Kim był "Bombardier z Wybrzeża"? Niezwykła historia, Polak Niemcom się nie kłaniał
- Aleksy prowadził drużynę twardą ręką. Miał swoje zasady, ale był dobrym fachowcem. I wyniki przychodziły błyskawicznie - tak o Aleksym Antkiewiczu, już w roli trenera, mówi w rozmowie z Interią Kazimierz Adach. Wspominamy wielkiego pięściarza, który zapisał się w historii polskiego boksu i sportu. Dlaczego nosił pseudonim "Bombardier z Wybrzeża"? Adacha wzrusza moment, w którym 21 lat temu zmarł ten wielki człowiek, odznaczony Krzyżem Kawalerskim i Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Artur Gac, Interia: Kibice polskiego sportu już kierują wzrok na Londyn, gdzie 29 czerwca rozpocznie się tenisowy turniej wielkoszlemowy Wimbledon. To świetny przyczynek, by przypomnieć, że w stolicy Wielkiej Brytanii napisała się wielka historia polskiego sportu. Jej autorem w 1948 roku był zupełnie nieznany młodemu pokoleniu Aleksy Antkiewicz.
Kazimierz Adach, brązowy medalista olimpijski (Moskwa 1980): - To prawda, pan Aleksy wywalczył w Londynie brązowy medal igrzysk w kategorii piórkowej. Był to historyczny, bo pierwszy w dziejach Polski medal olimpijski w boksie, a zarazem został pierwszym powojennym medalistą olimpijskim. Drugim, srebrnym medalem wywalczonym cztery lata później w Helsinkach jeszcze bardziej wzmocnił swoją legendę.
Pan był jego wychowankiem, prawda?
- Zgadza się.
Jak pan go wspomina?
- Z Aleksym Antkiewiczem (ur. 12 listopada 1923 we wsi Katlewo - przyp.) miałem do czynienia w zasadzie od początku swojej kariery. W 1975 roku przyszedł do Słupska z Trójmiasta, skąd pochodził. Tam reprezentował liczne kluby, między innymi MKS Gdynia i Gwardia Gdańsk, pod których szyldami zdobywał medale i tam boksował do końca kariery. Gdy przeszedł do nas, ja wówczas w Spartakiadzie zdobyłem złoty medal młodzieży, a trenowałem już z seniorami. To była postać i nazwisko. Prawdę mówiąc od tego momentu słupski boks zaczął się piąć. Wejście do drugiej ligi, po czym błyskawicznie do pierwszej ligi. W pierwszej lidze walczyliśmy przez ponad dekadę. Aleksy prowadził drużynę twardą ręką.
Był wymagający, prawda?
- Tak. Miał swoje zasady, ale był dobrym fachowcem. I wyniki przychodziły błyskawicznie. Mój kontakt z Aleksym później stał się bardzo sympatyczny. On był mało dostępny i odizolowany, powiedziałbym taki samiec alfa. A ja też miałem taki charakter, nie lubiłem szumu, tylko spokój. Więc charakterami byliśmy podobni. Nawet można powiedzieć, że się zaprzyjaźniliśmy. On mnie odwiedzał w domu, ja także zachodziłem do niego. Było serdecznie.
A mieszkał przy jakiej ulicy? Pamięta pan?
- Przy Grottgera. Przy tej ulicy była też treningowa hala sportowa. Natomiast my od zawsze boksowaliśmy przy ulicy Ogrodowej w hali miejskiej i tak jest do dzisiaj.
Jak pan mówi o tym, że prowadził zespół twardą ręką, to historycznie od razu przypomina mi się "Krwawy Wasyl", czyli Antoni Zygmunt.
- (śmiech) W pewnym procencie jemu także to miano można by było przypisać.
Mówi pan o jego skrytości, ale czy jako samiec alfa lubił wracać wspomnieniami i opowiadać o swoich dziejowych sukcesach, które pisały historię boksu i polskiego sportu?
- On właśnie nie za bardzo do tego wracał i niewiele opowiadał. Wiem tylko, że w 1952 roku niezasłużenie przegrał finał olimpijski z Włochem (Aureliano Bolognesi - przyp.) i zdobył srebro. W Helsinkach inny pięściarz z Trójmiasta Zygmunt Chychła zdobył złoty medal.
Porażka w finale była niezasłużona? Werdykt był niejednogłośny i skrajny różny na kartach trójki sędziów.
- Tak, zdecydowanie. Włosi wtedy mieli wiele do powiedzenia... (o kuriozalny werdykt zadbał jeden sędzia, bowiem punktowano: 58:57 dla Bolognesiego, 59:58 dla Antkiewicza oraz - uwaga - 60:56 dla Włocha - przyp.).
Na dzisiejsze czasy medialny byłby także pseudonim ringowy pana Aleksego, który brzmiał "Bombardier z Wybrzeża". On funkcjonował i po karierze padał w jego kontekście?
- Oczywiście, to było w obiegu. Aleksy miał w ringu właśnie taki styl, mocne uderzenie. Wiadomo, gdy dzisiaj ogląda się archiwalne walki, śmiesznie to wygląda, bo inny był poziom wtedy, a dzisiaj. Ale wiadomo, wszystko ewoluuje, więc nawet nie ma co porównywać. W każdym razie, jeśli mogę sobie pozwolić na mocne stwierdzenie, to napieprzał ostro swoimi sierpowymi. Właśnie jak taki bombardier, fighter w ringu, do tego twardy charakter.
