Finał WOŚP coraz bliżej. Michalczewski ma dobitną wiadomość dla Owsiaka
Trwające w Gdańsku mistrzostwa Polski w boksie seniorek i seniorów przeciągnęły na widownię gwiazdę w osobie Dariusza Michalczewskiego, legendę boksu zawodowego. Były czempion oglądając walki w Centrum Sportu Akademickiego Politechniki Gdańskiej przecierał oczy, widząc przede wszystkim wyszkolenie naszych pięściarek. "Tygrys" nieustannie jest rozchwytywany, obecnie angażuje się w akcje świąteczne i już wypatruje przyszłoroczny finał WOŚP. O tym wszystkim Interia porozmawiała z 57-latkiem.

- Dostrzegłem paru fajnych chłopaków, natomiast jestem pod wrażeniem naszych dziewczyn. Boksują ładnie technicznie, poprawnie się poruszają, przyjmowana pozycja współgra z odpowiednimi ciosami. Naprawdę poprawniej niż niektóre chłopaki - rozpoczął dzielenie się swoimi obserwacjami Dariusz Michalczewski. Trudno było sobie wyobrazić, aby rodowitego gdańszczanina, mieszkającego w tym mieście, zabrakło na takiej imprezie.
Michalczewski tak nazwał Jerzego Owsiaka. Jednoznacznie o twórcy WOŚP
"Tygrys" dodaje, że bardzo pozytywne wrażenie wywarł na nim trener żeńskiej kadry, Tomasz Dylak. - Widać w tej grupie atmosferę. Ten trener sprawia wrażenie super chłopaka. Pozytywny człowiek, uśmiechnięty, zrównoważony, na poziomie, a do tego z dużymi ambicjami - komplementuje młodszego o jedno pokolenie szkoleniowca były mistrz świata kategorii półciężkiej i wieloletni dominator w ramach organizacji WBO.
W ostatnich dniach na koncie w mediach społecznościowych Michalczewskiego zostało odkurzone szczególne, bokserskie wspomnienie, sprzed 31 lat. Chodzi o walkę z Nestorem Giovanninim, bardzo efektownie wygraną, której stawką był pas mistrza globu WBO w kategorii cruiser. Drugie mistrzowskie trofeum w ciągu jednego roku. - To było szczególne o tyle, że ważyłem wówczas bodaj 82 kg, a rywal był o kilka kilogramów masy mięśniowej cięższy. On był strasznym faularzem, ringowym łobuziakiem, ale później był już mocno rozbity i na końcu go walnąłem. Ciężko się boksowało, ale fajnie wspominam tę walkę, wygraną moim młodzieńczym temperamentem - wspomina Michalczewski. On triumfujący z uniesioną głową, a Argentyńczyk leżący z twarzą do maty ringu.
Wracając do teraźniejszości, w hali w Gdańsku "Tygrys" miał także okazję spotkać się choćby z charyzmatycznym trenerem Zbigniewem Raubo. - Zbyszek się nie zmienił, zawsze był wesoły i bezpośredni, pod tym względem pozostał taki sam - uśmiechnął się 57-latek. W tym miejscu dodał, że choć złożył dedykację na specjalnej rękawicy, będącej głównym trofeum na równolegle trwającym turnieju o "Złotą Rękawicę Wisły", to do Krakowa nie zdoła przyjechać.
- Jestem tak zawalony zobowiązaniami i robotą, że mam po trzy terminy dziennie. Tu malowanie bombek świątecznych, tam inne spotkanie, tu coś jeszcze. A ilu ludziom muszę odmówić, przez co zawsze boli mnie serce. Przez tę gonitwę nieraz się spóźnię, a tego też nie lubię, lecz czasem fizycznie jest to nie do przeskoczenia - kręci głową "Tygrys".
Tym wątkiem, związanym między innymi z Pomorskim Hospicjum dla Dzieci, weszliśmy na grunt pomagania. I naturalnym, z uwagi na nastawienie Michalczewskiego, stało się nawiązanie do zbliżającego się ogromnymi krokami, 34. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
- Moje stanowisko jest niezmienne. Co tu można krytykować? To może tylko debil, bo przecież nikt normalny. To, co robi ta orkiestra, to chyba jedna z najpotężniejszych tego typu inicjatyw na świecie. Mówimy o czymś wyjątkowym, Jurek Owsiak robi coś niezwykłego, ten facet już jest legendą, jak dla mnie jest w czołówce najbardziej znanych Polaków - podkreśla "Tygrys".
"Tygrys" Michalczewski o osobistym doświadczeniu z pomagania. Przykre słowa
Szukając odpowiedzi na pytanie, kto może dyskredytować WOŚP, były pięściarz szybko odpowiada. - Przecież kwoty i potęga tej akcji powinny zamykać usta wszystkim. Pierwsi do krytyki są pewnie zazdrośnicy, ale oni też cierpią i ja im współczuję. Wręcz powiedziałbym, że nawet ci, którzy w ogóle nie mówią nic na temat orkiestry, a widzą jej dobro, biernością osłabiają tę inicjatywę. Powtarzam: na temat tej akcji, która powinna wszystkich nas łączyć, nikt nie ma prawa powiedzieć negatywnego słowa - ocenia Michalczewski.
W tym momencie "Tygrys" postanowił podzielić się swoim doświadczeniem, które spotkało go podczas kwestowania.
- Robię to od parunastu lat. I sam słyszałem, jak kobieta mówiła do mężczyzny lub w drugą stronę: "ciekawe, ile ku*** za to dostał" lub "ile mu za to dali". Człowiek kwestuje na cmentarzu i zbiera na hospicjum, a niejednokrotnie zasłyszałem, jak ktoś nie odszedł wystarczająco daleko i palnął takie słowa. Co to w tych ludziach musi siedzieć? Co to musi być za nienawiść? Co nimi kieruje? To jest niewyobrażalne. Po mnie to spływa, ja rocznie z prywatnych pieniędzy rozdaję ponad milion złotych, ale fakt jest faktem - zżyma się legendarny sportowiec.
Artur Gac
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl













