Reklama

Reklama

Hopkins, Pacquiao i Martin stawiają na Wildera

- Wilder przecież nie potrafi w ogóle boksować. On jest straszny - mówi Bob Arum, jeden z dwóch współpromotorów Tysona Fury'ego (29-0-1, 20 KO). Ale Deontay Wilder (42-0-1, 41 KO) ma swoich zwolenników, którzy widzą go w roli faworyta.

- Wilder wygra przez nokaut w drugiej połowie walki. W granicach ósmej-dziewiątej rundy dopadnie Fury'ego - przekonuje legendarny "Kat", Bernard Hopkins.

- Lubię Wildera i to, że zawsze szuka nokautu. Dzięki temu wszystkie jego walki są ekscytujące. W tej kwestii przypomina mi trochę Mike'a Tysona. Obaj mieli to do siebie, że jeśli trafiali, to przewracali. Fury to świetny bokser, lecz gdy masz naprzeciw siebie takiego punchera, boksujesz zupełnie inaczej. Bardzo lubię oglądać Wildera w akcji - mówi inna legenda, wciąż aktywny Manny Pacquiao.

- Po pierwsze, na niekorzyść Fury'ego przemawia zmiana trenera przed tak ważną walką. Po drugie Wilder zawsze był w rewanżach lepszy. Moim zdaniem Fury będzie przeważał, ale w końcu Wilder go namierzy prawą ręką i zgasi mu światło - dodał Charles Martin, były mistrz IBF wagi ciężkiej.

Rewanż już za osiem dni.

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Deontay Wilder | Tyson Fury

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje