Reklama

Reklama

Gala boksu na Narodowym. Piątkowska: Promotor Rosjanki ma żądania z kosmosu

Rodzynkiem w męskim gronie bohaterów "Narodowej Gali Boksu", która odbędzie się 25 maja na PGE Narodowym w Warszawie, będzie pięściarka Ewa Piątkowska. Mistrzyni świata federacji WBC najchętniej broniłaby pasa prestiżowej federacji w stolicy, ale niewykluczone, że będzie musiała wybrać się na teren rywalki do Rosji. W rozmowie z Interią Polka ujawniła, jak zaskakująco brzmią oczekiwania promotora przeciwniczki.

33-letnia Piątkowska (10-1, 4 KO) obecnie wyczekuje szczegółów upragnionego występu na Stadionie Narodowym, ale kluczowa decyzja już zapadła. Czempionka WBC w wadze superpółśredniej osiągnęła porozumienie z organizatorem gali Marcinem Najmanem, występując u boku bohaterów walk wieczoru, czyli Izu Ugonoha i Mariusza Wacha. Patronem medialnym widowiska jest Interia.pl.

Jeden z kilku wariantów zakłada właśnie obronę mistrzowskiego tytułu, zdobytego we wrześniu 2016 roku w trójmiejskiej Ergo Arenie, przed rodzimą publicznością. Status obowiązkowej pretendentki do pasa WBC w ubiegłym roku wywalczyła rówieśniczka naszej zawodniczki Inna Sagaidakowskaia. Niepokonana Rosjanka (7-0, 3 KO) najpierw zdobyła pas WBV Silver, a następnie tytuł tymczasowej mistrzyni świata.

Reklama

Jednak równie dobrze może stać się tak, że Piątkowska będzie musiała bronić swojego trofeum na terenie rywalki, ale na myśl o wyprawie do Rosji Polka nie ma szczęśliwej miny.

- Tutaj największym problemem jest promotor Rosjanki, który ma, jak by to określić, żądania z kosmosu. Absurdalne żądania, których w boksie nigdy nie widziałem. Jeśli miałabym jechać na jej teren, wiedząc to, czego dowiedziałam się o nim od byłych rywalek... Publicznie nie chcę mówić, co tam się działo, bo wiadomo, że bez dowodów takich rzeczy nie można powtarzać. Natomiast, jeśli bym jechała na jej teren, to muszę mieć zapłacone z góry - zastrzega Piątkowska przed kamerą Interii.

Największą niedorzeczność nasza zawodniczka dostrzega w finansowej "propozycji". - Promotor Rosjanki chciał, bym przyjechała na jej teren, a mój promotor zapłacił za całą walkę, czyli opłacił nasze gaże, moją podróż i pobyt. W boksie to absurd, bo wiadomo, że za to wszystko płaci gospodarz - irytuje się była rugbystka reprezentacji Polski.

W boksie wprawdzie zdarzają się różne niecodzienne sytuacje, ale ta historia faktycznie brzmi abstrakcyjnie. - Pierwszy raz słyszałam coś takiego. Na początku myśleliśmy, że to jakiś błąd, bo Rosjanin pisał do nas w języku angielskim. Chcieliśmy, żeby to wyprostował, ale on rzeczywiście żądał takiego rozwiązania sprawy - podkreśliła Piątkowska w rozmowie z Interią.

AG

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne