Knyba walczył z Bukowieckim. Sześć metrów różnicy. Wkrótce zmienił decyzję
To może być pojedynek sezonu, a może i najważniejsza walka w ostatnich latach dla polskiego boksera - Damian Knyba powalczy w sobotę wieczorem w Oberhausen z Agitem Kabayelem o tytuł mistrza świata WBC Interim w wadze ciężkiej. Dla Polaka to życiowa szansa, a przecież boks nie był jego pierwszym wyborem w sporcie. Zaczynał od lekkoatletyki, w mistrzostwach Polski rywalizował z Konradem Bukowieckim, już wtedy gwiazdą w pchnięciu kulą. Z nim przegrał, ale pokonał innego uczestnika ostatnich MŚ w Tokio.

Teoretycznie Damian Knyba jest na straconej pozycji - jeśli ktoś postawi na niego duże pieniądze w walce z Agitem Kabayelem, może zostać milionerem. Choć obaj są niepokonani na zawodowych ringach, to jednak nazwiska, które na rozkładzie ma zawodnik z Niemiec, robią dużo większe wrażenie. Ale i doświadczenie Kabayela w takich potyczkach ma znaczenie. Niemiec ma ich na koncie znacznie więcej od Polaka.
Polak startuje więc z pozycji "underdoga" - tego skazywanego na pożarcie. A z drugiej strony - to jego życiowa szansa. Jeśli tylko uda mu się utrzymać rywala na dystans, może wykorzystać swój wzrost i zasięg ramion. A te warunki fizyczne - 201 cm wzrostu, 218 cm zasięgu ramion, sprzyjały kiedyś występom w... lekkiej atletyce. To od niej zaczynał przygodę ze sportem.
Zawsze kochał boks. Damian Knyba zaczynał jednak od lekkiej atletyki. I rywalizacji z Konradem Bukowieckim w mistrzostwach Polski
A chciał iść do boksu, tyle że... nie miał ku temu początkowo warunków. - Marzyłem o tym, pochodzę ze wsi, nie było tam klubów sportowych. Dopiero, gdy poszedłem do szkoły średniej do Bydgoszczy, to mój nauczyciel namówił mnie na lekkoatletykę. Po czasie jednak stwierdziłem, że nawet gdybym został mistrzem olimpijskim w rzucie dyskiem, to nie dałoby mi tyle radości, co boks. Postanowiłem zaryzykować - opowiadał w TVP Sport trzy lata temu.

Tak trafił do Astorii Bydgoszcz, a później - do Zawiszy. Jako junior pchał więc kulą i rzucał dyskiem - to często połączenie w tym wieku. Sześciokilogramową kulę posłał najdalej na 15.57 metrów - w mistrzostwach Polski do lat 20 w Toruniu, w lutym 2015 roku. Sam miał wtedy 19 lat, złoto trafiło do młódszego o rok Konrada Bukowieckiego, już wtedy wielką gwiazdą, aktualnego w tamtym momencie mistrza świata juniorów z Eugene. Bukowiecki w finale uzyskał 21.82 m - wynik na poziomie światowym. A Knyba - 15.57 m, co wystarczyło do 11. pozycję. Tuż za nim sklasyfikowano Marcina Wrotyńskiego, obecnego reprezentanta Polski w rzucie młotem, uczestnika ostatnich MŚ w Tokio.
Knyba nie ukrywał jednak, że lepiej radził sobie w rzucie dyskiem, sprzyjały też temu jego warunki fizyczne. W bazie PZLA jego rekord dwukilogramowym sprzętem wynosi 50.83 m.
- Zaczynałem od pchnięcia kulą, ale nie miałem większych osiągnięć, bo też krótko trenowałem. Potem rzucałem dyskiem i dwa razy zajęliśmy pierwsze miejsce w drużynowych mistrzostwach Polski juniorów - mówił Knyba red. Mateuszowi Fudali z TVP Sport. I dodał: - Kiedyś rzuciłem 55 metrów, ale na mniej oficjalnych zawodach i nie wpisali tego do rekordu.
A od kolejnego sezonu, 2017, na pierwszym miejscu był już boks. Od razu dotarł do półfinału MP U-23. Dziś jest zawodowcem, z szansą na wielki tytuł w wadze ciężkiej. Jego walka z Kabayelem zacznie się na gali w Oberhausen około godz. 22.
















