Reklama

Reklama

Gołota: Nie ma powtórek

- Zaskoczył mnie tym, że tak szybko i mocno mnie trafił. Nie widziałem tego ciosu. Dostałem uderzenie prosto w ucho i to był już koniec walki. Reszta była już tylko wynikiem tego jednego ciosu - powiedział na łamach "Przeglądu Sportowego" Andrzej Gołota, który w walce o mistrzostwo świata federacji WBO został znokautowany w 53 sekundzie przez Lamona Brewstera.

- Najgorsze jest to, że mogłem od niego dostać 10 takich uderzeń w twarz i mógłbym walczyć dalej. Nawet nie wiem jak wyglądały kolejne nokdauny. Nie pamiętam, jak wypadłem za liny i czy stało się to dlatego, że mnie trafił czy wypchnął - dodał polski bokser.

Reklama

- Nie czułem zdenerwowania. Wszystko było tak jak zwykle, choć z różnych względów chyba byłem trochę za mało rozgrzany. Tak, wyszedłem do ringu zimny. Trudno, przegrałem! Nie będę teraz wszystkich dookoła za to winił. Powinienem być gotowy do tej walki. Szkoda pracy, jaką wykonaliśmy od początku roku. Wszystko skończyło się tak szybko. Co z tego, że mógłbym z nim ponownie wyjść do ringu za 5 minut. Walka już się skończyła. Nie ma powtórek - stwierdził.

Gołota podkreślił, że nie zlekceważył Brewstera. - Nie lekceważy się mistrza świata. Byłem przygotowany do takiej taktyki, wiedziałem jak zacznie boksować.

Czy to była ostatnia walka Andrzeja Gołoty?

- Chyba tak. Jak mogę walczyć dalej, skoro przegrywam z kimś, kto tak naprawdę nie ma nokautującego ciosu? Ile walk Brewster wygrał przez nokaut? Mam się pocieszać tym, że wygrałbym z nim 9 na 10 walk? Po co? Nie wiem, co będę teraz robił. Dziękuję kibicom - United Center było nasze. Dobrze, że mieliście Tomka Adamka (Adamek zdobył mistrzostwo świata organizacji WBC w wadze półciężkiej - przyp. red) - zakończył Gołota.

Zobacz GALERIĘ ZDJĘĆ z walki Andrzeja Gołoty z Lamonem Brewsterem

Dowiedz się więcej na temat: gołota

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama