Reklama

Reklama

Kontrowersja przed walką Breazeale - Molina. Skąd ta decyzja?

Kontrowersyjna decyzja zapadła w sprawie sobotniej walki Erica Moliny (26-4, 19 KO) z Dominikiem Breazeale'em (18-1, 16 KO) na Brooklynie. Zwycięzca tego pojedynku zmierzy się o tytuł mistrza świata prestiżowej organizacji WBC. - Kpina i skandal - słychać opinie w środowisku.

Na czym polega kontrowersja? Sprawa jest prosta: w rankingu federacji WBC Breazeale zajmuje 6. miejsce, a Molina jest klasyfikowany dopiero na 12. pozycji. Dużo wyżej powinny stać akcje na przykład Brytyjczyka Dilliana Whyte’a, który w minioną sobotę pokonał Roberta Heleniusa.

Reklama

Prawdą jest, że walka na stadionie w Cardiff stała na niskim poziomie, wręcz usypiała przed głównym daniem gali, ale fakty są takie, że Whyte wywalczył wakujący tytuł WBC Silver w wadze ciężkiej.

Dlatego, na logikę, walka Amerykanów Breazeale’a i Moliny powinna być co najwyżej półfinałem. Dopiero zwycięzca tej walki powinien zmierzyć się z Whyte’em w finałowym eliminatorze do pasa. Niestety, po raz kolejny okazuje się, że w boksie zawodowym liczy się nie tylko sam sport...

Na tej samej gali koleją obronę mistrzowskiego pasa WBC stoczy Deontay Wilder, ponownie mierząc się z Haitańczykiem Bermanem Stivernem, dla którego poprzednie starcie z czempionem było... przedostatnią walką. Wygrany będzie miał czas na przystąpienie do obowiązkowej obrony w okresie dwunastu miesięcy.

Z kolei Molina i Breazeale ostatnio mocno dali się we znaki polskim pięściarzom. Pierwszy pokonał przed czasem Tomasza Adamka, a drugi rozprawił się przez nokaut z Izu Ugonohem.

Art

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje