Reklama

Reklama

Evander Holyfield: Poradziłbym sobie w każdej erze boksu

Kibice często lubią dyskusje o walkach mistrzów z różnych epok. I choć trudno takie epoki porównywać, to legendarny Evander Holyfield (44-10-2, 29 KO) zapewnia, że poradziłby sobie doskonale w każdej z nich.

Wojownik z Atlanty w boksie olimpijskim startował w wadze półciężkiej. Na początku drogi zawodowej w kategorii cruiser i dopiero w wieku 26 lat zameldował się w wadze ciężkiej.

Evander uchodził zawsze za małego "ciężkiego", o czym świadczy choćby fakt, że tylko trzy razy przekroczył magiczną "stówkę" - w 2000 roku w pierwszej potyczce z Johnem Ruizem (100,2 kg), oraz w dwóch ostatnich walkach w karierze (odpowiednio 101,8 kg i 102,5 kg). Mimo tego potrafił rywalizować jak równy z równym z wielkoludami, ale także wielkimi mistrzami sprzed lat - George'em Foremanem i Larrym Holmesem.

- Wiedziałem jak boksować i potrafiłem dostosować się do panujących warunków oraz różnych stylów rywali. Dlatego też poradziłbym sobie dobrze w każdej erze boksu oraz z każdym przeciwnikiem - mówi "The Real Deal", jedyny w historii czterokrotny mistrz świata królewskiej kategorii.

- Dobrze radziłem sobie zarówno w półdystansie, jak i boksując z daleka w dystansie. Miałem szybkie ręce i nogi, dobrze poruszałem się w ringu, dlatego też radziłem sobie z dużo większymi zawodnikami. Potrafiłem też zranić rywala, studiowałem ich, a moją silną stroną były też kombinacje. Dzięki temu wszystkiemu poradziłbym sobie w każdej erze boksu - dodał blisko 58-letni Holyfield, który jest otwarty na trzecią walkę z Mike'em Tysonem, mimo że "Bestia" odgryzł mu w ringu kawałek ucha. Zdarzenie miało miejsce podczas pojedynku w Las Vegas w 1997 roku.

Reklama

Tym razem Holyfield i Tyson skrzyżowaliby rękawice w charakterze pokazowym i charytatywnym.

Dowiedz się więcej na temat: Evander Holyfield

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje