absolutnie niewytłumaczalna i anormalna, żeby mistrz Polski i jedna z najmocniejszych sportowych marek w Polsce, w takich okolicznościach, po jednym sezonie, wycofywała się z rozgrywek tyle co reaktywowanej po 21 latach przerwy Ligi.
- Tak, zdecydowanie to jest cios dla Polskiej Ligi. Dlatego Polska Liga i my ją tworzący, czyli ludzie w jej radzie, powinni mówić o tym głośno: nie ma Legii w drugim sezonie Ligi dlatego, bo sama Legia jest temu winna.
- Nikt inny. Nie sponsorzy, którzy nie chcą sponsorować, nie ludzie, którzy są w oddali, nie Liga, tylko Legia i ludzie nią zarządzający. Przeszacowali, przeszarżowali i się skończyło. To jest dokładnie tak samo jak w biznesie, jeżeli masz firmę to, zakładaj ją z głową. Czyli rozkręcaj i powolutku ją buduj, a nie zaczynaj od razu od milionowych inwestycji. Oni chcieli od milionowych, dlatego się wywrócili.
I to wywrócili się w sposób spektakularny.
- Dokładnie tak. Więc tutaj nie ma innej historii, a Liga trwa nadal. Dodałbym wspaniałą reakcję prezesa, który w kuluarach już wiedział, że może być problem z Legią, dlatego były rozmowy z innymi klubami. I myślę, że taki klub, jak powstały na potrzeby Ligi Królewski Kraków, będzie godnie zastępował Legię Warszawa. To też jest bardzo duże miasto, bardzo duża ekipa, bardzo fajna ekipa, w dodatku na moim podwórku, czyli w Małopolsce, mamy drugi klub w rozgrywkach. I twierdzę, że na pewno dodadzą kolorytu.
Zasiadasz w jakimś ciele przy Polskiej Lidze Boksu?
- W jej ramach mamy Radę Ligi, do której wchodzą przedstawiciele poszczególnych klubów. Każdy klub ma swojego przedstawiciela w tej Radzie. Radę tworzy osiem osób plus jedna neutralna. I to my podejmujemy decyzje dotyczące regulaminów oraz tego, co się dzieje w Lidze.
W takim razie z pewnością będziesz miał doskonałą wiedzą w sprawie nagród finansowych dla medalistów w premierowym sezonie. Prezes Legii Robert Mateusiak mówi, że dla mistrza, wicemistrza i trzeciego zespołu rzekomo obiecano kolejno 150, 100 oraz 50 tysięcy złotych ("Dostaliśmy równe zero złotych. I od razu chcę uściślić. W regulamin była wpisana tylko nagroda finansowa, ale bez podanej kwoty. Niemniej na spotkaniu z prezesami i przedstawicielami wszystkich klubów oraz władzami Polskiego Związku Bokserskiego była deklaracja ze strony prezesa związku" - fragment wypowiedzi prezesa Legii w rozmowie z Interią).
- Nie było czegoś takiego.
To znaczy?
- Ustaliliśmy, jako Rada Ligi, że nie ma żadnych nagród. Był pomysł nagród, natomiast my jako kluby nie zgodziliśmy się na nagrody. Wiedzieliśmy, że pierwszy sezon jest sezonem rozruchowym i chcieliśmy pokazać się marketingowo z najlepszej strony. Nie chcieliśmy, żeby do rywalizacji weszły niezdrowe zasady, a duże nagrody pieniężne mogłyby to spowodować.
Prezes Legii twierdzi co innego.
- W pełni świadomy mówię, że jest to nieprawda. Na żadnym spotkaniu, w którym uczestniczyłem, ani żaden regulamin, który miałem w ręce, nie wskazywał, jakoby miały padać jakiekolwiek nagrody za wygranie lub za medal zdobyty w drużynowych mistrzostwach Polski. Padały pomysły, żeby jakąś pulę pieniędzy, którą prezes miał, na to przeznaczyć, natomiast wszyscy doszliśmy do wniosku, że na pewno nie w pierwszym roku.
A w drugim roku już będzie?
- W tym momencie nie ma takiej decyzji, żeby były nagrody finansowe dla klubów za zajęcie poszczególnych miejsc.
W przeciwieństwie do Legii, wy zajęliście w lidze ostatnie miejsce. W Warszawie koncertowo wyłożono się na budowaniu budżetu, a w jakim stanie finansowym wy skończyliście sezon w Nowym Sączu?
- Zadowalającym. Zadowalającym dlatego, ponieważ wiedziałem czym dysponuję. Licząc wszystkie budżety w klubach, my mieliśmy pewnie najmniejszy i to zdecydowanie najmniejszy. Natomiast ring pokazywał wielokrotnie, że budżet nie ma znaczenia. W pełni wypłacone zostały pieniądze wszystkim zawodnikom. Każdy z pięściarzy dostawał wypłaty praktycznie na czas. Zdarzały się poślizgi, ale one nie były naprawdę wielkie. Każdy z zawodników był zadowolony i większość chłopaków jest z nami w drugim sezonie.
Czyli mówisz z ręką absolutnie na sercu, że jak opublikuję te twoje słowa, to za chwilę nie odezwie się do mnie żaden zawodnik kontrując, że Jerzy Galara mówi nieprawdę?
- Na pewno żaden zawodnik się nie odezwie. Nie mam takich telefonów, bo wszystkie zobowiązania, które generuje Liga, zostają płacone na czas, nie mam wezwań do sądów. Oczywiście mogło być lepiej finansowo, natomiast uważam, że ten sezon pod względem finansowym był zadowalający dla klubu. A teraz będzie jeszcze lepiej. Proces budowania będzie trwał kilka, a może nawet kilkanaście lat. My będziemy drużyną bardzo mocną, ale ja potrzebuję na to czasu, żebyśmy rozwinęli się organizacyjnie i sportowo. Efekty przyjdą, ale nie od razu.
Historia z Legią pokazuje mi jedną, dość zdumiewającą rzecz. Paradoksalnie to osoby z mniejszych miast, zarządzający klubami, chyba lepiej rozpoznały, że trzeba nimi zarządzać jak biznesami, poruszając się na konkurencyjnym i komercyjnym rynku. Trzeba umieć pozyskiwać pieniądze, docierając do kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu firm, a nie liczyć, że słynna marka wszystko lub wiele zagwarantuje.
- Przede wszystkim myślę, że to też bierze się z mentalności. My jesteśmy sportowcami, którzy nie boją się przegrywać. Dla nas przegrana po dobrym meczu to nie jest ujma. Nie mówię, żeby przegrywać, ludzie deklasowali nas w każdej walce i z tego się cieszyć. Natomiast przegrana po dobrym widowisku, po dobrych walkach i meczu, a nawet wysoka przegrana, to nie jest ujma. To jest po prostu wliczone w sport. Po prostu my nie szukamy wyniku tu i teraz za wszelką cenę, tylko mamy pomysł na kolejne lata, żeby się rozwijać.
- Przykładem był Wiktor Skiba, a teraz rośnie nam naprawdę topowy zawodnik, który zdążył już w tym roku wygrać dwa bardzo mocne turnieje. Czyli międzynarodowy Baltic Cup, gdzie pokonał młodzieżowego mistrza świata WBC w boksie zawodowym. Mam na myśli Konrada Gołuzda, który został najlepszym zawodnikiem tego turnieju. Teraz w mistrzostwach Małopolski wygrał zdecydowanie trzy walki. To chłopak, który już w tym roku może pójść w ślady Wiktora Skiby. A za chwilę będziemy mieć zbudowanych więcej takich zawodników.
Chcesz powiedzieć, że pomaga w tym Polska Liga Boksu, ta dołożona regularność startów?
- Ależ oczywiście, że tak. Nie jest sztuką wziąć mistrzów Polski i powiedzieć im: "słuchajcie chłopaki, ja wam zapłacę 10 razy więcej niż każdy inny klub wam da", a później nie wypłacić im tych pieniędzy i szczycić się tym, że wygrywa się mecze. Sztuką jest, żeby to wszystko połapać, a ludzie wykonujący pracę otrzymywali za nią wynagrodzenie. Każdy z nas ma prywatne życie i pieniądze są mu potrzebne do tego, żeby mógł żyć. Dla mnie jako osoby, która tym klubem może nie zarządza, ale wspomaga cały proces jest to, żebyśmy przede wszystkim byli wypłacalni.
Czy teraz, przed drugim sezonem, podpisaliście weksel na 250 tysięcy złotych?
- Ja z panem prezesem Grzegorzem Nowaczkiem pewnie od 15 lat dyskutowałem o lidze. Jeszcze jak jeździliśmy na Euroligę do Czech, gdzie on miał swojego zawodnika, a ja swojego. I cały czas mieliśmy to wspólne marzenie, które on zrealizował, by powstała w Polsce upragniona liga. Więc ja, jako jeden z członków tej Ligi, nie muszę podpisywać weksli ani nic, bo świadomy odpowiedzialności zbiorowej za Ligę i cały ten twór marketingowy, czyli Polską Ligę Boksu, nie wywinę żadnego numeru. Jestem mega odpowiedzialny jako osoba dorosła, więc jeśli do czegoś przystępuję, to mówię: jestem do końca.
Natomiast czy rzeczywiście taki miecz Damoklesa nad wszystkimi zawisł i ma chodzić o ćwierć miliona złotych?
- Nie mogę się odnieść do tego.
Rozmawiał Artur Gac, Interia
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl












