Heroiczny bój Polki z medalistką olimpijską z Paryża. Doszło do skutecznego rewanżu
Zaledwie 18-letnia Kinga Krówka imponowała w Liverpoolu przygotowaniem fizycznym i konsekwencją. I dość niespodziewanie stanęła przed szansą wywalczenia medalu w kategorii 65 kg. Warunek był jeden: musiała pokonać brązową medalistkę igrzysk olimpijskich Chen Nien-chin. Niewykonalne? Nic z tego, pięć miesięcy temu Polka sensacyjnie ją pobiła. I teraz też stanęła przed taką szansą. Obie stoczyły porywający pojedynek.

Kinga Krówka na mistrzostwa świata do Liverpoolu poleciała jako najmłodsza w polskiej kadrze. Dopiero pod koniec listopada skończy 19 lat. Młody wiek i niewielkie doświadczenie nie sprawiło jednak, że Polka wyleciała do Wielkiej Brytanii tylko i wyłącznie po to, by zdobywać doświadczenie.
Pochodząca z Gostynia zawodniczka już od początku mistrzostw świata robi furorę. Swój pierwszy pojedynek z Jordan Wilson zakończyła już w pierwszej rundzie. 35-letnia Nowozelandka dała się zaskoczyć znacznie mniej doświadczonej Polce i już na starcie walki trzykrotnie została powalona na matę. Nie minęły nawet trzy minuty, a już było po walce.
W poniedziałek Krówka musiała walczyć już na pełnym dystansie, Szkotka Caitlin Rainey postawiła zdecydowanie bardziej wymagające warunki. Po morderczym boju z brązową medalistką mistrzostw Europy do lat 23 to Polka zwyciężyła. Wszyscy z pięciu sędziów uznali, że przez dziewięć minut zmagań na ringu to Krówka była lepsza, dzięki czemu wywalczyła awans do ćwierćfinału.
Nie było kolejnej sensacji w wykonaniu Kingi Krówki. Po zaciętym boju 18-latka przegrywa walkę o medal mistrzostw świata
W bezpośredniej batalii o medal mistrzostw świata 18-letnia Polka mierzyła się z bardzo wymagającą rywalką. Tajwanka Chen Nien-chin jest brązową medalistka ostatnich igrzysk olimpijskich w Paryżu. Obie zawodniczki znają się już całkiem dobrze. Podczas kwietniowego Pucharu Świata w Brazylii lepsza na punkty okazała się Polka. Stanowiło to świetny prognostyk przed starciem w Liverpoolu.
Pierwsza runda była bardzo wyrównana, obie zawodniczki podeszły do siebie z dużym respektem. Brakowało czystych ciosów, pięściarki często wchodziły w zwarcie. Więcej konkretu była w stanie z siebie wykrzesać Krówka, która zdaniem trzech sędziów wygrała premierowe starcie 10:9. Odmiennego zdania była pozostała dwójka, która wskazała na Tajwankę.

Nieznaczna przewaga Krówki wyraźnie natchnęła ją w drugiej rundzie, w której prezentowała się znacznie lepiej. Tajwanka również prezentowała się lepiej w porównaniu z poprzednim starciem. Znalazło oto odzwierciedlenie na kartach punktowych, w których to rywalka Polki była lepsza zdaniem aż czterech sędziów i odrobiła straty.
W ostatniej rundzie najwięcej do powiedzenia miał sędzia ringowy, który ukarał upomnieniami obie zawodniczki. Jako pierwsza napomniana została Krówka i wydawało się, że jest już po sprawie. Na minutę przed końcem walki Tajwance również odjęto punkt, co ponownie pozostawiło całą sprawę otwartą. Decyzją sędziów punktowych zwyciężczynią tego bardzo zaciętego starcia okazała się Chen Nien-chin, która w ostatniej rundzie wygrała stosunkiem 4:1.














