Reklama

Reklama

Gołota sprawił lepsze wrażenie od Salety na otwartym treningu

Andrzej Gołota na wtorkowym treningu był rozluźniony, jak zwykle dowcipny i lżejszy o kilka kilogramów niż bezpośrednio po przylocie do Warszawy. Pięściarz korzystniej zaprezentował się w ringu od Przemysława Salety, z którym będzie walczył 23 lutego.

Otwarty trening zorganizowany w sali bokserskiej na warszawskim Torwarze, obserwowało kilkadziesiąt kibiców i dziennikarzy. Lepsze wrażenie sprawiał w ringu Gołota, który cieszył się też większym zainteresowaniem i sympatią ze strony fanów.

- Na podstawie takiego symbolicznego, krótkiego treningu ciężko wyciągnąć wnioski na temat formy zawodnika. Jestem jedynie zainteresowany swoimi przygotowaniami. Na pewno Andrzej również zrobił wszystko co możliwe, aby korzystnie zaprezentować się w naszej walce. Wszystko okaże się 23 lutego - powiedział Saleta, który przygotowuje się do pojedynku pod opieką byłego boksera Roberta Złotkowskiego.

Reklama

Trenerem Gołoty jest z kolei Andrzej Gmitruk. Ostatni raz współpracowali ze sobą podczas igrzysk olimpijskich w Seulu (1988 rok), gdzie Gołota zdobył brązowy medal.

Przed walką 45-latków w trójmiejskiej Ergo Arenie nieoficjalnie mówiło się, że dla obydwu jest ona pożegnaniem z ringiem. Gołota jednak nie wyklucza kolejnych występów.

Spore emocje wywoływała inna walka, która miała się odbyć na tej gali w wadze ciężkiej: Artura Szpilki z Krzysztofem Zimnochem. W trakcie jednej z konferencji prasowych doszło między nimi do bójki.

Szpilka 1 lutego pokonał w Chicago Mike'a Mollo przez nokaut techniczny w szóstej rundzie. Wcześniej jednak Polak był dwukrotnie na deskach. Zwycięstwo przypłacił kontuzją ręki i zrezygnował z walki z Zimnochem. Zastąpi go mało znany Damian Trzciński, a ich pojedynek odbędzie się na dystansie sześciu rund.

- Żałuję, że nie dojdzie teraz do naszego pojedynku. Szpilka zlekceważył nie tylko Mollo i mnie, ale również kibiców. Nie wiem czego wystraszył się jego sztab szkoleniowy. Wątpię żeby zdołali poprawić mankamenty w miesiąc, dwa czy nawet rok - powiedział Zimnoch.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama