Reklama

Reklama

Fragomeni: Pokochacie mnie po walce z Włodarczykiem

Na treningi bokserskie trafił, bo chciał uniknąć ulicznych awantur i zrzucić wagę, z polskich sportowców zna Zbigniewa Bońka, Tomasza Adamka i ... Francoisa Bothę, a zapytany o to, czy wieku 40 lat nie myśli o zakończeniu sportowej kariery, odpowiada, że boi się przestać boksować.

Już w najbliższą sobotę w łódzkiej hali "Arena" Giacobbe Fragomeni zmierzy się z Krzysztofem Włodarczykiem w pojedynku o tytuł mistrza świata wagi junior ciężkiej federacji WBC. Zapraszamy do lektury wywiadu z włoskim pięściarzem.

Jakie są twoje pierwsze wrażenia po przylocie do Polski?

Giacobbe Fragomeni: - Na razie jeszcze nie mogę zbyt wiele powiedzieć, bo jestem tu krótko, ale Polacy wydają się być sympatycznymi ludźmi. Wiem na pewno, że macie tu piękne kobiety.

Znasz jakichś polskich sportowców?

Reklama

- Słyszałem o Bońku, wiem, że oglądał moją pierwszą walkę z Krzysztofem, ale ja jestem kibicem Milanu [śmiech]. Z polskich sportowców znam pięściarzy - Tomasza Adamka i Bothę (zawodnik wagi ciężkiej z RPA - przyp. red.)... to znaczy Gołotę.

Jak wspominasz pierwszą walkę z Włodarczykiem?

- Byłą zacięta, wyrównana i emocjonująca, myślę że nasze sobotnie spotkanie będzie jeszcze ciekawsze od tego pierwszego.

W dziewiątej rundzie pierwszej walki wydawało się, że już byłeś gotów się poddać, tak przynajmniej wyglądało to z perspektywy widza. Jak się wtedy czułeś?

- Faktycznie byłem zamroczony, jednak pozbierałem się i dobrze finiszowałem. Jesteśmy tylko ludźmi, a nie robotami i każdemu zdarzają się słabsze momenty.

W Polsce uważa się, że sędzia pomógł ci w dziewiątej rundzie, dając ci odpocząć?

- Nie zgadzam się, Krzysztof sfaulował mnie i sędzia zgodnie z przepisami udzielił mu upomnienia. Pojedynek zakończył się remisem i uważam, że punktacja była sprawiedliwa. Liczę, że tak samo będzie w Polsce.

Leżałeś na deskach po ciosach Włodarczyka, wcześniej udało się ciebie przewrócić obecnemu mistrzowi wagi ciężkiej Davidowi Haye. Kto bije mocniej - Włodarczyk czy Haye?

- David Haye. I to dużo mocniej.

W sobotę w Łodzi zobaczymy w ringu takiego samego Fragomeniego jak zwykle? Nieustępliwego, idącego cały czas do przodu?

- Każda walka jest inna. Teraz nie mogę mówić na temat tego, jak zaboksuję, przekonacie się w sobotę. Mogę powiedzieć, że po walce z Włodarczykiem polscy fani mnie pokochają, bo pokażę widowiskowy boks.

Czujesz presję w związku z tą walką? Jeśli przegrasz, bilans z twoich ostatnich trzech występów będzie brzmiał: dwie porażki i jeden remis?

- Ale przecież nie umrę. Nawet jeśli przegram, życie toczyło się będzie dalej i kto wie, może otrzymam kolejną szansę.... Zresztą nie ma co na ten temat rozmawiać, bo wynik walki jest przecież otwarty.

Masz już 40 lat, myślisz czasem o zakończeniu kariery?

- Dopóki będę w dobrej formie fizycznej, a boksowanie będzie sprawiało mi radość, nie zamierzam kończyć. W tej chwili nie boję się dalej boksować, w tej chwili boję się przestać to robić.

Rozpocząłeś karierę pięściarską bardzo późno, jak rozpoczęła się twoja przygoda z boksem?

- Tak naprawdę to pierwszy raz poszedłem na salę, by zrzucić wagę. W młodości byłem bardzo porywczy, a nie chciałem wplątać się w jakieś kłopoty na ulicy. Wolałem tę energię wyrzucić z siebie na treningach. Spodobało mi się i zostałem w tym sporcie.

We Włoszech, kraju zakochanym w piłce nożnej, jesteś rozpoznawalnym sportowcem?

- W światku bokserskim znają mnie wszyscy. Poza tym środowiskiem może nie jestem wielką gwiazdą, ale ludzie na ulicy mnie rozpoznają.

Spodziewasz się na walce w Łodzi jakichś włoskich kibiców?

- Mam nadzieję, że trochę się ich zjawi. Serdecznie ich zapraszam. Wiem, że to będzie wielkie święto boksu w Polsce, ale liczę, że na trybunach zobaczę także trochę swoich kibiców. Wiem, że trochę ludzi przyjedzie bezpośrednio z Włoch, ale zapraszam też wszystkich rodaków żyjących tutaj w Polsce.

Podczas konferencji wspomniałeś, że przygotowywałeś się jak Rocky Balboa?

- Oczywiście żartowałem sobie, ale coś w tym jednak jest - wiedziałem , że u was jest dużo chłodniej niż we Włoszech i przygotowywałem się w zimnym, górskim klimacie. Trenowałem ostro około trzech miesięcy, wykonałem cały założony plan. Jestem w dobrej formie.

Z kim sparowałeś w trakcie przygotowań?

- To było czterech zawodników, którzy zmieniali się podczas ćwiczeń. Mógłbym podać nazwiska, ale w Polsce one i tak nic nikomu nie powiedzą.

Zwycięska kwota w przetargu na twoją walkę z Włodarczykiem wyniosła 616 tysięcy dolarów. Na tej walce zarobisz największe pieniądze w karierze?

- Nie, więcej dostałem za pojedynek z Zsoltem Erdeiem.

A propos Erdeia, przegrałeś z nim na punkty, zdaniem wielu obserwatorów niesłusznie. Jak ty pamiętasz tamtą walkę?

- Nie jest to miłe wspomnienie, ale już wyparłem je z pamięci. Nie czuję jednak, abym był tam jakoś specjalnie oszukany. Trochę sam jestem winien porażki, bo przespałem pierwsze cztery rundy. Teraz już jednak nie zaprzątam sobie tym głowy. W sobotę walczę z Krzysztofem i mam nadzieję odzyskać pas WBC.

Miałeś okazję poznać Krzysztofa Włodarczyka prywatnie?

- Nie, niewiele o nim tak naprawdę wiem, lepiej znam go jako pięściarza. Sprawia wrażenie groźnego i poważnego faceta. Mam nadzieję, że naszego spotkania w ringu nie będę wspominał nieprzyjemnie, bo znam jego cios i wiem, że mocno bije.

Rozmawiał: Piotr Momot, ringpolska.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje