Julia Szeremeta wyliczona, 0:2 po dwóch rundach. Szalone trzy ostatnie minuty
Dwie kwalifikacje do strefy medalowej już w poniedziałek, świetny początek wtorkowej sesji przedpołudniowej za sprawą Nikoli Prymaczenko. Polscy kibice boksu czekali jednak na walkę, którą w południe miała w Budapeszcie stoczyć Julia Szeremeta. Pierwszą mistrzowską od przegranego finału MŚ w Liverpoolu. A nasza 22-letnia wicemistrzyni olimpijska losowała dość kiepsko, choć to raczej jej rywalka powinna mówić, że miała pecha. Niemniej Turczynka Benek Pinar to aktualna młodzieżowa wicemistrzyni świata. Po dwóch rundach to ona była bliżej awansu.

Iga Świątek, Robert Lewandowski, Aleksandra Mirosław, Julia Szeremeta - polski sport nie ma wielu diamentów, ale możemy się spodziewać, że gdy przyjdzie czas igrzysk w Los Angeles, tych pięściarskich perełek będzie więcej. Pokazały to ostatnie rywalizacje w Pucharze Świata, pokazały to mistrzostwa globu w Liverpoolu.
I nie można wykluczyć, że kadra Tomasza Dylaka także z ME do lat 23 z Węgier wróci z workiem medali. Dwa już w poniedziałek zapewniły: Marta Prill i Emilia Koterska, w czwórce jest także Julia Oleś.
Inne zawodniczki mają trochę trudniejszą przeprawę, w tym Julia Szeremeta. Liderka naszej kadry zaczęła zmagania we wtorek, do razu od bardzo trudnej rywalki. Być może nawet najtrudniejszej w stawce. Taki już jest urok losowań bez rozstawień.
Julia Szeremeta kontra Benek Pinar w 1/8 finału mistrzostw Europy. Dwa liczenia, Polka w opałach
Turczynka Benek Pinar rok temu w Budvie sięgnęła po młodzieżowe wicemistrzostwo świata, finał z Chinką Wang Miqi przegrała minimalnie, 2:3. Zdaniem niektórych obserwatorów - niesłusznie.
Widać było, ze Pinar ma pomysł na tę walkę. Starała się wyprzedzać ruchy Polki atakując prawym prostym. Szeremeta czekała na kombinacje, jak ruszała, to nie z jednym uderzeniem, ale serią. Nie było tu wyraźnej przewagi jednej z nich, po pierwszym starciu trzech arbitrów wskazało na Polkę, dwóch - na jej rywalkę.

Już to zapowiadało ogromne emocje. I to Turczynka była raczej stroną dominującą w drugiej rundzie. To ona czysto trafiła lewym, aż głowa Polki odskoczyła. Sędzia zaczął liczenie, to musiało zrobić wrażenie. Ostatnia minuta należała do Julii, która - podrażniona - w końcu ruszyła do przodu. Niemniej wszyscy sędziowie wypunktowali 10:9 dla rywalki. Turczynka na dwóch kartach miała już 20:18, na trzech jednak był remis 19:19.
Polka nie miała więc wyjścia, musiała tę trójkę przekonać do swojej osoby w ostatnich trzech minutach.
Turczynka już czekała na ruchy Polki, a ta w końcu pokazała mistrzowski cios. I po niecałej minucie trzeciej rundy to Pinar została wyliczona. Trzeba było jeszcze potwierdzić wyższość - i Julia, już czujna, tego dokonała. Akcje Turczynki były coraz bardziej chaotyczne.
Obie wyszły na środek pewne swego, spikerka długo zwlekała z podaniem zwycięskiego narożnika. Aż w końcu powiedziała: "red corner" - i ręka Szeremety powędrowała w górę. A jej rywalka zaczęła machać palcem - nie zgadzając się z taką oceną.

Polka u wszystkich sędziów wygrała ostatnie starcie 5:0.












