Jeszcze Szeremeta nie wyszła na ring, a już jest awans Polki. Azerka doszczętnie rozbita
Bokserska reprezentacja Polski kobiet nieźle zaczęła w poniedziałek start w mistrzostwach Europy U-23, ale cieniem na dwóch już pewnych medalach Emilii Koterskiej i Marty Prill położyła się sensacyjna porażka przez dyskwalifikację Kingi Krówki. We wtorek gwoździem programu było oczywiście starcie Julii Szeremety, ale zanim nasza wicemistrzyni olimpijska pojawiła się w ringu, walkę stoczyła kończąca już przygodę z tą kategorią wiekową Nikola Prymaczenko. Zadanie miała piekielnie trudne, ale wywiązała się z niego wzorowo.

Mistrzostwa Europy do lat 23 zaczęły się w stolicy Węgier w niedzielę, ale panie do boju ruszyły dopiero w poniedziałek. Kategorie są różnie obsadzone: w tych cięższych część zawodniczek zaczyna już w półfinale, w tych lżejszych - w 1/8 finału.
W poniedziałek miejsca na podium zapewniły sobie: Marta Prill w wadze 48 kg oraz kapitalnie boksująca Emilie Koterska (80 kg), z pewnością kandydatka do złota. Wygrała też Natalia Kuczewska (51 kg), sensacyjną porażkę musi wpisać zaś do CV Kinga Krówka. Niespełna 19-letnia pięściarka z Gostynia dostała trzy ostrzeżenie w jednej rundzie, sędzia zakończył walkę.
A we wtorek do zmagań przystąpiły trzy kolejne zawodniczki z kadry Tomasza Dylaka. Najpierw Nikola Prymaczenko (54 kg), później zaś walki czekają jeszcze: Julię Szeremetę (57 kg) i Aleksandrę Cyrek (75 kg).
Nikola Prymaczenko w walce o ćwierćfinał mistrzostw Europy do lat 23. Rewanż z Azerką za zeszłoroczną porażkę
Nikola Prymaczenko do boksu trafiła dzięki nieżyjącemu już wielkiemu mistrzowi - Grzegorzowi Skrzeczowi. Ton długo prowadził jej karierę. Czołowa polska zawodniczka w grupach młodzieżowych nie była jednak w stanie przebić się w wielkich zawodach seniorskich. Półtora miesiąca temu w ładnym stylu wywalczyła młodzieżowe mistrzostwo Polski w kategorii 51 kg - w finale pokonała Martę Prill. Teraz obie znalazły się w innych wagach, tę musiały zostawić Natalii Kuczewskiej.
Dla Prymaczenko kategoria 54 kg jest trochę podstępna - 22-latka raczej jest niska, nie ma wielkiego zasięgu. Musi szukać innych szans, bazować na szybkości. Tak jak dzisiaj w Budapeszcie.
A zadanie miała niełatwe, w 1/8 finału wpadła na Azerkę Zejnab Rachimową, z którą w kwietniu zeszłego roku gładko przegrała 0:5 na otwarcie mistrzostw Europy w Serbii.
Polka od początku walczyła niemal bez gardy, z lewą ręką opuszczoną do pasa. Za to umiejętnie starała się uchylać przy akcjach Azerki. I momentalnie kontrowała prawą. - Taaaaaak - słychać było z narożnika głos Tomasza Dylaka i jego współpracowników.
Widać było, że Nikola odrobiła zadanie po zeszłorocznej porażce. Była szybsza, ta prawa ręka wyraźnie docierała do celu. I zaskakiwała Azerkę. To nasza zawodniczka na wszystkich kartach prowadziła 10:9.
I dalej walczyła tak konsekwentnie, kilka jej akcji mogło już opierać się nawet o liczenie. Mało tego, minutę przed końcem drugiego starcia Rachimowa dostała ostrzeżenie za notoryczne opuszczanie głowy. Jeden z arbitrów wypunktował tę rundę aż 10:8 dla Polki, czworo pozostałych - 10:9. A odliczając jeszcze jeden karny punkt, Nikola prowadziła już cztery razy 20:17 i raz 20:16. Tylko nokaut lub dyskwalifikacja ratowały więc Azerkę.

Do niczego takiego nie doszło, Nikola oszczędzała już siły, a i tak pewnie wygrała tę potyczkę 5:0. Choć w trzecim starciu dwóch sędziów dało 10:9 Rachimowej
To Polka awansowała do ćwierćfinału w kapitalnym stylu.














