Reklama

Reklama

"Jeśli Gołota wraca na ring, to musi być w dobrej formie"

Władimir Kliczko przyjechał do Warszawy, aby wziąć udział w otwarciu jeden z warszawskich siłowni. Ukraiński bokser znalazł chwilę, aby porozmawiać z dziennikarzami, komentując m.in. powrót Andrzeja Gołoty do ringu.

46-letni Andrzej Gołota po raz ostatni wejdzie do ringu 25 października. Walka z Danellem Nicoulsonem odbędzie się w Częstochowie. Pojedynek ma mieć charakter pokazowy i być pożegnaną walką najlepszego polskiego zawodowego boksera wagi ciężkiej w historii. - To, że zamierza walczyć, pokazuje, iż musi być w świetnej kondycji i nie narzekać na żaden uraz. Boks to bardzo kontaktowy sport, wyjście na ring nie w pełni zdrowym od razu skończy się katastrofą. Szansę oceniam na 50:50, bo nie widziałem żadnego z nich od lat, nie wiem, w jakiej są formie. Fajnie, że w Polsce odbędzie się ta walka, bo wasz kraj ma znakomite tradycje bokserskie - powiedział Kliczko.

Gołota wielokrotnie już zapowiadał koniec kariery, także często mówił, że kolejna walka będzie już tą ostatnią. Kliczko nie wypowiedział się jednoznacznie na temat sensu kontynuowania kariery przez Gołotę. - Co do powrotów na ring, to część z nich jest udana inna mniej Mój brat miał 4,5 roku przerwy, ale potrafił wrócić do formy i zdobyć pas. Dzięki temu przeszliśmy do historii jako pierwsi bracia, którzy są mistrzami świata w wadze ciężkiej różnych federacji - dodał ukraiński mistrz.

Reklama

Kliczko ten weekend spędza w Polsce. Jak sam mówi bez problemu się tutaj odnajduje i bardzo lubi nasz kraj. Razem ze swoim bratem Witalijem na przełomie lat 80. i 90. byli zawodnikami Gwardii Warszawa. O ich sile krążyły legendy, bo w polskiej lidze spuszczali łomot na lewo i prawo. - Cieszę się, że znów jestem w Polsce, bo mam stąd same dobre wspomnienia - powiedział kurtuazyjnie. W Polsce na zawodowym ringu mogliśmy go oglądać raz, kiedy to bez większych problemów pozbawił złudzeń Tomasza Adamka. 

Kliczko to postać numer jeden światowego boksu. Najbliższą walkę stoczy 15 listopada z Kubratem Pulewem (20-0, 11 KO). Pierwotnie pojedynek miał się odbyć 6 września, ale pod koniec sierpnia Ukrainiec doznał kontuzji na treningu. - Wciąż jeszcze nie doszedłem do siebie, ale na początku przyszłego tygodnia widzę się z moim lekarzem i wszystko powinno być już w porządku. Z naciągniętym ścięgnem jest już dużo, dużo lepiej - potwierdził Kliczko. 

Ukrainiec ma już 38 lat, ale jak sam mówi z roku na rok staje się bardziej uniwersalnym pięściarzem - Najważniejsze w boksie są motywacja i zdrowie. Jeśli wiesz, co chcesz osiągnąć i dążysz do tego, to gdy dopisuje ci zdrowie, możesz to zrobić. Ja wciąż się rozwijam jako bokser, choć niektórzy nie wierzą w to, że blisko 40-letni koleś może być jeszcze lepszy. Moje umiejętności techniczne rosną z każdym treningiem. Jestem teraz dużo lepszym bokserem niż kilka czy kilkanaście lat temu. Ale do ideału sporo mi brakuje. Idealny bokser to taki, który nie dostaje ciosów, a sam je zadaje i nokautuje rywali - dodał. 

Wczoraj mistrz świata federacji IBF, WBO, IBO oraz superczempion WBA spotkał się z dziećmi z z "Arka Fundacja Dzieci". Ukrainiec przez niespełna godzinę odpowiadał na ich pytania, pokazywał, jak należy poprawnie trenować oraz przekazał na rzecz fundacji... busa. - To kapitalna sprawa. Spędziliśmy miły czas. Cieszę się, że mogłem im podarować minivana, bo wiem, że bardzo im się przyda - relacjonował Kliczko. "Arka Fundacja Dzieci" oferuje pomoc dzieciom od 6 do 12 lat. Stara się także rozwijać talenty sportowe oraz organizować spotkania ze znanymi ludźmi. Rok temu jej gościem był Lukas Podolski. 

W Polsce Kliczko pojawił się jako ambasador sieci siłowni McFit. 

Krzysztof Oliwa

Dowiedz się więcej na temat: Władimir Kliczko | Andrzej Gołota

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje