Jest reakcja trenera kadry po porażce Szeremety. Decyzja Dylaka ostateczna
Wielu kibiców i niektórzy eksperci podnieśli larum w momencie, gdy Julia Szeremeta pożegnała się już po pierwszej walce z Pucharem Świata w Brazylii. Wielu to potknięcie wystarczyło do tego, aby wysnuć dość śmiałe wnioski. Okazuje się, że część kłopotów zawodniczka sama ściągnęła na siebie, a ich źródeł należy szukać z dala od ringu. W rozmowie z Interią trener kadry Tomasz Dylak mówi wprost, że odbył z zawodniczką szczerą rozmowę, a także podjął decyzję czy wystartuje w kolejnym PŚ w Chinach.

Rozmowy z Tomaszem Dylakiem mają to do siebie, że w postawie szkoleniowca słychać wielką szczerość. I chęć, by bez koloryzowania rzeczywistości zmierzyć się z tematem. Prawdopodobnie to wszystko także sprawia, że do tej pory zawodniczki, a od niedawna także zawodnicy idą za tym szkoleniowcem, bo nie przedstawia dwóch alternatywnych rzeczywistości.
Dylak o Szeremecie: Jula sama na siebie ściąga presję
Ta rozmowa była tym bardziej szczególna, że szkoleniowcowi zepsuł się telefon. Potrzeba chwili sprawiła, że z pomocą pospieszyła... Julia Szeremeta, przekazując trenerowi smartfona, byśmy mogli odbyć tę rozmowę. Toteż dlatego już w pierwszym wątku skupiliśmy się na Szeremecie.
Punktem wyjścia były bowiem wielkie oczekiwania, które trener odczuwa na własnej skórze. Wprawdzie dał gwarancję, że sukcesy prędzej czy później przyjdą po połączeniu kadr, to znaczy wielkie wyniki u kobiet nie ucierpią, a do nich doszlusują mężczyźni, lecz nałożył na to czasową perspektywę. A ma poczucie, że ludzie chcą widzieć wymierne efekty od początku. Pięć medali w Brazylii, w tym dwa złote Emilii Koterskiej i Damiana Durkacza, dały trenerowi spokój na kilka kolejnych tygodni.
Tyle tylko, że prędko rozgorzała dyskusja na temat Julii Szeremety. Nikt się bowiem nie spodziewał, że wicemistrzyni olimpijska z Paryża pożegna się z turniejem po pierwszej walce. Wprawdzie na godziny przed wylotem do Brazylii mówiła w rozmowie z Interią, że w tym roku chce złapać oddech, to jednocześnie sama nie chce przegrywać, a również opinia publiczna emocjonalnie reaguje na wszelkie potknięcia. I dokładnie teraz taka sytuacja ją spotkała, przy czym Dylak w reakcji ludzi nie dopatruje się problemu.
- To też jest zrozumiałe. Julia jednak sama na siebie ściąga presję, bo gdzieś tam wrzuci jedno i drugie zdjęcie, wokół którego robi się głośno i później porażka powoduje, że ludzie szukają drugiego dna. A ja, jako trener, wiem jak to wszystko wygląda. Dobrze wiem, jak wyrównany jest poziom w jej kategorii wagowej, przez co walki są równe - zaznacza selekcjoner obu kadr.
- Jej pojedynek nie był jakoś bardzo słaby, tylko dosyć dobry. Mniej więcej na tym samym poziomie, jak Julka walczy w ostatnim czasie. A ona przecież nie ukrywa, że nie jest w szczytowej formie, nie robi ekstremalnie mocnych przygotowań, tylko traktuje Puchary Świata dużo luźniej niż inni. W dodatku w Brazylii trafiła na bardzo dobrze przygotowaną zawodniczkę, dlatego przy równej walce nie zawsze będzie się udawało wygrać - zwraca uwagę Dylak.
Ze szkoleniowego punktu widzenia takie porażki, jak poniesiona z urodzoną w Kazachstanie, a reprezentującą Węgry Vlagyiszlavą Kukhtą, są cenną lekcją. - Według mnie dobrze, że ta przegrana przyszła, bo po porażce zawsze można wyciągnąć trochę więcej wniosków - odparł szkoleniowiec.
I przyznał, że wydarzenia w Ameryce Południowej sprawiły, iż przeprowadził ze swoją podopieczną ważną rozmowę. - Szczerze sobie z Julką pogadałem, bo ona wie, jakie ja mam zastrzeżenia do jej przygotowań czy jakiejś postawy. Pomimo pewnych minusów zawsze ratowała się wynikiem sportowym, więc nie miałem jej za dużo do zarzucenia. Bo co miałem jej zarzucić, gdy nieraz pomimo drobnych błędów i tak osiągała sukces w każdych zawodach? Więc uznałem, że nie będę nie wiadomo czego wymagał. A teraz mogłem szczerze powiedzieć, co mi nie pasuje i co mi się nie podobało, a ona to zrozumiała - wyjawia head coach polskiego boksu, trener 2025 roku w polskim sporcie.
Dylak wie, że trzeba znaleźć złoty środek, dlatego słowa gwiazdy kobiecego i całego polskiego boksu są dla niego również istotne. Te, z którymi czytelnicy Interii mogli zapoznać się z lektury wywiadu z zawodniczką, a które oczywiście wyartykułowała też wobec swojego przełożonego.
- Rozumiem ją, bo szczerze mówi, że Puchary Świata na razie jej tak nie motywują. Jula chciałaby dobrze przygotować się na mistrzostwa Europy w tym roku (15-26 września w Sofii w Bułgarii - przyp.), a formę szczytową zrobić na kwalifikacje na następny rok. Zdaję sobie sprawę, że zawodnicy nie są w stanie być cały rok w formie. A też muszą wybrać moment w czteroleciu, bo to jest sport olimpijski a nie boks zawodowy, kiedy trochę odpuszczamy, a kiedy przyciskamy - wykłada karty na stół rozmówca Interii. - Dla mnie to jest jakiś wypadek przy pracy, więc nawet tego mocno nie przeżywaliśmy, Jula osobiście też nie.
Wracając do kwestii zdjęć, aby dobrze zrozumieć materię, dopytałem szkoleniowca, o które dokładnie chodzi fotografie. Czy może te w bikini, na tle wodospadu, które powodują określone reakcje kibiców. A on potwierdził.
- Tak. Bo ludzie patrzą przez pryzmat takich zdjęć nie wiedząc o tym, że Julka trenuje ciężko dwa razy dziennie. I my taką Julkę znamy na co dzień, a kibice zobaczą jakieś wrzucone zdjęcie, a później udostępniane przez wszystkie portale i myślą, że Julka nic nie robi, tylko leży i sobie odpoczywa. Ale ona sama to wywołuje, więc też trzeba brać odpowiedzialność za siebie - dyscyplinuje swoją gwiazdę.
Szeremeta i Durkacz nie jadą do Chin? Trener kadry wprost
Najważniejsze, że obie strony doszły do zbieżnej konkluzji. Trener zaakceptował, że ten rok w przypadku Julii może być nieco inny, dlatego ustalili wspólny priorytet.
- W tym roku szykujemy się na wspomniane mistrzostwa Europy. Podjąłem decyzję i Jula nie pojedzie na Puchar Świata w Chinach, odpuszczamy, bo jeśli miałaby jechać w średniej formie i przegrać pierwszą lub drugą walkę, to nic to nam nie da. Nie będzie z tego żadnych korzyści, a ona otwarcie mówi, że na razie nie czuje motywacji do tego, by jeździć na każdy turniej i stale robić formę. Ja z kolei jestem takim trenerem, że jeśli ktoś jedzie na dany turniej, to nie pozwalam sobie i jemu na zejście poniżej jakiegoś poziomu. Tak czy siak Jula będzie czuła presję, by do Bułgarii zbudować rzetelną formę.
W kontekście PŚ w Chinach, który odbędzie się w dniach 15-20 czerwca, a będzie wiązał się z wcześniejszym wylotem do Azji, Dylaka lada moment czeka więcej strategicznych decyzji.
- W przypadku Damiana Durkacza jeszcze się zastanawiam. Teraz trafił z dyspozycją, ale jeśli chcielibyśmy ją przeciągnąć na Chiny, a do tego ma starty w lidze i na Suzuki, to będzie bardzo ciężko zrobić szczyt na Sofię. Teraz ma tylko drobną kontuzję, a też jest trochę zmęczony tymi pięcioma walkami w Brazylii, gdzie znosił duże obciążenie psychiczne. Takich pytań jest dużo, będę musiał szybko podjąć decyzje komu przydadzą się Chiny, a komu lepiej by było odpuścić. Wydaje się, że zdecyduję pod koniec tygodnia - zapowiada szkoleniowiec.
Artur Gac, Interia
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl











![WTA Rzym: Kiedy Iga Świątek gra z Catherine McNally? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MQVECJHQDKQYP-C401.webp)