Czyli, krótko mówiąc, reprezentował ofensywny styl. Wchodził do ringu i chciał złamać przeciwnika.
- Dokładnie, przed nikim nie pękał i bombardował tymi swoimi ciosami.
Trafiłem też na takie zdanie, że pan Aleksy Niemcom się nie kłaniał.
- Był na zsyłce w Niemczech, pracował u jakiegoś bauera. Nie wiem czy on tam trenował, czy nie, ale na pewno tam pracował. Aleksy był bardzo honorowy, taki w stu procentach za Polską. W tym sensie tak mogło być, że Niemcom się nie kłaniał. Bardzo charakterny człowiek, o mocnym kręgosłupie moralnym. Pamiętam, gdy już w roli trenera gonił chłopaków, żeby chodzili do szkoły, pilnował by nie tylko sport był dla nich ważny. To trzeba podkreślić, że zwracał na to uwagę, by ludzie sobie układali przyszłość, a nie tylko żyli sportową teraźniejszością. Trener, nauczyciel i pedagog w jednym.
Błachowicz ujawnia, co zobaczył w rezydencji Donalda Trumpa. "Zapamiętam do końca życia"
Utkwiła panu w pamięci jakaś sytuacyjna scenka?
- (śmiech)
Ten śmiech jest wymowny.
- Tak, bo przypomniało mi się jedno wydarzenie z techniki boksu. Jej bohaterami byli trener i Rysiu Wędziński, zawodnik wagi piórkowej, więc byli mniej więcej identyczni wzrostowo. Tarczowali i trener mówił do tego pięściarza, aby uderzał prosto na czoło lub na brodę. Wiadomo, że zawodnik nie chciał trafić trenera, więc celował lekko w bok. Aleksy się wkurzył i mówi: "kur**, no bij centralnie!". Chodziło o to, że Aleksy miał mu pokazać obronę, unik lub zbicie ciosu. Więc napomniany Rysiu uderzył tak, że trafił trenera. Wówczas Aleksy się wkurzył i była lekka zadyma. Kazał bić centralnie, więc ten walnął w punkt (śmiech).
Trener zaczął mu wtedy odpowiadać ciosami?
- Tak, trochę go pogonił. Pamiętam, jak Rysiu uciekł. Dlatego od razu się śmieję, jak tylko sobie to przypominam.
Przyszedł taki moment, gdy z trenerem przeszedł pan na "ty"?
- Nie, zawsze było "trenerze" lub "panie trenerze". Trzeba też podkreślić, że Aleksemu nadano tytuł honorowego obywatela miasta Słupska. Ponadto jedno z rond w mieście nosi jego imię i nazwisko. Do tego mamy skwer tragicznie zmarłego Jana Dydaka. Pochwalę się, że ja też otrzymałem honorowe obywatelstwo w ubiegłym roku. Powiem uczciwie, że trafiliśmy na dobre czasy boksu w Słupsku. Ja na pewno miałem to szczęście, wówczas było jeszcze województwo słupskie. Były fundusze i finansowanie. Jak to mówią, trzeba urodzić się w odpowiednim momencie. Trafiłem na sport w Słupsku, gdy szły na niego naprawdę duże pieniądze, a oczkiem w głowie były boks i siatkówka.
Pan Aleksy żył godnie, czy jemu było trudniej jeśli chodzi o sytuację materialną lub mieszkaniową?
- Żył godnie, finansowo był zabezpieczony. Słupsk go lubił, tutaj został. Gdy złamała go choroba nowotworowa, już wzięła go rodzina do Gdańska.
Mówił pan, że nie chwalił się swoimi sukcesami. Czy on mógł nawet do końca nie zdawać sobie sprawy, że skoro to dziejowe osiągnięcia, wręcz należy mocno ten fakt akcentować?
- Panie redaktorze, to była osoba skryta i w tych sprawach raczej małomówna. On się nie chwalił, nigdy specjalnie nie mówił o tych sukcesach, ani ich nie podkreślał. Powiedzielibyśmy, że nie żył tymi osiągnięciami na tyle, by robić wokół siebie jakiś szum. To nie byłoby w jego stylu, zupełnie. Wie pan, jedno wspomnienie mnie jeszcze wzrusza.
Podzieli się pan?
- Aleksy odszedł 3 kwietnia 2005 roku, dzień po śmierci papieża Jana Pawła II. Pamiętam ostatnią wizytę u niego, jakieś 2-3 tygodnie przed śmiercią. To było ciężkie doświadczenie, bo odebrałem ją jako pożegnanie. Aleksy powiedział, że już nie ma siły walczyć. Ja to przeżywam strasznie, do dzisiaj. Uścisnęliśmy się tak na... do widzenia.
Już było widać, że sam jest pogodzony z odejściem?
- Tak jest. Takie właśnie bywa to nasze życie...
Rozmawiał Artur Gac, Interia
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl




![Piłka nie chciała spaść. Najdłuższe wymiany meczu Polska - Brazylia [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N2C52O3ERO17U-C401.webp)



![Semeniuk błyszczał na parkiecie. Te akcje warto zobaczyć [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N2C3Q0AGGUVY7-C401.webp)


