Reklama

Reklama

Kliczko: Porażka sprzed dekady wyszła mi tylko na zdrowie

Władimir Kliczko (61-3, 51 KO) znany jest z tego, że bardzo rzetelnie podchodzi do przygotowań i sparingów przed kolejnymi walkami. Spośród ośmiu sparingpartnerów Ukraińca jest trzech głównych, co potwierdził menedżer Ukraińca Bernd Boente.

Wcześniej mistrz świata wagi ciężkiej federacji WBO, WBA, IBF zatrudnił między innymi Shermana Williamsa. Na końcowy etap przygotowań dołączyli w ostatnich dniach Konstantin Airich (19-7-2, 15 KO), sprawdzany w tej roli już kilkakrotnie Sam Sexton (19-3, 7 KO) oraz zapomniany już trochę, a przecież bardzo groźny Oleg Płatow (30-1, 24 KO). To oni mają w pięknej austriackiej miejscowości Going najwięcej roboty z mistrzem.

W czwartek minie dokładnie dekada od kiedy Kliczko pozostaje niepokonany. Wtedy właśnie niespodziewanie zastopował go Lamon Brewster w piątej rundzie. Tuż po tamtej walce młodszy z ukraińskich braci był wstrząśnięty, ale dziś z perspektywy czasu przyznaje, że porażka z Amerykaninem wyszła mu tylko na zdrowie. Zresztą Władimir widzi sporo podobieństw między Brewsterem o swoim najbliższym rywalem, Alexem Leapai (30-4-3, 24 KO).

"Leapai na pewno nie jest najlepszy technicznie i taktycznie, ale za to wyjdzie do ringu bardzo zdeterminowany, w czym przypomina Brewstera. Gdyby nie tamta porażka z Lamonem na pewno nie byłbym tym, kim jestem teraz. Wpadka z Brewsterem do dziś mnie bardzo motywuje i przypomina, że nigdy nie można się rozluźnić lub kogoś zlekceważyć. Podobnie będzie z Leapaim, bo on nie ma nic do stracenia, co najwyżej może coś zyskać" - powiedział Kliczko.

Kliczko skrzyżuje rękawice z potężnie bijącym Australijczykiem 26 kwietnia na ringu w Oberhausen.

Dowiedz się więcej na temat: Władimir Kliczko | Alex Leapai

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje