Gołota vs. Nicholson. Pożegnalna walka legendy polskiego boksu

Andrzej Gołota, w zapełnionej hali w Częstochowie, stoczył cztery rundy pożegnalnego pojedynku z Danellem Nicholsonem, tym samym bokserem, z którym walka w 1996 roku otworzyła mu drzwi do jednej z najbardziej niesamowitych karier w historii boksu zawodowego.

Pojedynek nie był punktowany, lecz bokserzy, jak zapowiadali przed walką, dali "dobry show".

Reklama

Gdy Gołota wchodził na ring, wszyscy wstali z miejsc i stali przez wszystkie cztery rundy. Skandowano "Andrzej! Andrzej!", "Andrzej Gołota!" i "Dziękujemy!". Po ostatnim gongu odśpiewano chóralne "sto lat", a Nicholson wyściskał się z Andrzejem. Bokserzy dostali pamiątkowe medale, a Gołota tort, który pokroił szablą.

"Przed Nicholsonem zrobimy z tobą jedną rundę pokazową i sprawdzisz, czy ciosy są wystarczająco mocne" - znany z poczucia humoru Gołota, po przylocie miesiąc temu do Polski, odpowiedział jednemu z dziennikarzy na pytanie, czy w pokazowej walce uderzenia nie będą udawane.

Choć Gołota wypierał się, na jednej z konferencji przed walką, przyjaźni z Nicholsonem, to dwaj starsi - jak na warunki boksu zawodowego - panowie żyją ze sobą w dobrej komitywie. 46-letni obecnie Nicholson najwyraźniej nie żywi urazy za potężne lanie, które dostał od niemal o rok młodszego od siebie Gołoty 15 marca 1996 roku, gdy obaj byli w życiowej formie.

Amerykanin, który miał wówczas bilans walk 25-1, w tym 19 KO, a na swoim koncie także występ na olimpiadzie w Barcelonie, gdzie w ćwierćfinale przegrał niewysoko na punkty z legendarnym Kubańczykiem Felixem Savonem, był wówczas nadzieją kategorii ciężkiej. Walka z Gołotą (27-0, 23 KO) miała otworzyć mu drogę do pojedynku z Riddickiem Bowe, a później - mistrzostwa świata.

Jak się jednak okazało, nie było wówczas zbyt wielu równych przeciwników dla Andrzeja. Gołota szedł cały czas do przodu, a Nicholson stał na nogach jedynie dzięki niespotykanej sile woli. "Gdybym był jego trenerem, rzuciłbym ręcznik. Pokazał odwagę we wcześniejszych rundach. Jest młody, ale powinien sobie zadać pytanie, po  co to dalej ciągnąć. Może lepiej byłoby upaść na deski i mieć to już za sobą" - mówił w ósmej rundzie komentator amerykańskiej telewizji HBO. Po tej rundzie sędziowie zadecydowali za Nicholsona. Amerykanin przegrał przez techniczny nokaut.

Jedyne, co Gołocie można było wtedy zarzucić, to uderzenie głową z piątej rundy, będące zapowiedzią dalszych wydarzeń, mających cechy antycznej tragedii dwóch pojedynków z Riddickiem Bowe.

- Te dwie niesamowite walki z Bowe, które przeszły do historii światowego boksu, Andrzej przecież wygrywał, a obydwie przegrał przez dyskwalifikację. To jest historia zupełnie teatralna, wykraczająca poza kategorie sportowe - mówi w rozmowie z Interią promotor boksu i syn pierwszego trenera Gołoty Andrzej Wasilewski.

- Na pewno Andrzej jest absolutnym fenomenem, jeśli chodzi o budzenie emocji. Pod tym względem jest numerem jeden pośród wszystkich polskich sportowców w sportach walki wszech czasów. To dla niego miliony ludzi w latach dziewięćdziesiątych budziły się w nocy - dodaje Wasilewski. Jego zdaniem, historia Andrzeja Gołoty powinnna się doczekać opracowań socjologicznych, a sam bokser sportowo mógł osiągnąć znacznie więcej, gdyby otaczał go opieką profesjonalny team.

- To był największy polski bokser wagi ciężkiej. Miał w końcu cztery walki o tytuł mistrza świata, przy czym dwie, z Chrisem Byrdem i Johnem Ruizem,  powinien wygrać. Został oszukany - twierdzi trener Andrzej Gmitruk. To on poprowadził Gołotę do brązowego medalu na olimpiadzie w Seulu. - Ale Andrzej jest kimś więcej niż tylko sportowcem, jest symbolem. W Stanach Zjednoczonych jest symbolem całej Polonii. Przeciętny Amerykanin, jak ma podać nazwisko jakiegoś Polaka, wymieni Andrzeja - dodaje.

Czy są obecnie jacyś młodzi następcy Gołoty w Polsce? - Boks amatorski u nas prawie nie istnieje, są jakieś sukcesy małe, ale głównie za sprawą poświęcenia pojedynczych osób. Systemowo wszystko leży, to są problemy strukturalne. Od lat dziewięćdziesiątych nie szkoli się trenerów. Trudno się też dziwić, że nikt nie chce pracować za 1000 złotych - komentuje Gmitruk.  

- Dla mnie Andrzej Gołota to prawdziwa legenda, od niego wszystko się zaczęło. Polski boks zawodowy zaczynał się od Gołoty - mówi dla Interii Artur Szpilka, jeden z najwyżej notowanych na świecie młodych bokserów wagi ciężkiej. Urodzony już po olimpiadzie w Seulu, Szpilka 8 listopada stoczy walkę z 37-letnim Tomaszem Adamkiem (14.  w rankingu WBC, 10. w IBF, 13. - WBO). Skazywany jest na porażkę, ale do Kraków Arena przyjdzie komplet publiczności, 20 tysięcy ludzi.

- To Andrzej rozbudził marzenia polskich kibiców na mistrza świata wagi ciężkiej i to jest jego miejsce w historii - stwierdza Wasilewski.

"Pusty ring... W Częstochowie noc, Andrzej już śpi. Z rozrzewnieniem wspominam pierwszą profesjonalną walkę męża w 92. roku, pierwszą w magicznym Madison Square Garden, pierwszą o pas mistrzowski. Ten tydzień należy do ostatnich: ostatnie badania lekarskie przed walką, ostatni sparing, ostatni trening dzisiaj w oczekiwaniu na ostatnią walkę. W sobotę Andrzej pokona tę samą drogę, jaką przeszedł ponad 50 razy: z szatni do ringu z teamem, przyjaciółmi i kibicami, w ringu sam. Gdy skończą się przemówienia i gratulacje, gdy rozejdziemy sie do domów, pozostanie pustka w ringu. I gdy przyjdą inni, utalentowani i ambitni Polacy w wadze ciężkiej, historia im cichutko podpowie: 'był kiedyś taki Andrzej Gołota'" - w piątek napisała żona Andrzeja Gołoty, Mariola.

Ciekawsze wyniki gali Fight Night 9: Gołota vs. Nicholson - Pożegnanie

- waga półciężka: Robert Parzęczewski pokonał Rusłana Rodiwicza (KO, 3 runda);

- waga średnia: Łukasz Wawrzyczek wygrał z Andriejem Dolhożyniełem (KO, 6 runda);

- waga półśrednia: Dawid Kwiatkowski zremisował z Andriejem Staliacziukiem.

Z Częstochowy

Dowiedz się więcej na temat: Andrzej Gołota

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje