Kontrowersja na gali we Wrocławiu. Dubois czuje się oszukany po walce z Usykiem
Ołeksandr Usyk wygrał z Danielem Dubois przez TKO w dziewiątej rundzie walki o mistrzostwo świata wagi ciężkiej. Brytyjczyk był dwa razy liczony. Wcześniej jednak doszło do kontrowersyjnej sytuacji. Dubois uderzył mocno rywala, a ten padł na ring. Sędzia nie liczył jednak Ukraińca, pokazując, że to był cios poniżej pasa. "Zostałem oszukany" - powiedział po walce Dubois.

Kontrowersyjna sytuacja miała miejsce w piątej rundzie. Brytyjczyk zadał potężny cios, jak wynika z powtórek, trafiając w środek pasa. Usyk padł na ring i długo się nie podnosił. Sędzia ringowy nie zaczął jednak go liczyć, od razu pokazując, że cios był poniżej pasa. Po odpowiedniej przerwie na dojście do siebie przez Ukraińca, nie dał też jego przeciwnikowi ostrzeżenia. A powinien był zrobić jedną z tych dwóch rzeczy.
Potem do głosu doszedł Usyk, który najpierw w ósmej rundzie posłał Dubois na deski, a wykończył go w dziewiątej. Oznaczało to 21. zwycięstwo Ukraińca w zawodowej karierze i obronę tytułu mistrza świata wagi ciężkiej czterech federacji: WBA, WBO, IBF i IBO.
Przegrany miał jednak inne zdanie na temat całego pojedynku.
Boks. Daniel Dubois uważa, że wygrał
- Zostałem oszukany, bo wygrałem tę walkę - mówił po niej, jeszcze na ringu, 26-letni pięściarz z Wielkiej Brytanii. Wtórował mu jego obóz. - Jak to było za nisko - mówiono, gdy pokazywano powtórkę uderzenia Dubois.
A jego promotor Frank Warren zaczął nawet wspominać o możliwym proteście, ponieważ jego zawodnik nie uzyskał takiego wyniku, jaki powinien.
Walka Usyka z Dubois była zwieńczeniem gali we Wrocławiu. Oprócz niej oglądaliśmy aż 11 pojedynków.
W dwóch z nich, na karcie wstępnej, zobaczyliśmy Polaków. Niestety, Damian Tymosz przegrał na punkty z Amerykaninem Bryce'em Millsem, natomiast Rafał Wołczecki wygrał przez TKO w trzeciej rundzie z Robertem Arriazą z Nikaragui. Sama walka zakończyła się dość kontrowersyjnie. Wydawało się, że że lewy bity na dół wylądował poniżej pasa pięściarza z Nikaraguy, ale Wołczecki zarzeka się, że nie popełnił faulu.
Pierwszej porażki w karierze doznał też Fiodor Czerkaszyn, a więc Ukrainiec z polskim paszportem. Lepszy od niego okazał się Kongijczyk Anauel Ngamissengue.











