Reklama

Reklama

Joseph Parker. Od wędkarza z nadwagą po mistrza świata

- Różnica między nami? Na pewno doświadczenie z wielkich walk. Ja je mam, on jeszcze nie - mówi Anthony Joshua (20-0, 20 KO) na kilka dni przed starciem z Josephem Parkerem (24-0, 18 KO) o trzy pasy wagi ciężkiej. Kim jest Parker? Oto historia dzieciaka, który początkowo nie przepadał za boksem, a potem go pokochał i został mistrzem świata.

Większość ekspertów i bukmacherzy stawia na Anglika. Kim jest Nowozelandczyk i skąd się wziął? Wiemy póki co tylko tyle, że AJ dostanie dwa razy więcej, ale na konto Josepha i tak wpłynie około 7 milionów funtów!

- Chodził krok w krok za tatą, który jedną nogę miał dwa razy mniejszą niż drugą. Starał się już jako młody chłopak chodzić z nim do pracy i jeśli tylko był w stanie, pomagał ojcu. To był naprawdę dobry i grzeczny chłopak - wspomina Elizabeth Fuavao, siostra obecnego championa World Boxing Organization.

Reklama

Jego tata - Dempsey Parker, dostał imię po sławnym pięściarzu Jacku Dempseyu, który w latach 1919-26 zasiadał na tronie wszechwag. Niestety głowa rodziny Parkerów nabawiła się za młodu poważnej kontuzji nogi, która wykluczyła go ze sportu. Ojciec postanowił więc, że z trójki swoich dzieci - dwóch synów i córki, ta dwójka rodu męskiego będzie boksować. Josepha dziś wszyscy znają, ale John Parker też boksuje. Walczy w wadze junior ciężkiej i jak dotąd wygrał na punkty wszystkie trzy zawodowe pojedynki.

Dempsey Parker zaprowadził synów do lokalnego klubu. Ich pierwszym trenerem został Grant Arkell! To niesamowita sprawa, bo ten sam facet również będzie w Cardiff, prowadząc innego zawodnika. Jego podopieczny to Mose Auimatagi Jr (9-1-2, 5 KO), który w sobotę skrzyżuje rękawice z Morganem Jonesem (12-0, 5 KO).

- Joseph trafił do nas jako dziesięcioletni chłopak w 2002 roku. Miał trochę nadwagi. Zawsze był wysoki jak na swój wiek tylko grubiutki. Mimo tego szybko udowodnił, że ma talent do tego sportu. Problem polegał jednak na tym, że długo nie kochał boksu. Robił po prostu to, co musiał. Odwalał z obowiązku trening, a już po nim nie myślał ani trochę o boksie. Widać było na początku, że stać go na znacznie więcej. Tylko nie chciał. Nie miał do tego serca. Wolał jeść, łowić ryby, albo grać w siatkówkę. Łowienie ryb było jego pasją i opuścił przez to wiele treningów. Wymyślał potem, że ktoś umarł, albo że musiał kogoś podwieźć na lotnisko. A potem spotykałem jego młodszego brata i dowiadywałem się, że był na rybach - wspomina Arkell.

Joseph w 2003 i 2004 roku stoczył kilka walk, po czym zrobił sobie przerwę od boksu. Nie chciał boksować. Chciał tego natomiast jego ojciec. A że Josephowi najbardziej zależało właśnie na tym, by tata był z niego dumny, jeszcze raz spróbował swoich sił w tym sporcie. Robił postępy, schudł i już w 2010 roku reprezentował swój kraj na młodzieżowych mistrzostwach świata. Po wolnym losie w eliminacjach w 1/8 pokonał Yusufa Acika (7:2) z Turcji, by w ćwierćfinale odprawić faworyzowanego Kubańczyka Yuniela Castro (9:1). W półfinale przegrał z aktualnym medalistą olimpijskim i świeżo upieczonym zawodowcem - Filipem Hrgoviciem (6:8), lecz wracał do ojczyzny z brązowym medalem, co uznano za wielki sukces.

Co ciekawe był pierwszym Nowozelandczykiem, który pokonał Kubańczyka na imprezie tej rangi. W tym samym roku doszedł do finału młodzieżowych igrzysk w Singapurze. W finale przegrał 5:8 z aktualnym mistrzem olimpijskim, Tonym Yoką z Francji. Dziś Hrgović i Yoka dopiero zaczynają zawodowe kariery. Parker zasiada już od piętnastu miesięcy na tronie WBO.

Co ciekawe krajowy związek nie miał pieniędzy na wyjazd Josepha do Singapuru, ale miejscowa społeczność zebrała dla niego 6500 dolarów. Ten odwdzięczył się tym ludziom srebrnym medalem. I podobno właśnie wtedy zrozumiał, że ma ten dar od Boga, którego nie można zmarnować. Wiara tych ludzi, którzy mu pomogli, był przysłowiowym kopniakiem w tyłek, który pozwolił Parkerowi wejść na wyższą półkę. Trener liczył na to, że jego pupilek doczeka w boksie olimpijskim aż do 2016 roku i dopiero po turnieju w Rio podpisze kontrakt zawodowy. Niestety dla niego, a być może na szczęście dla samego zawodnika, pojawiły się pieniądze i chętny promotor. W lipcu 2012 roku Joseph odprawił w drugiej rundzie niejakiego Deana Garmonswaya, rozpoczynając marsz po mistrzostwo świata w gronie zawodowców.

- Jak to dobrze, że ojciec wtedy naciskał na te treningi. Gdyby nie to, Joseph pracowałby dziś od dziewiątej do piątej, prowadziłby normalne, momentami nudne życie, a tak jeździ po całym świecie, a i rodzice trochę zwiedzą tego świata i poznają fajnych ludzi - dodaje siostra mistrza.

Pojedynek Joshuy (WBA/IBF) z Parkerem (WBO) już w sobotę na stadionie w Cardiff w obecności 80 tysięcy kibiców. Transmisję z tej gali w naszym kraju przeprowadzi TVP Sport. Początek transmisji od 21:00.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje