Reklama

Reklama

Federacja WBO żąda deklaracji i dokumentów lekarskich od Krzysztofa Głowackiego

Wygląda na to, że federacja WBO nie będzie zbyt przyjazna Krzysztofowi Głowackiemu (25-0, 16 KO) na początku jego panowania na tronie mistrza świata kategorii junior ciężkiej. Wcześniej przymykano oko nawet na roczną przerwę Marco Hucka (38-3-1, 26 KO), ale Polakowi nie daje się choćby połowę z tego.

Jak wiadomo pięściarz z Wałcza w związku z kontuzjami będzie zdolny do powrotu dopiero na początku przyszłego roku. Mówiło się coś o styczniu, czyli zaledwie pięć miesięcy od czasu zdobycia trofeum. To według władz organizacji za późno i możliwe jest, że WBO wytypuje zawodników do walki o pas tymczasowy, z którymi po wyleczeniu się miałby potem zaboksować "Główka".

Reklama

Nie jest jednak tajemnicą, że to swego rodzaju ukłon WBO w stronę Hucka. Niemiec zasiadał na tronie mistrzowskim przez ponad sześć lat.

WBO zażądała deklaracji z obozu Głowackiego w ciągu 48 godzin. Polacy mieliby określić przybliżoną datę powrotu na ring. Wcześniejsza odpowiedź "przełom roku" nie wystarczy. Komitet wykonawczy chce poznać bardziej szczegółowe oświadczenie w tej sprawie i oczekuje przedstawienia odpowiednich dokumentów lekarskich.

Mniej zorientowanych kibiców uspokajamy. Nawet jeśli WBO wystosuje dwóch zawodników do walki o tytuł tymczasowy, pełnoprawnym championem nadal pozostanie Głowacki. Będzie jednak musiał bić się w pierwszej kolejności z mistrzem "interim", a podział pieniędzy będzie dla niego trochę mniej korzystny.



Dowiedz się więcej na temat: Krzysztof Głowacki | WBO | boks | sporty walki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje